Publiczne miliony dla klubów. Czy Chełm gra dziś według zasad, które jutro mogą zostać zakwestionowane?

2 godzin temu
Przez lata finansowanie klubów przez miasta uchodziło za rzecz normalną. W jednych samorządach były to dotacje, w innych umowy promocyjne, dopłaty, obejmowanie udziałów, czy preferencyjne korzystanie z infrastruktury. W praktyce mechanizmy bywają różne, ale cel często ten sam: utrzymać klub przy życiu, zapewnić wynik sportowy i nie stracić lokalnej wizytówki.W Chełmie ten model ma dziś konkretną postać. Profesjonalny sport działa w formule spółki, a miasto wspiera ją dopłatami i - jak potwierdza prezydent - także podwyższeniem kapitału zakładowego.Doktorat, który wbija kij w mrowiskoW rozprawie doktorskiej „Pomoc państwa na rzecz podmiotów rynku sportowego – (nie)przejrzystość relacji pomiędzy państwem a beneficjentami” dr Bartłomiej Gawrecki wychodzi od prostego założenia: sport to nie tylko emocje i społeczna misja, ale także rynek, na którym działają podmioty gospodarcze. Już we wstępie autor podkreśla, iż pomoc państwa może osłabiać konkurencję, utrzymywać przy życiu nieefektywne podmioty i przenosić skutki problemów jednego państwa lub regionu na inne rynki. Wprost wskazuje też, iż jednym z rynków, na których taka pomoc jest udzielana, jest właśnie rynek sportowy.To nie jest poboczny wątek. Autor pisze wprost, iż sport bywa traktowany jako działalność gospodarcza, a głównymi inwestorami rynku sportowego przez cały czas pozostają podmioty władzy publicznej. Przywołuje też art. 107 ust. 1 TFUE i przypomina, iż pomoc publiczna jest problemem wtedy, gdy pochodzi z zasobów państwowych, daje korzyść ekonomiczną, ma charakter selektywny i wpływa na konkurencję oraz handel między państwami członkowskimi. Jeszcze mocniej wybrzmiewa to dalej. Gawrecki wskazuje, iż pomoc publiczna w sporcie może przyjmować bardzo różne formy: nie tylko klasycznej dotacji, ale także ulg podatkowych, inwestycji publicznych czy sytuacji, w której publiczny inwestor robi coś, czego nie zrobiłby inwestor prywatny. To ważne, bo właśnie tak funkcjonuje wiele miejskich klubów w Polsce.I najważniejsze: autor stawia hipotezę, iż pomoc państwa na rynku sportowym nie spełnia wymagań przejrzystości, a relacje między organami władzy publicznej a beneficjentami są niejednokrotnie niejasne. Wprost pisze też, iż trzeba badać, czy taka pomoc jest zgodna z rynkiem wewnętrznym, czy powinna była być notyfikowana i czy w niektórych przypadkach nie powinna podlegać zwrotowi.To nie pozostało wyrok. Ale jest to bardzo poważny sygnał ostrzegawczy.Weszło.com zrobiło z tego temat ogólnopolskiTo, co w środowisku prawniczym było przedmiotem analiz, do szerokiej debaty publicznej wprowadził portal Weszło.com. W lutym Jakub Białek opublikował tekst o wymownym tytule: „Ta sprawa może zaorać wszystkie miejskie kluby!”. Sam tytuł był publicystyczny, ale stawiane pytanie już nie: co się stanie, jeżeli finansowanie klubów przez samorządy zostanie potraktowane jako niedozwolona pomoc publiczna?To właśnie w tym obiegu - między rozprawą doktorską, artykułem śledczym i rosnącym zainteresowaniem rynku - zaczyna się dziś problem polskiego sportu, w tym także chełmskiego. Rozprawa wskazuje, iż w orzecznictwie unijnym pojawiały się przypadki, w których wsparcie dla klubów sportowych było szczegółowo analizowane pod kątem pomocy publicznej – a w określonych sytuacjach uznanie wsparcia za niedozwoloną pomoc publiczną prowadziło do obowiązku jego zwrotu.Chełm: miasto mówi wprost, iż wspiera spółkę dopłatamiW odpowiedzi dla