Spór o przyszłość Chicago Bears przeradza się w otwartą polityczną wojnę między gubernatorem Illinois JB Pritzkerem a burmistrzem Chicago Brandonem Johnsonem.

Podczas poniedziałkowego wystąpienia Pritzker ostro skrytykował działania Johnsona, zarzucając mu, iż „pojawia się za późno” z próbą zatrzymania Bears w Chicago i blokowania planów budowy nowego stadionu w Arlington Heights.
– „To typowe. Burmistrz pojawia się każdej wiosny pod koniec sesji legislacyjnej i mówi, czego chciałby od stanu” – powiedział Pritzker.
Gubernator podkreślił, iż Johnson miał miesiące na rozmowy z władzami stanu oraz legislatorami na temat przyszłości stadionu, ale według niego nie przedstawił konkretnego planu.
Konflikt wybuchł po tym, jak Johnson udał się do Springfield, gdzie krytykował projekt ustawy wspierającej tzw. „megaprojekty”. Przepisy mają pomóc Bears w budowie nowoczesnego zadaszonego stadionu na terenach dawnego Arlington Park. Johnson przez cały czas przekonuje, iż najlepszym miejscem dla Bears pozostaje Soldier Field, gdzie drużyna gra od początku lat 70. Burmistrz argumentuje, iż przeniesienie zespołu na przedmieścia uderzyłoby w mieszkańców Chicago oraz lokalną gospodarkę.
– „Dlaczego miałbym wspierać coś, co nie przynosi korzyści mieszkańcom Chicago?” – pytał Johnson.
Tymczasem Bears naciskają na szybkie decyzje polityków. Klub twierdzi, iż nowy stadion i kompleks rozrywkowo-handlowy w Arlington Heights mogą przynieść miliardy dolarów inwestycji i stworzyć tysiące miejsc pracy. Dodatkową presję wywiera także Indiana, która już zatwierdziła własny pakiet zachęt finansowych dla potencjalnego stadionu Bears w Hammond.
Władze Bears zapowiadają, iż decyzja dotycząca przyszłości drużyny może zapaść jeszcze tej wiosny lub latem. Coraz wyraźniej widać jednak, iż walka o stadion stała się nie tylko projektem sportowym, ale również jednym z największych politycznych starć w Illinois.

1 godzina temu













