Ksiądz Krzysztof Czerwiński, proboszcz Parafii pw. Św. Józefa w Świdniku, zmarł 31 stycznia. Dziś, w kościele, gdzie spędził 33 lata swojej posługi – pełniąc rolę kapłana, proboszcza, nauczyciela i przyjaciela, odbyła się msza święta żałobna.
Pogrzeb odbędzie się jutro, 4 lutego, o godz. 11:00 w Kościele pw. Św. Józefa w Klimontowie (diecezja sandomierska). Po niej ciało zmarłego zostanie złożone do grobu na cmentarzu parafialnym.
– Ostatnie dni są dla naszej wspólnoty momentem zatrzymania, refleksji i wielkiego bólu. Podczas dzisiejszej mszy gromadzi nas proboszcz tej parafii, śp. ksiądz kanonik Krzysztof Czerwiński – mówił ks. Dawid Lebowa, wikariusz parafii pw. Św. Józefa.
– Jesteśmy tutaj z bólem towarzyszącym tym, którzy tracą kogoś bliskiego – ojca i pasterza, kogoś, kto służył temu, aby Boże życie miało dostęp do ludzkich serc. Ksiądz proboszcz służył nam sprawując Eucharystię, rozmawiając, namaszczając chorych. Jego życie się domknęło, a my chcemy Panu za jego życie podziękować – mówił ks. biskup Adam Bab, który odprawił nabożeństwo. – Modlimy się w tym doświadczeniu bólu, ale też i nadziei, jaka płynie z naszej wiary, potęgi Boga, który pokonuje śmierć swoją miłością i swoim życiem.
Kazanie wygłosił ks. Piotr Stańczak, proboszcz parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Świdniku: – Ta wiadomość była dla nas wszystkich bardzo bolesna. Choć niemal codziennie słyszymy dźwięk dzwonów i spotykamy się na cmentarzach, ta śmierć była dla nas ogromnym zaskoczeniem. Święty Paweł mówił: „nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie”, a więc w życiu i w śmierci należymy do Pana. Dobry Bóg, Stwórca wszystkich nas, wyposażył człowieka we wspaniałe dary, dając nam nieśmiertelną duszę, wolną wolę, rozum i intelekt, które pomagają zrozumieć sens życia i odnaleźć drogę powołania. (…) Kapłańska droga ks. Krzysztofa była drogą oddania ludziom. Był kapłanem otwartym, uśmiechniętym, zawsze obecnym. Nigdy nie tworzył dystansu, nie było w nim atmosfery konfliktu czy nieporozumienia. Parafian traktował jak swoją rodzinę, a posługę kapłańską przeżywał jako bycie z ludźmi i dla ludzi, szczególnie w konfesjonale, na modlitwie i w codziennych spotkaniach. Dlatego też dzisiaj, w imieniu księży naszego dekanatu, pragnę podziękować za jego braterstwo, przykład duszpasterza, ale także za jego przykład człowieka.
***
Po uroczystym nabożeństwie żałobnym, głos zabrali wierni, którzy podzielili się refleksjami i wspomnieniami.
– Słowo Boże przypomina nam, iż dobry pasterz zna swoje owce, a owce znają jego głos. Dziś żegnamy właśnie takiego dobrego pasterza, księdza Krzysztofa, którego głos, obecność i posługę znało tak wielu z nas. Jestem tu przede wszystkim jako jego uczeń i wychowanek, bo to on ponad trzydzieści lat temu przygotowywał mnie do Pierwszej Komunii Świętej i uczył służby przy ołtarzu. Był kapłanem oddanym ludziom, a przede wszystkim oddanym Bogu. Zawsze znajdował czas, by wysłuchać, służył mądrą radą, nie tylko jako kapłan, ale często także jako przyjaciel. Był blisko swoich parafian w radościach i troskach, w chwilach jasnych i tych najtrudniejszych. Był gospodarzem tej parafii, troszczącym się o nią jak o rodzinny dom, człowiekiem dialogu i pokoju, kapłanem, który nie szukał podziałów, ale jedności – powiedział Bartłomiej Pejo, poseł na sejm RP.
