Skandal w Holandii: celowo zawyżano pomiary temperatury

3 godzin temu

Holenderskie media ujawniły, iż stacje meteorologiczne przeprowadziły kilka lat temu centralny proces tzw. homogenizacji, który w teorii miał wyrównać różnice wynikające ze zmian sprzętu i lokalizacji. W efekcie, obniżono jednak część temperatur sprzed połowy XX wieku. Dzięki temu, lewicowe media i lobbyści klimatyczni, zyskali potężny oręż propagandowy o „płonącej planecie”. Dla wielu obserwatorów wygląda to jak „wymazanie” dawnych fal upałów z historii. Choć urząd KNMI przekonuje, iż była to standardowa procedura statystyczna, brak jasnej komunikacji sprawił, iż instytut sam podkopał swoją wiarygodność.

W Holandii wybuchł skandal klimatyczny. Decyzje tamtejszych instytucji meteorologicznych wywołały burzę – i trudno się dziwić. Sprawa korekty historycznych temperatur przez KNMI (Królewski Holenderski Instytut Meteorologiczny) to nie tylko spór naukowy, ale także symbol szerszego problemu: ideologizacji polityki klimatycznej w Europie Zachodniej. Krytycy wskazują, iż zamiast transparentnej nauki społeczeństwo otrzymuje dane poddane korektom, które w praktyce wzmacniają narrację o bezprecedensowym i groźnym dla człowieka ociepleniu klimatu.

W Holandii, gdzie polityka klimatyczna od lat znajduje się pod silnym wpływem środowisk ekologicznych, sprawa gwałtownie nabrała wymiaru ideologicznego. Krytycy mówią wprost o dominacji „zielonego aktywizmu”, który przenika do instytucji państwowych i naukowych. Według nich część elit politycznych traktuje dane klimatyczne nie jako neutralne narzędzie badawcze, ale jako uzasadnienie dla coraz bardziej restrykcyjnych regulacji – od ograniczeń dla rolnictwa po radykalne reformy energetyczne i podnoszenie podatków.

Holenderskie media zwracały uwagę, iż choćby po korektach KNMI przyznał się do konieczności kolejnych aktualizacji. Dla sceptyków to dowód, iż wcześniejsze modele były zbyt daleko idące. Pojawiły się też pytania o transparentność: dlaczego przeciętny obywatel dowiaduje się o zmianach dopiero po latach, a nie w momencie ich wprowadzania? W kraju słynącym z pragmatyzmu i technokratycznego podejścia takie zarzuty uderzają w sam fundament zaufania do instytucji publicznych.

Najostrzejsza krytyka dotyczy jednak szerszego kontekstu politycznego. Oponenci rządowej polityki klimatycznej twierdzą, iż „zieloni” politycy i ich sojusznicy w administracji doprowadzili do sytuacji, w której każde odstępstwo od dominującej narracji jest marginalizowane. W debacie publicznej coraz częściej padają oskarżenia o ideologiczne zacietrzewienie – przeciwnicy mówią wręcz o „zielonym komunizmie”, wskazując na centralne planowanie transformacji energetycznej i rosnącą kontrolę nad gospodarką.

Zwolennicy KNMI odpowiadają, iż takie zarzuty są przesadzone, a „homogenizacja danych” to standard stosowany w wielu krajach. Problem polega jednak na tym, iż w świecie silnie spolaryzowanej polityki choćby techniczna decyzja naukowa staje się paliwem dla konfliktu. Holenderski przypadek pokazuje, jak cienka jest granica między badaniami naukowymi a polityczną demagogią i jak łatwo utracić społeczne zaufanie, gdy brakuje pełnej przejrzystości działań.

Niezależnie od tego, kto ma rację w sporze o historyczne upały, jedno jest pewne: sposób komunikowania zmian przez opanowane przez skrajną lewicę instytucje publiczne, pozostawia wiele do życzenia. jeżeli nauka ma pozostać wiarygodna, musi być odporna nie tylko na naciski aktywistów, ale też pokusę dopasowywania wyników badań do oczekiwań ideologicznych. Niestety, w Europie coraz częściej mamy do czynienia z taką patologią.

Polecamy również: Brytyjska agencja fałszowała dane meteo, by zadowolić lobby klimatyczne

Idź do oryginalnego materiału