Taksówki w przedwojennej Warszawie. Były trzy postoje

1 godzina temu

Z Muzeum Techniki | Wojciech Lemański

Taksówki w Warszawie były już od początku XX wieku. W okresie międzywojennym w stolicy były trzy postoje taksówek. – Ciekawa jest ich lokalizacja, jeden postój taksówek był na ul. Karowej, drugi był na rogu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich, a trzeci postój był koło hotelu Bristol. Dwa postoje koło siebie, dlatego iż po prostu Bristol chciał mieć swój własny. W 1938 roku w Warszawie było dwa tysiące taksówek – opowiadał Wojciech Lemański w swojej cotygodniowej audycji w Polskim Radiu RDC.

Jak podkreślił, taksówki odróżniały się od innych samochodów i można je było rozpoznać już na pierwszy rzut oka. Prawie wszystkie taksówki w środku miały wazonik z kwiatkami. Często pasażerowie oddzieleni byli od kierowcy szybą. Czasem w taksówce było radio – podkreślił.

Podczas II wojny taksówek nie było, zamiast nich były riksze. – Natomiast w 1946 roku mieliśmy tylko 22 taksówki i 400 dorożek, ale za to rok później, w 1947, już taksówek było 624. Jeszcze do 1950 roku taksówki były tylko prywatne – zaznaczył.

Ciężarówki zamiast taksówek

Tuż po II wojnie światowej przyjęto, iż transport zbiorowy powinien opierać się na ciężarówkach.

Doktryna powojenna bezpośrednio po wojnie nie była jedna. Transport zbiorowy zaspokoją ciężarówki. Czyli adekwatnie nie ma potrzeby, by ludzie jeździli prywatnymi. Będą to ciężarówki rosyjskie GAZ AA, poniemieckie Opel Blitze, amerykańskie Dodge. No i przede wszystkim ZiS 5W. To taki samochód, który został zaprojektowany na potrzeby wojny. Niezwykle prosty, on miał drewnianą kabinę, hamulce tylko na tył, jedną lampę z przodu, dach ze skóry – wyjaśniał Lemański.

Tuż po II wojnie światowej w Polsce było dwa razy więcej samochodów ciężarowych niż osobowych. W październiku 1945 roku było w Polsce 11 tys. samochodów ciężarowych, natomiast osobowych było 6,5 tys. i 46 autobusów.

Proszę sobie wyobrazić, 46 autobusów w całym kraju. Tylko tyle. Jakie to jest porównanie z 1939 roku? – pytał.

W 1939 roku mieliśmy 30 tys. samochodów osobowych, w tym 7 tys. taksówek, więc przed wojną 30 tys., teraz 6,5 tys. osobowych – odpowiedział.

Jak podkreślił, tuż po wojnie "transport towarów odbywał się koleją". Bezpośrednio po wojnie kolej przewoziła 96,1 proc. wszystkich towarów. Drogami przewożonych było 3,8 proc., a 0,1 proc. - żeglugą.

Zakaz samochodów prywatnych

Lemański zwrócił też uwagę, iż gdy na czele Państwowego Urzędu Samochodowego stanął Ignacy Wrzos "z dnia na dzień nagle unieważnił wszystkie prywatne rejestracje, jakie są w kraju".

Czyli nagle wszyscy właściciele prywatnych samochodów przestali być właścicielami tych pojazdów. Koniec. To było w grudniu 1945 roku, ale 12 kwietnia 1946 roku wprowadzono inny zakaz, iż jednak można mieć samochód prywatny, ale poniżej dwóch litrów pojemności silnika. Czyli te małe samochodziki poniżej dwóch litrów były w rękach prywatnych, te większe nie zachowały się, bo one poszły do przedsiębiorstw państwowych – powiedział.

Przypomniał też, iż "w pewnym momencie ograniczano możliwość jazdy samochodem prywatnym, aż doszło do tego, iż można było jeździć w promieniu 20 kilometrów".

Nie było natomiast kontroli trzeźwości kierowców.

W 1951 roku wprowadzono coś takiego jak książkę kontroli jazdy. Tutaj znowu pełna inwigilacja. Każdy kierowca prywatnego samochodu mógł jeździć, ale pod warunkiem, iż wypełnił jeszcze przed wyjazdem dokładnie datę, cel, czy jedzie sam, czy jedzie z pasażerem, planowany przebieg, potem przebieg rzeczywisty, gdzie tankował, na jakiej stacji, ile tankował. I to wszystko należało wypełnić tuż przed wyjazdem albo w trakcie tankowania – podkreślił.

Dodał, iż jak ktoś "miał zatankowany samochód i niezaznaczone w tej książce, to już miał bardzo, bardzo poważne problemy".

Posłuchaj całej audycji Wojeciecha Lemańskiego.

Idź do oryginalnego materiału