Miało być szybko, nowocześnie i prestiżowo. W tej wizji Pendolino sunące z Legnicy przez Wrocław prosto do Warszawy stawało się kolejowym symbolem ambicji zachodniej części Dolnego Śląska. Poseł Robert Kropiwnicki uwierzył, iż skoro są tory, ETCS poziomu 2 i 160 km/h w rozkładzie, to wystarczy polityczna interpelacja, by biało-czerwone składy Express InterCity Premium zameldowały się w Legnicy. Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury brutalnie jednak studzi te oczekiwania.
Wiceminister Piotr Malepszak w imieniu resortu nie pozostawił złudzeń: Pendolino nie jeździ „bo ktoś chce”, tylko tam, gdzie się to po prostu opłaca. I to opłaca się PKP Intercity, a nie lokalnym ambicjom czy politycznym narracjom. Pociągi EIP są połączeniami komercyjnymi, uruchamianymi na własne ryzyko spółki, bez dopłat z budżetu państwa. Minister nie zamawia, nie finansuje i nie wskazuje tras — decyzje zapadają w excelach, nie w interpelacjach.
Resort w swojej odpowiedzi w zasadzie punkt po punkcie rozbraja argumentację posła. Po pierwsze: Legnica nie jest komunikacyjną białą plamą. Na trasie Legnica–Wrocław kursuje aż 47 połączeń dziennie — zarówno PKP Intercity, jak i Kolei Dolnośląskich. Co więcej, 16 z nich pokonuje trasę w czasie zbliżonym do postulowanych „pendolinowych” 30 minut. Różnica? Brak logo EIP i obowiązkowej rezerwacji miejsc.
Po drugie: do Warszawy da się dojechać bezpośrednio — pociągiem IC „Łużyce”. A jeżeli ktoś koniecznie chce Pendolino, może się do niego po prostu przesiąść we Wrocławiu. Dokładnie tak, jak robią to dziś tysiące pasażerów.
Cała odpowiedź Malepszaka brzmi jak eleganckie, urzędowe „nie”. Bez emocji, bez złośliwości, ale z wyraźnym komunikatem: kolej dużych prędkości to nie narzędzie promocji miast ani nagroda za ambicje samorządowe. To biznes. A biznes — jak na razie — nie widzi wystarczającego uzasadnienia, by Pendolino wydłużać do Legnicy.
Marzenie o szybkim, bezpośrednim Pendolino z Legnicy do Warszawy można więc na razie odłożyć na boczny tor. Być może kiedyś, przy innych potokach pasażerskich i innych prognozach finansowych, wróci do rozkładu jazdy. Na dziś jednak resort infrastruktury jasno pokazuje: pociągi nie jeżdżą na życzenie, a sen o Pendolino prysł szybciej, niż zdążył się rozpędzić.
















