Remont Piłsudskiego ruszył. Ale dlaczego nie zrobić od razu całej ulicy? (ZDJĘCIA)

1 godzina temu

Od 2 sierpnia zamknięta jest ulica Piłsudskiego na odcinku od przystanku „UJ / AST” do skrzyżowania ze Straszewskiego. Trwa tam remont węzła torowego, który potrwa dziewięć miesięcy. Skoro i tak jedna z głównych ulic została wyłączona z ruchu na tak długo, pojawia się pytanie: dlaczego nie wyremontować całej Piłsudskiego od razu, zamiast ograniczać się tylko do fragmentu?

Dziewięć miesięcy zamknięcia to ogromny koszt dla komunikacji i życia w centrum. Trudno więc nie spojrzeć szerzej na stan całej Piłsudskiego.

Ulica i torowisko w dalszej części nie wygląda źle, ale ubytki w asfalcie i koleiny widać gołym okiem. Torowisko również nie jest w idealnym stanie – pojawiają się pęknięcia, braki i miejsca, gdzie szyny wymagają poprawy.

Wielu mieszkańców obawia się, iż po zakończeniu obecnych prac trzeba będzie tu wrócić z kolejnym remontem. Najpierw modernizacja rozjazdów, a potem – za kilka lat – zamknięcie Piłsudskiego już w celu przebudowy całego torowiska.

Skoro ulica i tak została wyłączona z ruchu na wiele miesięcy, logiczne wydaje się pytanie: czy nie lepiej byłoby zrobić kompleksowy remont od razu? Dzięki temu można by uniknąć powtórki za kilka lat i ponownego paraliżu w centrum.

Zapytaliśmy o to Zarząd Dróg Miasta Krakowa. Urzędnicy podkreślają, iż obecny zakres prac obejmuje przede wszystkim wymianę węzła rozjazdów i korektę torowiska na Straszewskiego. – Ulica Piłsudskiego jest w stanie technicznym dobrym, niewymagającym kompleksowej przebudowy, a jedynie dokonania punktowych napraw nawierzchni stalowej torowiska oraz ewentualnej wymiany nawierzchni bitumicznej – przekazał miejska jednostka.

Pierwsze tygodnie remontu Piłsudskiego pokazały, jak gwałtownie ambitne plany rozmijają się z codziennością. Zwracaliśmy uwagę, iż „Pakt remontowy” w praktyce nie działa – chodnik przy skrzyżowaniu został zwężony kilka ponad metr, a na tej przestrzeni ustawiono stoliki gastronomiczne i punkt dla kurierów. Piesi musieli się przeciskać, a obiecywany komfort gwałtownie zamienił się w niewygodę.

Urzędnicy przekonywali, iż piesi nie stracili, a wręcz zyskali, bo zlikwidowano stojaki na rowery i hulajnogi. Zapewniano też, iż stoliki znikną, gdy prace wkroczą w głąb chodnika, a minimalna szerokość przejścia ma wynosić dwa metry. Tydzień później faktycznie pojawiły się pierwsze korekty. Jak informowaliśmy 22 sierpnia, zlikwidowano stanowisko dla rowerów i hulajnóg , co trochę poprawiło sytuację.

Jarek Strzeboński

Idź do oryginalnego materiału