Politycy i publicyści związani z prawicą wolnościową wrócili do pytania, jak obniżyć rachunki za prąd, gaz i benzynę. W tle jest krytyka polityki klimatycznej, która dla wielu rodzin oznacza coraz wyższe koszty życia. Polska potrzebuje taniej energii, a nie ideologicznego eksperymentu opłacanego przez obywateli.
Energia jako sprawa narodowa
Najwyższy Czas zapowiedział materiał z udziałem Grzegorza Brauna, Tomasza Sommera, Romana Fritza i innych uczestników debaty o rachunkach za prąd, gaz i benzynę. Oś sporu jest jasna: ile w cenach energii wynika z realnych kosztów wytwarzania, a ile z polityki klimatycznej, podatków, opłat i unijnych regulacji.
To nie jest temat techniczny dla ekspertów od taryf. Energia decyduje o cenie chleba, koszcie ogrzewania domu, rentowności małej firmy i konkurencyjności polskiego przemysłu. o ile rachunek rośnie, płaci go rodzina, piekarz, warsztat, rolnik i samorząd.
Bruksela wystawia rachunek
Polska przez lata słyszała, iż transformacja energetyczna będzie nowoczesna, zielona i opłacalna. Dziś coraz więcej ludzi widzi prostszy obraz: rachunki są wysokie, inwestycje kosztowne, a decyzje zapadają daleko od obywatela. Unijny system klimatyczny premiuje państwa bogatsze i mocniej uderza w kraje, które przez dekady opierały bezpieczeństwo energetyczne na węglu.
Prawica ma obowiązek mówić wprost, iż tania energia jest częścią suwerenności. Bez niej Polska staje się montownią zależną od cudzych technologii, cudzych limitów i cudzych decyzji. Gospodarka nie utrzyma się na moralnych hasłach o klimacie.
Co powinno być celem
Obniżanie rachunków wymaga przeglądu podatków, opłat klimatycznych, taryf i kosztów narzucanych przez regulacje. Wymaga też odbudowy myślenia o własnych źródłach energii, stabilnych mocach i interesie przemysłu. Nie da się prowadzić poważnej polityki społecznej, gdy państwo samo podnosi koszty podstawowego dobra.
Stawką jest portfel Polaków i przyszłość polskich firm. Kto lekceważy cenę energii, lekceważy codzienne życie narodu.
Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)











