- Poznaliśmy się u koleżanki. Przyszłam do niej z kolegą, żeby razem pójść potańczyć, a do niej przyjechało dwóch znajomych. Tam się poznaliśmy, jeszcze przed zabawą. Kiedy oni byli w mieszkaniu, my stałyśmy na podwórku. Wtedy Jan wyszedł do mnie i powiedział, iż mnie zna. Odpowiedziałam, iż ja go nie znam, bo widziałam go pierwszy raz. Wówczas drugi kolega powiedział, iż w takim razie to najwyższy czas, żebyśmy się poznali. Później poszliśmy razem na zabawę i tak to wszystko się zaczęło - wspomina Krystyna Samociuk. Wszystko udało się wspólnie przetrwaćNarzeczeństwem Jan i Krystyna byli niecały rok. Poznali się 9 sierpnia 1965 r., a ślub odbył się 9 lipca 1966 roku. Dzień ślubu pamiętają bardzo dobrze. Od nocy aż do godziny jedenastej przed południem padał ulewny deszcz. Dopiero później pogoda się poprawiła. - Gdy przyjechaliśmy do Komarówki - do kościoła, wyszło słońce i piękna pogoda utrzymała się już do wieczora. Stres oczywiście był, jak chyba u każdego - przyznaje Krystyna
Samociuk.Przez 60 lat wspólnego życia przeżyli wiele. Wychowali czworo dzieci – dwóch synów i dwie córki. Były choroby, troski, euforii i smutki, ale wszystko udało się przetrwać. - Najważniejsze jest to, żeby nie stawiać siebie ponad drugą osobę. Trzeba umieć ustąpić, być pokornym i się dogadywać. U nas nie było wynoszenia się jedno nad drugie, raczej byliśmy zgodni - mówi Krystyna
Samociuk.Bardzo ważne miejsce w ich życiu zajmowała wiara. - Dużo się modliliśmy. W październiku zawsze odmawialiśmy różaniec, uczestniczyliśmy w nabożeństwach majowych i drogach krzyżowych. To zawsze było na pierwszym miejscu -
zaznacza.Krystyna Samociuk, przyznaje, iż każdy w ich związku miał swoje hobby. Jej było zbieranie litanii i pieśni religijnych. - Nagrywałam je i przygotowywałam zeszyty formatu A4. Powstały już 24 takie zeszyty, a dwudziesty piąty jest w przygotowaniu. Pierwszy liczył 365 stron. W 2013 roku moja książka była prezentowana w Radiu Podlasie. Kolejne miały po 200, 300 lub 150 stron. Powstawały z okazji Roku Wiary, Roku Świętego Józefa, Roku Eucharystii i innych wydarzeń. Rozdawałam je wnukom, znajomym i innym osobom - mówi. Z kolei jej mąż Jan lubił organizować zabawy. Najtrudniejsze były choroby. - Pamiętam także wypadek, kiedy poturbowała mnie krowa, później doznałam urazu kręgosłupa. Były różne trudności, jak w każdym małżeństwie, ale nie było takich, których nie udałoby się pokonać - zauważa Krystyna
Samociuk.Dziś największą euforia daje im to, iż przez cały czas są razem. - Cieszę się, iż mam siłę, by opiekować się mężem. Jest po udarze i od ośmiu lat jeździ na leczenie, ale przez cały czas chodzi i nie wymaga znaczącej opieki. Celebrujemy każdy wspólny moment, euforia sprawia, iż możemy razem się pomodlić, zjeść posiłek i po prostu być ze sobą - przyznaje Krystyna Samociuk. Świętowali Diamentowe GodyOboje byli pracowici. - Mąż był bardzo zaradny, a ja lubiłam pracować. Wspólnie dorobiliśmy się zarówno materialnie, jak i duchowo. Dzieci wychowaliśmy w wierze, wszystkie zawarły śluby kościelne. Gdy były małe, zawsze jeździliśmy razem do kościoła. Mieliśmy samochód i odwiedzaliśmy Leśną Podlaską, Wolę Osowińską i inne miejscowości. Dziś często do tych wspomnień wracamy -
zaznacza.Najważniejsze jest również to, iż wychowali dzieci, które zdobyły wykształcenie. Doczekali się dziewięciorga wnuków. Podczas uroczystości Diamentowych Godów najważniejsza była dla nich msza święta i podziękowanie Bogu. - Wierzymy, iż przez całe życie to właśnie Boża łaska pomagała nam wytrwać i prowadziła nas przez wszystkie trudne i dobre chwile - mówi Krystyna Samociuk.Młodym małżeństwom powiedzieliby, iż w małżeństwie nie powinno być tylko „ja”. - Trzeba się wzajemnie rozumieć, ustępować, umieć przeprosić, czasem czegoś nie usłyszeć i czegoś nie zauważyć. Przysięga małżeńska zobowiązuje przed Bogiem i przed ludźmi. Mąż lubił chodzić na zabawy i je organizować, ale nigdy nie robiłam z tego problemu. Sama zajmowałam się dziećmi, pisałam, szyłam i szydełkowałam. Zawsze miałam jakieś zajęcie i nigdy nie czułam się samotna. Najważniejszy był jednak różaniec. Kiedy dzieci były małe, modliliśmy się razem - przekazuje Krystyna Samociuk. Rossosz. Kazimierz Weremkowicz z honorową odznakąAustralia już to zrobiła. Polska też chce zakazać tego nastolatkomOstatni dzień bez medali