– Jak powiedział kiedyś Krzysztof Kamil Baczyński, „kiedy światło gaśnie na ziemi, staje się blaskiem w niebie”. Mamy dziś nadzieję, iż dzień śmierci naszego brata, księdza Krzysztofa, stał się dniem narodzin dla nieba. Był on człowiekiem bogobojnym, głęboko wierzącym, żyjącym w pokorze, miłości i posłuszeństwie wobec Boga. Dla mnie, nasz śp. proboszcz był wzorem cnót kardynalnych, mówię to z pełnym przekonaniem. Znany był z roztropności, sprawiedliwości, męstwa rozumianego jako odwaga w wierze, a także umiarkowania i godnego podziwu opanowania. Dzięki temu jego kapłaństwo było prawdziwym powołaniem do służby Bogu i ludziom. W skomplikowanych sytuacjach życiowych zawsze kierował się zasadami moralnymi i hierarchią wartości. Jego życie w pełni opisują słowa św. Pawła: „w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem” – powiedział Waldemar Jakson, starosta powiatu świdnickiego.
– Stoimy dziś razem w chwili trudnej, bolesnej i pełnej niedowierzania, żegnając człowieka, którego obecność wydawała się czymś stałym i oczywistym. Dla wielu z nas ksiądz Krzysztof był kimś więcej niż proboszczem – był kapłanem, przewodnikiem, przyjacielem i autorytetem. Człowiekiem prawdziwego powołania, który nie szukał rozgłosu ani zaszczytów, bo wystarczała mu służba drugiemu człowiekowi. Był zawsze otwarty, obecny, gotowy wysłuchać, a w jego świątyni każdy czuł się dobrze. Kochał Świdnik i ludzi, a kościół zbudował nie tylko z cegieł, ale przede wszystkim z relacji, zaufania i wspólnoty. Gdy odszedł tak nagle, pozostała po nim pamięć w sercach tysięcy ludzi, czyli najpiękniejsze świadectwo życia. Był prawdziwym pasterzem, który nie szedł przed ludźmi i z dystansem, ale szedł obok nich – powiedział Marcin Dmowski, burmistrz Świdnika.
– Trudno znaleźć słowa, które oddałyby w pełni to, co dziś czujemy, gdy tak niespodziewanie żegnamy kapłana, duszpasterza środowisk lotniczych, a przede wszystkim przyjaciela. Ksiądz Krzysztof ofiarował swoje życie Bogu i bliźniemu, w codzienności realizując przykazanie miłości: „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Miałem zaszczyt współpracować z nim przy budowie i uruchamianiu portu lotniczego. Nigdy nie zapomnę jego życzliwości wobec ludzi lotnictwa, otwartości na dialog i głębokiej troski o środowisko lotnicze. Pozostanie w mojej pamięci jego pogodny uśmiech, spokój ducha i niezwykła skromność – powiedział Dariusz Krzowski, prezes Portu Lotniczego Lublin.
– Ksiądz Krzysztof był człowiekiem niezwykłym, a jego niezwykłość objawiała się w codziennych, prostych gestach, w słowie, posłudze kapłańskiej i duchowej. Chętnie pomagał potrzebującym, a krzywda drugiego człowieka nigdy nie była mu obojętna. Był człowiekiem zorganizowanym, ambitnym i pełnym energii do działania. Od początku swojej posługi w Świdniku związał się ze środowiskiem lotniczym, w którym odnalazł swoje miejsce jako duszpasterz i kapelan. Towarzyszył lotnikom w Eucharystii, podczas świąt i wydarzeń lotniczych, w chwilach euforii i pożegnań. Dziś to my żegnamy – nie tylko proboszcza i kapelana, ale także przyjaciela. Choć jego odejście napełnia nas wielkim smutkiem, pozostajemy w wierze, iż spotkamy się jeszcze w domu naszego Pana – powiedział Aleksander Krawyciński ze Stowarzyszenia Wojskowego Lotnictwa Sił Powietrznych.
