Grudziądzki strażak, który uprawia MMA i walczy w klatce, mówił o dyscyplinie, w jakiej żyje, wyzwaniach, przygotowaniach przed walką.

Film „Smashing Machine” o pionierach walk MMA przybliżył widzom czasy, gdy zawodnicy tacy jak Coleman czy Kerr walczyli z wielkim poświęceniem i przecierali drogę następcom. Zwycięzca finału Coleman wygrał około 200 tysięcy dolarów, gdy dziś tacy zawodnicy zarabiają miliony.
Rafał Błachuta planuje z menadżerem jeszcze w tym roku dwie walki: w tym półroczu i w drugim półroczu. Zawodnik ten łączy dwa wielkie wyzwania jakim są walki w MMA i służba w straży pożarnej. Mówił: – Te dwie sfery uzupełniają się, bowiem odpowiednia sprawność fizyczna jest potrzebna i w straży pożarnej, i w walkach MMA. Treningi przygotowujące do występów podczas gali MMA bardzo mnie usprawniają, co przydaje się też w straży pożarnej. I odwrotnie: szkolenia w straży pożarnej podnoszą moją sprawność fizyczną.
W Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Grudziądzu ma wsparcie. Rafał Błachuta podkreślił, iż może liczyć na kolegów, na „podmiankę” dyżuru przed zbliżająca się walką, skorzystanie z dni wolnych, których przełożeni udzielają przed występem w MMA. – Staram się tego nie nadużywać, korzystać z życzliwości kolegów i szefów tylko wtedy, gdy to jest naprawdę konieczne – zaznaczył zawodnik. Przyznał, iż wśród jego marzeń są oczywiście kolejne zwycięskie walki, ale i to, żeby kiedyś pas w którejś z federacji – KSW, FEN czy Babilon MMA trafił kiedyś do Grudziądza…
Spotkanie w interesujący sposób prowadził Marcin Zygmunt, który sam jest sportowcem. Wraz z Przemysławem Wierzchowskim – jednym z organizatorów maja pomysły na udoskonalenie festiwalu w przyszłym roku. – Może dla widzów trudne jest przychodzenie na film codziennie przez cztery dni. Rozważymy projekcje filmów raz na tydzień, to powinno się sprawdzić – mówi Przemysław Wierzchowski.
Na zdjęciu: pamiątkowa, niepowtarzalna fotografia Marcina Zygmunta i Rafała Błachuty.
TEKST I FOT. MARYLA RZESZUT






















