Taksówek ubywa, długów przybywa. Branża taxi ma do oddania prawie 60 mln zł

1 godzina temu

Krajowy Rejestr Długów podaje: 2,6 tys. dłużników z działalności taksówkarskiej ma do oddania blisko 60 mln zł. To o 3,5 mln zł więcej niż rok temu. W sierpniu 2025 r. nieuregulowane zobowiązania wynosiły 55,7 mln zł. Teraz jest 59,2 mln zł. Średnie zadłużenie wzrosło o 2,2 tys. zł i sięga 22,7 tys. zł na firmę.

Liczba dłużników trochę spadła — o 105 firm, czyli 4 proc. To nie znaczy, iż branża wychodzi na prostą. Część podmiotów po prostu znika z rynku.

Z analizy Dun & Bradstreet wynika, iż na początku 2026 r. w Polsce działało ok. 49 tys. firm taxi. W 2025 r. ubyło ich ponad 1,6 tys. Transformacja trwa od dekady: obok licencjonowanych taksówkarzy jeżdżą kierowcy z aplikacji. Ci drudzy biorą zlecenia. Ci pierwsi — koszty.

W KRD dominują jednoosobowe działalności. Jest ich 1,9 tys., prawie trzy czwarte dłużników. Ich zaległości to 33,3 mln zł, czyli 56 proc. całego długu branży. Średnio 17,4 tys. zł na firmę. Do tego paliwo, które w lipcu wyraźnie zdrożało, i opłaty, które trzeba płacić niezależnie od tego, ile kursów wyjdzie danego dnia.

Największy kawałek tortu — 26,4 mln zł, 45 proc. całego długu — należy do firm zarządzających wierzytelnościami. Tuż za nimi leasingodawcy: 13,1 mln zł, ponad jedna piąta.

— Leasing jest bardzo popularnym sposobem finansowania samochodów, dlatego wraz z liczbą umów rośnie też liczba klientów, którzy mają problem ze spłatą rat. Firmy leasingowe zwykle reagują już przy pierwszych opóźnieniach i próbują porozumieć się z klientem. jeżeli jednak zaległości narastają i umowa zostaje wypowiedziana, najważniejsze staje się odzyskanie przedmiotu leasingu. W przypadku taksówkarzy jest to najczęściej samochód, czyli podstawowe narzędzie pracy. Gdy firma traci płynność, zaległe raty i inne koszty związane z autem mogą gwałtownie urosnąć do dużych kwot. Zwłaszcza w małym biznesie, gdzie możliwości przeczekania gorszego okresu są ograniczone — mówi Jakub Kostecki, wiceprezes Kaczmarski Inkasso.

Dla klienta w Poznaniu efekt widać na ulicy: mniej „grzybków”, więcej aplikacji. Dla kierowcy na JDG — rosnący koszt auta i coraz cieńsza poduszka na gorszy miesiąc.

Idź do oryginalnego materiału