Za nami dwa ważne wydarzenia, które miały wywrócić krakowską Strefę Czystego Transportu do góry nogami. Pierwszym były protesty z ubiegłego weekendu, drugim wyrok sądu w sprawie legalności jej wprowadzenia. najważniejszy wniosek jest taki, iż nic się nie zmieniło. Strefa była i jest.
10 stycznia pod siedzibą Zarządu Transportu Publicznego zebrało się ponad tysiąc demonstrantów, którzy protestowali przeciw wprowadzeniu strefy. Były hasła o wolności, o rujnowaniu portfeli, o odwołaniu prezydenta Miszalskiego, taczki, kukły, transparenty. Słowem, wszystko co się powinno na demonstracji znaleźć. Oczywiście, trudno wskazać ilu było na tym wydarzeniu Krakowian, a ilu mieszkańców innych gmin. Szczęśliwie, wciąż jeszcze panuje w Polsce demokracja, ludzie więc mogą korzystać z wolności zgromadzeń i prawa wygłaszania swoich poglądów. Świętym prawem polityków jest natomiast próba wykorzystania niepokojów i ruchów społecznych dla zbicia kapitału politycznego. Dlatego w ubiegłą sobotę na Centralnej pojawiła się także grupa polityków.
I właśnie z frekwencji, a raczej pochodzenia demonstrantów (bardziej geograficznego, niż politycznego) można próbować wyczytać kilka wniosków. Po pierwsze, politycy mówią głównie do tych, którzy na nich głosują. Tymczasem, oprócz Krakowianina, organizatora protestu Adama Hareńczyka, kandydata w ostatnich wyborach na prezydenta Krakowa (0,95% poparcia), byli tam również m.in. burmistrz Proszowic Grzegorz Cichy oraz posłowie Łukasz Kmita i Włodzimierz Skalik. Burmistrz Proszowic przedstawiał argumenty mieszkańców swojego miasta, poseł Kmita bronił prawa wjazdu do strefy mieszkańców innych gmin. W swoim przemówieniu wymienił jego zdaniem dyskryminowanych uchwałą mieszkańców Proszowic (może z grzeczności wobec obecnego na proteście burmistrza), Olkusza (swoje miasto rodzinne) i Chrzanów (miasto znajdujące się w jego okręgu wyborczym). Może tak się posłowi po prostu powiedziało, a może tak mu podpowiedział polityczny instynkt, którego ma Kmita wcale niemało. Natomiast poseł Skalik reprezentował Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna, która była jedną z formacji wspierających protest. Siłą rzeczy, pewien polityczny interes we wsparciu protestów ma także Prawo i Sprawiedliwość, stąd obecność na demonstracji i jego działaczy. Co ciekawe, jeden z portali internetowych, analizując konta podmiotów namawiających do udziału w proteście, zauważył ich powiązania z Ordo Iuris i ruchami antyszczepionkowymi. Może to przypadek, może teoria spiskowa, a może spójna działalność pewnej grupy elektoratu.
Znamienne jest także, iż w sobotnich demonstracjach nie uczestniczyli tłumnie przedstawiciele największych formacji politycznych z Krakowa. Próżno było szukać aktywności krakowskich posłów PiS, a więc opozycji szczebla krajowego. Rezerwę zachoruje też opozycja lokalna, jaką jest środowisko Łukasza Gibały, który wie, iż traktowanie na poważnie startu w wyborach na prezydenta Krakowa w oczywisty sposób wiąże się z faktem zabiegania o bardzo dużą grupę krakowskich wyborców, którzy Strefę Czystego Transportu popierają.
Dlatego, w interesujących i w większości trafnych dociekaniach Kazimierza Krakowskiego, przedstawionych na łamach KRKNews (https://krknews.pl/protesty-w-sprawie-stc-nie-wygenerowaly-oczekiwanych-emocji-prezydent-miszalski-moze-spac-spokojnie-oddala-sie-widmo-referendum/), a dotyczących tego, czy protesty przeciwników SCT staną się zapalnikiem referendum nad odwołaniem prezydenta Miszalskiego, trzeba pójść jeszcze dalej. Nie tylko się nim nie stały, ale choćby nieco oddaliły referendalne widmo, ponieważ Krakowianie zobaczyli w zeszłą sobotę, iż reguły funkcjonowania w ich mieście chcą meblować mieszkańcy innych miejscowości. A taki stan rzeczy podobałby się mało komu i mało gdzie. Kraków nie różni się więc w tym względzie od innych miejscowości.
Dodatkowo, pozycję Strefy Czystego Transportu miał w środę zdemolować Wojewódzki Sąd Administracyjny. Jego wyrok mówi, iż z uchwały o SCT powinno się wyeliminować nierówność, która nie pozwala korzystać z przywileju wjazdu do miasta tym mieszkańcom Krakowa, którzy nie są tu zameldowani oraz tym osobom, które jadą do placówek medycznych innych niż znajdujące się pod jurysdykcją NFZ. Wyrok eliminuje więc pewne niedbalstwo autorów uchwały, nastręczając jednocześnie problemu organizacyjnego z weryfikacją przez służby miejskie tego kto faktycznie jest mieszkańcem i jakie są ostre kryteria bycia takim mieszkańcem.
Na tym koniec problemów. Co istotne, sad stwierdził, iż Krakowowi wolno było wprowadzić uchwałę o Strefie Czystego Transportu, wolno było objąć nią dowolny obszar, a poza wszystkim, wyrok nie jest prawomocny, więc uchwała działa dziś w dokładnie takim samym kształcie, jak 1 stycznia.
Pierwsze koty za płoty, uchwała o SCT została sprawdzona bojem i przeszła ów bój zwycięsko, przynajmniej jak dotąd i jak na tak kiepski sposób informowania o niej.
Przeciwnicy Aleksandra Miszalskiego liczyli na jego polityczny pogrzeb, tymczasem dali mu lepsze polityczne paliwo niż sobie. Dlaczego lepsze? Prezydent przekonał cześć nieprzekonanych do jego pomysłu, podczas gdy jego przeciwnicy przekonali jedynie tych, których przekonywać nie musieli. Teraz obie strony muszą przekonać więcej mieszkańców, albo sąd drugiej instancji.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

9 godzin temu












