Weekendowa noc w centrum Krakowa. Szpitalna od Basztowej, Plac Świętego Ducha wszystko zastawione taksówkami, samochody czekają na pasażerów z włączonymi silnikami, a wokół unosi się duszący smród spalin. W miejscu, w którym obowiązują ograniczenia ruchu, trudno mówić o komforcie mieszkańców i pieszych. Powstaje zasadnicze pytanie: czy taksówki powinny tutaj godzinami oczekiwać na klientów, zwłaszcza po godz. 22?
Spaliny czuć między zaparkowanymi samochodami, na chodniku i podczas przechodzenia przez plac. Wieczorny spacer przez zabytkowe centrum oznacza przeciskanie się obok pojazdów i wdychanie tego, co wydobywa się z rur wydechowych. Szczególnie dotkliwie problem daje o sobie znać w weekendowe noce, kiedy taksówki czekają na kolejne kursy.
Nie chodzi o samochód, który zatrzymał się na chwilę, żeby wysadzić pasażera. Chodzi o postój, podczas którego silnik przez cały czas pracuje. Kiedy takich pojazdów jest więcej, uciążliwość narasta. Smród jest trudny do zniesienia, a mieszkańcy mają prawo pytać, dlaczego przestrzeń pod ich oknami służy jako poczekalnia dla samochodów z uruchomionymi silnikami.
Strefa ograniczonego ruchu, ale dla kogo?
Wjazd do ścisłego centrum jest ograniczony. Mieszkaniec musi spełniać określone warunki, a przyjazd do rodziny nie daje automatycznie prawa do przekroczenia zakazu. Taksówki korzystają z przewidzianego dla nich wyjątku.
Tyle iż możliwość obsługi pasażerów nie powinna oznaczać przyzwolenia na dowolnie długie zajmowanie przestrzeni i pozostawianie pracujących silników. Trudno przekonywać mieszkańców, iż ograniczenia służą ich wygodzie, o ile jednocześnie muszą znosić spaliny samochodów oczekujących na zarobek.
Mieszkańcom ogranicza się możliwość dojazdu, ale nie zapewnia się w zamian odczuwalnego spokoju. To sprzeczność, której nie rozwiąże kolejny znak drogowy.
Nocna wolna amerykanka
Obraz placu zastawionego samochodami z pracującymi silnikami przypomina komunikacyjną wolną amerykankę. Kierowcy czekają na kursy, a koszt tej wygody ponosi otoczenie. Piesi przechodzą przez spaliny, mieszkańcy słyszą silniki, a zabytkowa przestrzeń staje się zapleczem nocnego transportu.
Gdzie w tym wszystkim jest skuteczny nadzór? Gdzie reakcja na samochody, które podczas postoju nie mają wyłączonych silników? Kontrola powinna być widoczna przede wszystkim w zmianie zachowania kierowców. Na placu pełnym pracujących silników takiego efektu nie widać.
Przepisy już teraz zabraniają pozostawiania włączonego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym, z ustawowym wyjątkiem dla pojazdów wykonujących czynności na drodze. Sam status taksówki nie daje ogólnego zwolnienia z tego zakazu. Nie potrzeba więc kolejnej kampanii informacyjnej, żeby wymagać od kierowców wyłączenia silników.
Po godz. 22 tylko przyjazd po pasażera?
Miasto powinno odpowiedzieć na konkretne pytanie: czy po godz. 22 taksówki powinny przez cały czas oczekiwać na klientów na placu Świętego Ducha i w innych miejscach ścisłego centrum?
Czym innym jest przyjazd po zamówieniu kursu albo odwiezienie osoby pod wskazany adres. Czym innym — wielominutowe oczekiwanie na potencjalnego pasażera. Obsługa mieszkańców nie wymaga przecież, żeby pod ich oknami przez noc stała kolejka samochodów z włączonymi silnikami.
Rozwiązaniem wartym rozważenia jest zakaz nocnego oczekiwania na kursy w tej części miasta i przeniesienie postojów poza najbardziej wrażliwą zabudowę. Taksówka mogłaby wjechać po konkretnego pasażera lub po to, żeby go wysadzić, a następnie opuścić strefę.
Jeżeli takie zasady nie byłyby przestrzegane, należałoby rozważyć ograniczenie nocnego wjazdu taksówek, z jasno określonymi wyjątkami zapewniającymi dojazd osobom, które go potrzebują.
Strefa Czystego Transportu w centrum to fikcja
Opis sytuacji na placu Świętego Ducha pokazuje rozdźwięk między ograniczeniami obowiązującymi w centrum a doświadczeniem osób, które tam mieszkają lub przechodzą. Sam zakaz wjazdu części samochodów nie wystarczy, o ile pojazdy korzystające z wyjątków pozostają źródłem uciążliwości.
Silny zapach spalin nie jest pomiarem jakości powietrza. Bez porównywalnych badań nie można rzetelnie stwierdzić, iż zanieczyszczenie jest w tej chwili większe niż przed wprowadzeniem ograniczeń. Można natomiast jasno powiedzieć, iż opisana sytuacja podważa ich odczuwalny sens: trudno przekonywać mieszkańców do kolejnych zakazów, jeżeli pod ich oknami toleruje się niepotrzebną pracę silników.
Mieszkańcy centrum mają prawo oczekiwać, iż ograniczenia ruchu przełożą się na mniej spalin i spokojniejsze otoczenie. Szpitalna i Plac Świętego Ducha nie powinien być miejscem, w którym zasady kończą się wraz z rozpoczęciem weekendowej nocy. Bo to już nie jest wrażenie, iż Strefa Czystego Transportu to fikcja – to rzeczywistość.

1 godzina temu










