Reprezentacja Słowenii - z kapitanem Górnika Zabrze Erikiem Janżą w wyjściowym składzie - mierzyła się w sobotni wieczór ze Szwajcarią w meczu 3. kolejki Ligi B Ligi Narodów.
Notujący w dwóch pierwszych meczach komplet zwycięstw Szwajcarzy przewodzili tabeli Grupy 1. Słoweńcy - którzy zanotowali remis i zwycięstwo - tracili do lidera dwa punkty. Straty drużyna Janży odrobiła z nawiązką już w pierwszych fragmentach spotkania, kiedy po zagraniu Alojsa Matko piłkę do bramki gospodarzy skierował Zan Vipotnik. Sytuacja ta była analizowana pod kątem ewentualnego spalonego, ale ostatecznie bramka dla Słoweńców została uznana.
Radość Słoweńców trwała jednak krótko. Po pechowej interwencji kapitana Trójkolorowych z 10. minuty spotkania, Szwajcaria zdołała wyrównać. W zamieszaniu we własnym polu karnym po rzucie rożnym Janża - kryjący w tej sytuacji do spółki z Zanem Karnicnikiem Dana Ndoye - pechowo skierował piłkę do własnej bramki.
Trudno było winić tutaj doświadczonego obrońcę, bo gdyby odpuścił w tej sytuacji futbolówkę - ta najpewniej padłaby łupem napastnika szwajcarskiej drużyny, który bez problemu skierowałby ją do siatki. Fatalnie w tej sytuacji zachował się Jan Oblak, który miał obowiązek piłkę strąconą przez Janżę złapać. Ta bowiem po rękach bramkarza Atletico Madryt wkulała się do bramki.
Kolejne trafienie Szwajcarzy zanotowali siedem minut przed przerwą. Do słoweńskiej bramki piłkę skierował Ndoye, wyprowadzając reprezentację swojego kraju na prowadzenie, które utrzymali już do przerwy. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Szwajcarzy kontrolowali bieg boiskowych wydarzeń i nie pozwolili wydrzeć sobie prowadzenia do końcowego gwizdka sędziego. Janża spędził na boisku pełne 90 minut, a w drugiej połowie obejrzał jeszcze żółtą kartkę.


















