Poprawiają nie tylko wygląd, ale i zdrowie pacjenta. Odział Chirurgii Szczękowo-Twarzowej RSS wykonuje około 300 operacji rocznie

mojradom.pl 5 godzin temu

dr Jerzy-Reymond, Karolina Stawicka i dr Maciej-Podsiadlo

Oddział działa od 27 lat i jest jednym z trzech tego typu ośrodków w województwie mazowieckim i jedynym zlokalizowanym w południowej części regionu - pozostałe dwa znajdują się w Warszawie.

400 pacjentów rocznie

- Leczymy u nas około 400 pacjentów rocznie. Głównie są to osoby po urazach części twarzowej czaszki, w tym ze złamaniami szczęki, żuchwy, kości jarzmowej oraz oczodołów. Wykonujemy również zabiegi w obrębie ślinianek - przyusznej i podżuchwowej. Przyjmujemy pacjentów ze stanami zapalnymi tkanek miękkich i kości twarzoczaszki, a także ze schorzeniami takimi jak zębopochodne zapalenie zatok obocznych nosa czy torbiele – zarówno zębopochodne, jak i niezębopochodne. Oczywiście wykonujemy także operacje ortognatyczne, których jest około 15-20 rocznie - wylicza dr hab. n. med. Jerzy Reymond, kierownik Oddziału Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Radomskiego Szpitala Specjalistycznego.

Oddział bardzo często realizuje również zabiegi dermatochirurgiczne oraz zajmuje się diagnostyką i leczeniem nowotworów części twarzowej czaszki. Rocznie przeprowadzamy około 290-300 operacji, co oznacza, iż blisko dwie trzecie hospitalizowanych pacjentów poddawanych jest leczeniu zabiegowemu. Trafiają do nas pacjenci nie tylko z regionu, ale także z odległych części kraju, m.in. Lublina, Wrocławia, Dolnego Śląska, a choćby Pomorza - podkreśla dr Reymond.

Wady zgryzu i inne

Choć oddział realizuje szeroki zakres zabiegów, coraz większą rolę odgrywają operacje ortognatyczne, zmieniające nie tylko wygląd, ale i codzienne funkcjonowanie pacjentów. Wskazaniem do ich przeprowadzenia są przede wszystkim wady szkieletowe, które najczęściej manifestują się wadami zgryzu. Należą do nich m.in. progenia, retrogenia oraz zgryz otwarty. U pacjentów objawiają się one głównie dysproporcjami w rysach twarzy - może ona być niesymetryczna, z przemieszczeniem bocznym, przednim lub tylnym. Towarzyszą temu również trudności funkcjonalne, takie jak problemy z jedzeniem i połykaniem, bóle stawów skroniowo-żuchwowych czy bóle głowy. Coraz większą uwagę zwraca się także na zaburzenia oddychania, w tym obturacyjny bezdech senny (tzw. OBS), który również może stanowić wskazanie do operacji. W rzadszych przypadkach zabiegi te wykonywane są także na skutek urazów.

- Całe postępowanie jest kilkuetapowe. Na początku ortodonta przygotowuje pacjenta do operacji - ten etap trwa kilka miesięcy. Następnie przeprowadzamy zabieg w znieczuleniu ogólnym. W dużym uproszczeniu polega on na osteotomii szczęki i jej przesunięciu do adekwatnej pozycji, a także na osteotomii żuchwy. Kości są odpowiednio przecinane i ustawiane zgodnie z wcześniej opracowanym planem - wyjaśnia dr n. med. Maciej Podsiadło, zastępca kierownika Oddziału Chirurgii Szczękowo-Twarzowej RSS. To skomplikowana operacja, wymagająca dużej precyzji; tutaj znaczenie mają milimetry. W większości przypadków przebiega jednak bez poważnych powikłań.

Po operacji mogą wystąpić znaczne obrzęki oraz trudności w przyjmowaniu pokarmów, jednak już po 2–3 tygodniach wygląd twarzy wraca do normy. Po około 6–8 tygodniach dochodzi do zrostu kostnego i pacjent stopniowo wraca do pełnej sprawności. Rekonwalescencja obejmuje dalsze leczenie ortodontyczne oraz rehabilitację i trwa kilka miesięcy.

Czy operacja jest konieczna?

- O tym, czy operacja jest konieczna, decyduje ortodonta. Następnie pacjent powinien zgłosić się ze skierowaniem do Poradni Chirurgii Szczękowo-Twarzowej przy ul. Lekarskiej, gdzie się nim kompleksowo zajmiemy i zadecydujemy o dalszym leczeniu - dodaje dr Maciej Podsiadło.

We wrześniu 2022 roku operację ortognatyczną przeszła Karolina Stawicka, na co dzień pracująca jako pielęgniarka na Oddziale Chirurgii Szczękowo-Twarzowej. Dziś bez wahania podkreśla, iż podjęłaby tę decyzję ponownie - bo było warto.

- Byłam zdecydowana na ten zabieg. Zależało mi przede wszystkim na poprawie wyglądu - wcześniej moje rysy były bardzo wyraźne, ostre, wręcz toporne. Miałam też problemy z jedzeniem i gryzieniem, co było dla mnie bardzo uciążliwe. Praca z pacjentami tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, iż to słuszna decyzja - jako pielęgniarka widziałam, jak inni przechodzą tę operację - opowiada Karolina Stawicka. - Po zabiegu, kiedy zobaczyłam się w lustrze, popłakałam się. Zmiana była ogromna, wręcz nie do opisania. To decyzja, którą podejmuje się „tu i teraz" - oczywiście pojawiają się obawy, ale efekt daje ogromną pewność siebie i komfort życia. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy zdecydowałabym się na tę operację ponownie, bez wahania odpowiedziałabym: tak - i wybrałabym ten sam oddział oraz ten sam zespół.

kat, bdb

Idź do oryginalnego materiału