redakcji prezydent Jakub Banaszek nie ucieka od sedna. Potwierdza, iż samorząd wspiera Chełmski Klub Sportowy sp. z o.o. w formie dopłat do prowadzonej działalności, a w ubiegłym roku - po aktualizacji celu sportowego spółki - dokonano także podwyższenia kapitału zakładowego.To bardzo ważne, bo przesuwa dyskusję z poziomu ogólnego „miasto pomaga sportowi” na poziom precyzyjny: mamy do czynienia nie z jednorazową akcją promocyjną, ale z modelem stałego wsparcia właścicielskiego i finansowego.Prezydent podkreśla przy tym, iż miasto analizuje budżet spółki, otrzymuje szczegółowe zestawienia dotyczące sekcji sportowych i na tej podstawie decyduje o skali wsparcia. Zwraca też uwagę, iż spółka prowadzi odrębną ewidencję księgową dla poszczególnych sekcji oraz dla działalności komercyjnej i niekomercyjnej, a jej sprawozdania finansowe są badane przez biegłego rewidenta. I to właśnie jest najistotniejsze z perspektywy samorządu. Bo jeżeli kiedykolwiek pojawiłaby się realna kontrola modelu finansowania, właśnie rozdzielenie działalności publicznej i komercyjnej byłoby jednym z pierwszych punktów badania.Ale w odpowiedzi miasta jest też drugi, bardzo istotny wątekPrezydent przyznaje, iż jednym z powodów zwiększenia wsparcia było wycofanie się części spółek Skarbu Państwa z finansowania klubu. Innymi słowy: kiedy zewnętrzni sponsorzy się wycofali, lukę wypełnił samorząd.I tu zaczyna się najtrudniejsze pytanie. Czy miasto działało tylko jako odpowiedzialny właściciel spółki, czy też jako publiczny ratownik modelu, który bez tego zastrzyku pieniędzy miałby poważny problem z utrzymaniem skali działalności?To nie jest detal. Właśnie tu najczęściej zaczyna się dyskusja o tym, czy wsparcie publiczne ma charakter rynkowy, czy jednak stanowi szczególną korzyść dla konkretnego podmiotu.Jednocześnie władze miasta podkreślają, iż przyjęty model finansowania nie jest działaniem przypadkowym, ale opiera się na analizach i bieżącej kontroli.Prezydent Chełma w odpowiedzi na nasze pytania wskazuje:„Działalność spółki oraz mechanizm udzielania dopłat są pozytywnie opiniowane zarówno przez biegłych rewidentów, jak i organy lig profesjonalnych. Podmioty te korzystają również z ratingów finansowych przygotowywanych przez autoryzowane firmy audytorskie, które analizują coroczne sprawozdania finansowe spółki.Miasto Chełm, realizując działania związane ze wsparciem spółki, opiera się na obowiązujących przepisach prawa krajowego i europejskiego. Prawidłowość stosowanych rozwiązań jest dodatkowo weryfikowana w ramach prowadzonych kontroli przez adekwatne organy nadzorcze. Jednocześnie Miasto na bieżąco monitoruje praktykę stosowania przepisów oraz dyskusję prowadzoną w przestrzeni publicznej i branżowej dotyczącą zasad finansowania klubów sportowych przez jednostki samorządu terytorialnego. W przypadku pojawienia się nowych wytycznych, interpretacji lub rozstrzygnięć adekwatnych instytucji krajowych bądź unijnych, Miasto przeanalizuje ich wpływ na przyjęty model wsparcia i w razie potrzeby podejmie odpowiednie działania dostosowawcze.”A przecież to nie jest tylko ChełmDobrym punktem odniesienia jest Avia Świdnik - klub z tego samego regionu, z tej samej ligi, funkcjonujący w podobnym modelu miejskiego wsparcia.W reportażu Weszło o Avii nie ma tonu skandalu. Jest za to rzecz, która dla tej dyskusji jest ważniejsza: opis klubu, który korzysta z publicznych pieniędzy, ale stara się budować trwałe podstawy. Autor pisze wprost: „Avia też jest miejskim klubem. Też wiedzie jej się tak dobrze dzięki miejskim dofinansowaniom. Tu