Sky Camp to nie tylko miejsce, w którym można wykonać jednorazowy skok tandemowy. Klub działa również jako organizacja sportowa zrzeszająca zawodników reprezentujących Polskę podczas mistrzostw Europy, świata czy zawodów Pucharu Świata. Trenują tu zarówno osoby stawiające pierwsze kroki w spadochroniarstwie, jak i doświadczeni sportowcy specjalizujący się w różnych dyscyplinach – od skoków grupowych po loty w wingsuitach.
– Oprócz normalnej działalności spadochronowej robimy również sport. Mamy członków kadry, ludzi, którzy trenują różne dyscypliny spadochronowe i reprezentują nasz kraj na arenie międzynarodowej podczas mistrzostw Europy, świata czy Pucharów Świata – mówił Sebastian Dratwa.
Instruktorzy podkreślali, iż działalność Sky Camp opiera się na trzech filarach. Pierwszym są skoki tandemowe dla osób, które chcą po raz pierwszy doświadczyć swobodnego spadania. Drugim – szkolenia przygotowujące do samodzielnego skakania. Trzecim natomiast jest sport wyczynowy, pozwalający rozwijać umiejętności i rywalizować na najwyższym poziomie.
Jak wyjaśniała Marta Molińska, wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, iż wykonanie skoku tandemowego nie jest obowiązkowym etapem przed rozpoczęciem szkolenia.
– Można przyjść na szkolenie z absolutnie zerowym doświadczeniem. Program jest ułożony od samego początku tak, żeby po kilku godzinach przygotowania uczestnik był gotowy do wykonania pierwszego skoku – tłumaczyła.
Pierwszy samodzielny lot odbywa się jednak pod ścisłą opieką instruktorów. Dwóch doświadczonych szkoleniowców towarzyszy kursantowi podczas swobodnego spadania, a po otwarciu spadochronu przekazuje wskazówki przez radio, pomagając bezpiecznie dolecieć do miejsca lądowania.
Rozmowa pokazała również, jak bardzo rozwinęło się polskie spadochroniarstwo sportowe. Sebastian Dratwa przypomniał o rekordowej, stuosobowej formacji stworzonej przez polskich skoczków. Tego typu przedsięwzięcia wymagają nie tylko doskonałych umiejętności, ale przede wszystkim perfekcyjnego planowania.
– To nie jest formacja zrobiona na zasadzie „kto kogo złapie”. Wszystko jest wcześniej dokładnie rozrysowane. Każdy wie, gdzie ma być i za kogo chwycić. Jeden błąd oznacza, iż rekordu po prostu nie ma – wyjaśniał.
Goście programu przekonywali również, iż sterowanie spadochronem jest znacznie prostsze, niż mogłoby się wydawać. Odpowiednie przygotowanie, nowoczesne procedury bezpieczeństwa oraz ogromna przestrzeń lotniska w Bednarach sprawiają, iż kursanci mają komfortowe warunki do nauki.
Instruktorzy zwracali uwagę, iż skakać mogą osoby w bardzo różnym wieku. Do skoku tandemowego mogą przystąpić choćby dzieci – po spełnieniu określonych wymagań wzrostu i za zgodą rodziców – a także seniorzy. Najstarsza osoba, która wykonała tandemowy skok w Sky Camp, miała ponad 80 lat. Ograniczenia wynikają głównie z parametrów technicznych sprzętu i masy ciała.
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy było jednak pytanie o to, co adekwatnie daje skakanie ze spadochronem. Odpowiedź okazała się znacznie bardziej złożona niż sama adrenalina.
– Bardzo często słyszymy od ludzi słowo „reset”. To moment, w którym można całkowicie odciąć się od rzeczywistości, problemów i obowiązków. Przez chwilę żyje się tylko tym, co dzieje się tu i teraz – mówił Sebastian Dratwa.
Podobne doświadczenia opisuje także Marta Molińska, która sama zaczęła swoją przygodę od skoku tandemowego.
– Tam jesteś po prostu sobą. Nie jesteś czyjąś córką, szefową, pracownikiem czy przyjaciółką. Jesteś po prostu sobą. To jest tak niepowtarzalne uczucie, iż wcale nie dziwię się ludziom, którzy ciągle wracają na te cztery tysiące metrów, żeby znowu je poczuć – podkreślała.
Instruktorzy obalili również popularny mit dotyczący badań lekarskich. Jak wyjaśnili, w tej chwili osoby rozpoczynające przygodę ze spadochroniarstwem nie muszą przechodzić specjalistycznych badań lotniczo-lekarskich. Są one wymagane dopiero na etapie pracy instruktorskiej lub profesjonalnej rywalizacji sportowej.
Na zakończenie rozmowy goście zgodnie przyznali, iż najtrudniejszym momentem nie jest sam skok, ale podjęcie decyzji o jego wykonaniu.
– Najtrudniejszy jest właśnie ten pierwszy krok. Trzeba po prostu powiedzieć sobie: „Chcę to zrobić”. Potem reszta dzieje się już adekwatnie sama. My przeprowadzamy uczestników przez cały proces i dbamy o to, żeby było bezpiecznie i żeby była to świetna przygoda – podsumowała Marta Molińska.

6 godzin temu













