Siatkarska duma, piłkarski wstyd – polski sport stoi na głowie!

2 godzin temu

Jedni zdobywają medale, drudzy produkują rozczarowania. Jedni budzą respekt na całym świecie, drudzy coraz częściej wystawiają na pośmiewisko cierpliwość własnych kibiców. A my wciąż z uporem maniaka nazywamy piłkę nożną sportem narodowym. Narodowym? Chyba narodową obsesją na punkcie przeciętności!

Polscy siatkarze nie potrzebują pompowania balonika. Wychodzą na parkiet, patrzą w oczy najlepszym drużynom świata i walczą o najwyższe trofea. Nie sprzedają nam bajek o wielkim potencjale. Oni ten potencjał zamieniają w medale. Od lat. Konsekwentnie. Bez narodowej histerii po każdym wygranym secie. A piłkarze? Tu mamy prawdziwą fabrykę cudów. Cudem jest awans, cudem bywa strzelona bramka, a największym cudem byłoby chyba zakończenie turnieju bez konieczności wysłuchiwania kolejnych tłumaczeń. Ile jeszcze razy usłyszymy, iż zabrakło szczęścia, skuteczności, koncentracji albo czasu w zgranie drużyny? Ile jeszcze razy będziemy budować reprezentację od nowa, żeby po kilku miesiącach odkryć, iż znowu nie działa?

W polskiej siatkówce rozlicza się z wyników. W polskim futbolu rozlicza się z nadziei.
Najbardziej groteskowe jest to, iż piłkarska przeciętność ma u nas status narodowego skarbu. Godziny transmisji, setki ekspertów, wielomilionowe kontrakty, reklamowe uśmiechy i niekończące się dyskusje o tym, kto powinien grać na lewej obronie. Cały kraj żyje kolejnym meczem, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś historycznego. A później? Zwykle wracamy do dobrze znanego repertuaru. Rozczarowanie, szukanie winnych, zmiana koncepcji i kolejna obietnica lepszego jutra. Siatkarze tymczasem nie mają czasu w narodowe psychodramy. Mają do wygrania następny turniej. I niech nikt nie opowiada, iż piłka nożna jest trudniejsza, bo konkurencja większa. Owszem, futbol jest globalnym gigantem. Ale czy to oznacza, iż mamy bez końca usprawiedliwiać słabość własnej reprezentacji? Czy milionowe kontrakty i występy w zagranicznych klubach mają być naszym największym osiągnięciem?

Polscy piłkarze mają status gwiazd, na który polscy siatkarze muszą zapracowywać kolejnymi medalami. I właśnie w tym tkwi cała patologia naszego sportowego myślenia.
Zastanawiam się, co jeszcze musieliby wygrać siatkarze, żeby przestać być traktowani jak atrakcyjny dodatek do piłkarskiego cyrku. Ile kolejnych finałów? Ile medali? Ile zwycięstw nad światową elitą? A z drugiej strony – ile kolejnych rozczarowań muszą zafundować nam piłkarze, żebyśmy wreszcie przestali mylić ich medialną popularność ze sportową wielkością? Nie oczekuję od piłkarzy wygrywania każdego spotkania. Oczekuję natomiast, iż przestaniemy przedstawiać ich jako narodowych bohaterów wyłącznie dlatego, iż kopią piłkę w znanych europejskich klubach. Reprezentacja to nie pokaz wartości rynkowej zawodników. To nie wybieg reklamowy. To nie konkurs popularności.

Orzeł na koszulce jest ten sam. Tylko ciężar tego orła najwyraźniej nie dla wszystkich oznacza to samo.
Polska siatkówka udowodniła, iż można stworzyć reprezentację, która nie prosi kibiców o cierpliwość przez kolejne dwadzieścia lat. Można zbudować system, kulturę zwyciężania i drużynę, której kibicuje się z dumą, a nie z przyzwyczajenia. A polska piłka? Wciąż sprzedaje nam marzenia na kredyt, którego od lat nie potrafi spłacić.

Największym wstydem nie jest choćby to, iż piłkarze przegrywają. Największym wstydem jest to, iż przyzwyczailiśmy się do ich porażek, a sukcesy siatkarzy zaczęliśmy traktować jak coś oczywistego. I na koniec pytanie: kto adekwatnie powinien być wizytówką polskiego sportu? Ci, którzy regularnie stają na podium, czy ci, którym od lat budujemy podium w mediach?
Siatkarze mają medale. Piłkarze mają wymówki. A Polska ma sport narodowy, którego największym osiągnięciem jest to, iż wciąż potrafi wzbudzać nadzieję.

Antoni B.

Idź do oryginalnego materiału