jednak spore kwoty przeznaczane są na działanie akademii i budowę solidnego zaplecza, które pozwoli na w miarę zrównoważony rozwój”.To bardzo interesujący kontrapunkt dla Chełma. Nie dlatego, iż Świdnik jest „lepszy”, ale dlatego, iż pokazuje inną narrację o publicznych pieniądzach: nie tylko jako o paliwie do bieżącego funkcjonowania pierwszej drużyny, ale jako o inwestycji w strukturę klubu.W tym samym reportażu pada też mocne zdanie: „Profesjonalizm nie podlega podziałowi na poziomy ligowe”. I właśnie to jest sedno problemu. Bo skoro profesjonalizm nie kończy się na ekstraklasie, to również trzecia liga nie jest już bezpieczną strefą „lokalnego sportu amatorskiego”, którego prawo unijne nie zauważa.Dalej autor reportażu zauważa, iż Avia jest jedną z ważniejszych instytucji w mieście i jedną z jego wizytówek. To argument niemal identyczny z tym, który podnosi Chełm: sport to tożsamość, integracja, promocja, duma mieszkańców. Problem w tym, iż taki argument społeczny i promocyjny nie zamyka automatycznie pytania o zgodność modelu finansowania z przepisami konkurencji.W polskiej piłce ten temat już nie jest abstrakcjąNajmocniejszy sygnał, iż sprawa zaczyna schodzić z poziomu dyskusji do poziomu działań prawnych, przyniosły informacje o planowanym pozwie zbiorowym i skardze do Komisji Europejskiej w sprawie Śląska Wrocław.Według informacji opublikowanych przez WisłaPortal, prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski zapowiedział skargę do Komisji Europejskiej na nielegalne finansowanie Śląska ze środków publicznych, a sprawa może przerodzić się w pozew zbiorowy z udziałem Wieczystej Kraków i Wojciecha Kwietnia.To jeszcze nie oznacza, iż ktoś jutro zapuka do drzwi wszystkich miejskich klubów z żądaniem zwrotu pieniędzy. Ale oznacza, iż argument „wszyscy tak robią” przestaje być tarczą.I to jest dziś najuczciwszy wniosekNie ma dziś podstaw, by napisać, iż model finansowania sportu w Chełmie jest nielegalny. Tego nie rozstrzygnął żaden sąd, żadna decyzja Komisji Europejskiej, żaden organ krajowy.Ale równie nieuczciwe byłoby udawanie, iż temat nie istnieje. Bo istnieje.Istnieje w analizach prawnych, które pokazują, iż sport zawodowy jest rynkiem, a publiczne wsparcie może być problemem. Istnieje w dziennikarstwie śledczym, które wskazuje, iż ten model może kiedyś zostać frontalnie zakwestionowany. Istnieje w działaniach prywatnych klubów, które zaczynają używać argumentu o publicznych pieniądzach jako narzędzia prawnej walki z konkurencją.I istnieje także w Chełmie, gdzie miejska spółka jest finansowana z publicznych pieniędzy. Prezydent Chełma zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar tej dyskusji:„Z perspektywy samorządu sport pełni nie tylko funkcję sportową, ale także społeczną i promocyjną. Wydarzenia sportowe oraz działalność klubów integrują lokalną społeczność, wzmacniają tożsamość miasta oraz przyczyniają się do jego promocji. W tym kontekście wsparcie sportu przez samorząd należy postrzegać jako element szerszej polityki rozwoju miasta.”I być może właśnie między tymi dwoma porządkami – twardym prawem rynku i miękką rolą sportu w życiu lokalnej społeczności – rozegra się w najbliższych latach najważniejsza debata o przyszłości miejskich klubów w Polsce.Być może więc najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: czy Chełm robi coś wyjątkowego? Tylko: czy cały polski model finansowania miejskich klubów nie jedzie właśnie na zasadach, które dopiero mają zostać naprawdę sprawdzone?Czytaj także:
Idź do oryginalnego materiału