Czas pracy poza kontrolą, dyżury trwające 72 godziny bez przerwy, rozliczenia pracy jednocześnie w dwóch miejscach – to niektóre z nieprawidłowości ujawnionych podczas audytu Szpitala Południowego w Warszawie. Kontrola objęła wszystkie stołeczne szpitale, dla Południowego ratusz wydał 44 zalecenia.
Do sprawy odniósł się Sławomir Potapowicz, radny oraz wiceprzewodniczący Rady m.st. Warszawy, który w rozmowie na antenie Polskiego Radia RDC ocenił obecną sytuację oraz zapowiadane działania naprawcze.
Szansa na uzdrowienie systemu
Sławomir Potapowicz podkreślił, iż dzięki przeprowadzonym przez ratusz audytom opinia publiczna oraz władze dysponują wreszcie kompletną informacją na temat nieprawidłowości w warszawskich szpitalach, ze szczególnym uwzględnieniem Szpitala Południowego.
– Jest wreszcie szansa na to, iż ta chora sytuacja, z którą mieliśmy dotychczas do czynienia, będzie naprawiona – ocenił wiceprzewodniczący rady miasta.
Potapowicz zaznaczył, iż kluczowym celem zmian, które są zbieżne również z reformami wprowadzanymi przez rząd, jest postawienie dobra i bezpieczeństwa pacjentów na pierwszym planie. – Istnieje szansa na to, iż sytuacja w szczególności pacjentów i dobro pacjentów będzie na pierwszym planie i iż sytuacja ulegnie poprawie – powiedział.
Patologie w Szpitalu Południowym
Z przedstawionych informacji wyłania się obraz poważnych nadużyć. W Szpitalu Południowym dochodziło do sytuacji, w których lekarze dyżurowali rekordowo choćby po 110 godzin (blisko 5 dni) bez przerwy.
– Tam była też innego typu, znacznie gorsza moim zdaniem sytuacja, która ma charakter patologiczny, polegająca na tym, iż wypłacamy komuś za dyżury, które miały być prowadzone równolegle w dwóch różnych miejscach. I to jest sytuacja, która jest absolutnie niedopuszczalna – mówił Potapowicz.
Radny wskazał, iż skala tych zaniedbań była wyjątkowo duża właśnie w Szpitalu Południowym, podczas gdy w innych kontrolowanych placówkach – jak np. w ZOS w Ursusie – uchybienia nie miały tak rażącego charakteru. W placówce na Ursynowie bowiem wykazano, iż lekarz Dawid Kacprzyk pełnił funkcję koordynatora SOR, która formalnie nie istniała.
– Takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym szpitala. Szpital przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze, i nikt nie spisał, za co dokładnie te pieniądze były wypłacane. Po drugie, stawka gwałtownie rosła z 230 zł za godzinę na 300 zł, a potem na 330 zł – więcej, niż zarabiali doświadczeni specjaliści, a mówimy (...) o młodym lekarzu (...), który był na drugim roku specjalizacji – mówił w środę prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Dodał, iż szpital miał z tym lekarzem istotną umowę, ale i tak rozpisał nowy konkurs i dawał mu kolejną umowę z wyższą stawką.
Przekazał, iż ten sam człowiek miał jeszcze jedną osobną umowę na 10 tys. miesięcznie za czynności, które częściowo pokrywały się z jego dyżurami. Dodatkowo koordynator SOR-u miał dostęp do szpitalnych kamer, a szpital nie prowadził żadnego rejestru, kto ma do nich dostęp, kto i kiedy z niego korzystał.
– W związku z tym wydaje się, iż to akurat Szpital Południowy był taką szczególną jednostką, która skupiała w sobie pewnego rodzaju patologie, wynikające też z działalności charakteru pracy pana Kacprzyka – skomentował ustalenia radny Potapowicz.
Polityczne tło i kwestia "konfabulacji"
Głównym bohaterem afery w Szpitalu Południowym jest lekarz Dawid Kacprzyk, były radny dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej. W przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty o polityczne powiązania, które miały ułatwić mu karierę i zapewnić wysokie stawki. Była prezes szpitala, Anna Łukasik, twierdziła nawet, iż Kacprzyk deklarował, iż "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego" i powoływał się na bliskie relacje z wiceprezydent Renatą Kaznowską.
Sławomir Potapowicz, powołując się na stanowisko prezydenta Trzaskowskiego oraz byłej wiceprezydent Kaznowskiej, określił te twierdzenia jako "konfabulacje" samego Kacprzyka, który próbował w ten sposób budować wokół siebie legendę i stawiać się ponad zarządem szpitala. Potapowicz wyraził ubolewanie, iż była prezes szpitala nie sporządziła wówczas stosownych notatek służbowych i nie poinformowała rady nadzorczej o tych niepokojących sygnałach.
Odnosząc się do zarzutów o uprzywilejowanie polityków w dostępie do leczenia, radny podał własny przykład, wskazując, iż jako polityk spędził osobiście 14 godzin na SOR-ze w Szpitalu Bielańskim.
Referendum bez racjonalnych podstaw
W tle kryzysu wokół Szpitala Południowego trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy.
– Każdy ma prawo do tego, żeby korzystać z takiego instrumentu jak chociażby referendum. Ja jestem przekonany do tego, iż wszystkie te działania, które pan prezydent Trzaskowski podejmuje, służy właśnie wyjaśnieniu sprawy i uważam, iż w tym zakresie prezydent Trzaskowski akurat zachowuje się w sposób absolutnie prawidłowy i transparentny. W związku z tym czynienie mu zarzutu chociażby w tej sprawie i podawanie jako podstawy do tego, żeby go odwołać z funkcji prezydenta, jest moim zdaniem absolutnie irracjonalne – ocenił Potapowicz.

5 godzin temu