– Śmierć księdza Krzysztofa poruszyła nasze serca i zostawiła w nich boleść ciszy. Trudno pogodzić się z odejściem kogoś, kto jeszcze kilka dni temu był pośród nas. Od początku wiedział, kim chce być – powtarzał, iż pragnie głosić słowo Chrystusa. Był kapłanem cichym, wiernym i konsekwentnym, bez rozgłosu, ale zawsze z Bogiem. Szczególne miejsce w jego życiu zajmowała Matka Boża. Dziś powierzamy go Bożemu miłosierdziu, dziękując za dar jego kapłaństwa, za Eucharystie, słowo Boże, sakramenty i braterską obecność. Wierzymy, iż Ten, któremu służył przez całe życie, przyjął go do domu Ojca i obdarzył euforią życia wiecznego – powiedział ks. Marian Szuba, który studiował razem ze śp. ks. Krzysztofem.
– Kiedyś ksiądz arcybiskup zapytał mnie, czy mam swojego następcę na proboszcza parafii pw. Św. Józefa. Ja odpowiedziałem, iż mam, ks. Krzysztofa Czerwińskiego. Podjął się tego zadania z pełnym oddaniem i wypełnił swoją misję – doprowadził parafię do pięknego stanu, przygotował kościół, udekorował go i stworzył miejsce wspólnoty. Niech dobry Bóg ma go w swoim miłosiernym sercu i obdarzy wiecznym odpoczynkiem – powiedział ks. Tadeusz Nowak, pierwszy proboszcz parafii pw. Św. Józefa.
– Żegnamy dziś naszego ukochanego księdza proboszcza, który przez 42 lata kapłańskiej posługi, a 33 lata jako proboszcz tej parafii, wiernie służył Bogu i ludziom. Był człowiekiem pogodnym, cichym i pełnym życzliwości, zawsze obecnym w radościach i troskach parafii. Dzięki jego wytrwałości i pracy powstał nasz kościół – miejsce nie tylko modlitwy, ale przede wszystkim wspólnoty serc. Ksiądz Krzysztof uczył nas, iż kościół to przede wszystkim ludzie zjednoczeni z Bogiem. Mówił, iż o ile Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne znajdzie swoje adekwatne miejsce. Pokazywał, iż wiara nie jest ciężarem, ale radością, a posługa kapłańska jest drogą dojrzewania serca, pełną pokory, cierpliwości i pogodnego ducha. Dbał o każdego, wspierał kapłanów, inspirował parafian i pozostawił po sobie ślady, które będą żyły w naszych sercach na zawsze – powiedzieli przedstawiciele rady parafialnej.
– Dziękujemy wszystkim, którzy w tych trudnych dniach nie zostawili nas samych – księżom arcybiskupom, biskupom, kapłanom, siostrom zakonnym, przedstawicielom władz i parafianom. Wasza obecność, modlitwa, wsparcie i troska były dla nas ogromnym umocnieniem. Ksiądz proboszcz Krzysztof był w tej parafii przez 33 lata, czyli tyle, ile lat mam ja. Przez ostatnie 8 lat mogliśmy razem służyć Bogu i ludziom, realizując liczne inicjatywy duszpasterskie. Był wyjątkowym kapłanem i człowiekiem – jak ojciec i najlepszy przyjaciel, zawsze obecny, życzliwy, pełen pokory i zaangażowania. Dziś powierzamy jego duszę Bożemu miłosierdziu, wierząc, iż Pan przyjmie go do domu Ojca i obdarzy pokojem oraz euforią życia wiecznego – powiedział ks. Dawid Lebowa, wikariusz w parafii pw. Św. Józefa.
„Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.”
pś

1 godzina temu




![Małgorzata Tomaszewska: Otarłam się o depresję poporodową. Nie miałam ochoty wstać z łóżka ani się ubrać [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/a5c57cf22dcc172d9e75605460172f0b,1920,1080,0,0.webp)

