Silny mróz oznacza koniec problemów z komarami i kleszczami

2 godzin temu
Zdjęcie: Choroby odkleszczowe są coraz częstsze


Silne mrozy nie oznaczają końca problemów z komarami i kleszczami, ale mogą chwilowo ograniczyć ich liczebność – powiedział PAP prof. Stanisław Ignatowicz, entomolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Wyjaśnił, iż owady i pajęczaki są doskonale przystosowane do niskich temperatur.

Silne mrozy, które tej zimy pojawiły się w wielu regionach Polski, nie oznaczają, iż w nadchodzącym sezonie znacząco zmniejszy się liczba owadów uznawanych za uciążliwe lub groźne dla człowieka – uważa prof. Stanisław Ignatowicz. Jak podkreślił w rozmowie z PAP, owady przez miliony lat ewolucji wykształciły mechanizmy pozwalające im przetrwać choćby bardzo niskie temperatury, znacznie niższe niż te notowane w tej chwili w Polsce.

Zdaniem eksperta temperatury minus 20, a choćby minus 30 stopni Celsjusza, same w sobie nie są dla większości owadów czynnikiem decydującym o ich przeżyciu. Owady przetrwały epoki lodowcowe i funkcjonują dziś także w rejonach świata, gdzie zimą notuje się mrozy sięgające minus 50 stopni. najważniejsze znaczenie ma natomiast tempo spadku temperatury. jeżeli ochłodzenie następuje stopniowo, organizmy owadów mają czas na uruchomienie mechanizmów ochronnych.

Ich płyny ustrojowe zawierają substancje przeciwdziałające zamarznięciu, podobnie jak płyn chłodniczy w silniku samochodowym. Dzięki temu, przy powolnym ochładzaniu w komórkach tworzą się jedynie mikroskopijne kryształki lodu, które nie uszkadzają struktur komórkowych. Problem pojawia się w przypadku nagłych spadków temperatury – wtedy powstają duże kryształy, które niszczą jądra komórkowe i inne organelle, prowadząc do śmierci owada.

Problemem nie mróz, a brak kryjówek

Prof. Ignatowicz zwrócił jednak uwagę, iż we współczesnym krajobrazie owady coraz częściej przegrywają nie z samym mrozem, ale z brakiem odpowiednich kryjówek. Dawniej naturalnym schronieniem były dziuple w starych drzewach, jaskinie czy martwe drewno. Dziś, wskutek intensywnego porządkowania terenów zielonych i wycinania starych drzew, liczba takich miejsc gwałtownie maleje. Część owadów nie znajduje odpowiednich warunków do zimowania i ginie.

Dotyczy to m.in. komarów, które w naturalnych warunkach zimują w dziuplach, piwnicach, jaskiniach lub innych zacisznych miejscach, a także takich owadów jak złotooki. W miastach owady te coraz częściej próbują przezimować w budynkach, jednak nie zawsze są to kryjówki zapewniające im odpowiednią stabilność temperatury i wilgotności.

Najbardziej odczuwalne skutki mroźnej zimy mogą dotknąć gatunki obce i inwazyjne, które pojawiły się w Polsce stosunkowo niedawno, wraz z ociepleniem klimatu. Według prof. Ignatowicza, nie miały one czasu, by wykształcić skuteczne mechanizmy przystosowawcze do surowych zimowych warunków. Wśród gatunków, których liczebność może wyraźnie spaść, wymienił m.in. skupieńca lipowego, biedronkę azjatycką oraz wtyka amerykańskiego zawleczonego z Ameryki Północnej, znanego z wydzielania intensywnego zapachu. W wielu regionach ich populacje mogą zostać znacząco ograniczone, a lokalnie choćby zaniknąć.

Komary i kleszcze przetrwają zimę

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku rodzimych gatunków, takich jak komary czy kleszcze. Te, zdaniem entomologa, przetrwają zimę bez większych problemów. Wiosną może być ich nieco mniej, jednak nie należy spodziewać się ich zaniku. Możliwe są natomiast zmiany w strukturze gatunkowej kleszczy – mrozy mogą ograniczyć liczebność niektórych gatunków, np. kleszcza łąkowego, który w ostatnich latach stał się wyjątkowo liczny.

Ekspert podkreślił, iż aby znacząco przetrzebić populację kleszczy, temperatura poniżej minus 20 stopni musiałaby utrzymywać się nieprzerwanie przez co najmniej dwa miesiące, co w warunkach klimatycznych Polski jest bardzo mało prawdopodobne.

Zwrócił także uwagę, iż śnieżna i mroźna zima nie musi oznaczać mniejszej liczby komarów latem. jeżeli pokrywa śnieżna będzie długo zalegać, a wiosną pojawią się trwałe zastoju wodne, warunki do rozwoju larw mogą okazać się bardzo sprzyjające. Przykładem są rejony Syberii, gdzie mimo ekstremalnych mrozów zimą, latem występują ogromne ilości krwiopijnych owadów.

Prof. Ignatowicz przypomniał również, iż dla części szkodników przechłodzenie jest wręcz niezbędnym etapem rozwoju. Niektóre gatunki, np. przędziorek chmielowiec, muszą doświadczyć niskich temperatur, aby mogły prawidłowo zakończyć cykl życiowy. Jest to jedna z cech przystosowawczych wykształconych w toku ewolucji.

W ocenie entomologa bilans tej zimy będzie więc dla przyrody ambiwalentny. – Możemy się cieszyć głównie z tego, iż ucierpią obce gatunki inwazyjne. Nasze rodzime owady, choćby te, których nie lubimy, przetrwają. Zima nie rozwiąże problemu komarów i kleszczy, ale może chwilowo ograniczyć ich liczebność – podsumował.

Idź do oryginalnego materiału