Przed środową potyczką w hali Chemika pewne było, iż będzie to zacięty, wyrównany bój. W sześciu wcześniejszych meczach między tymi drużynami ani razu nie zanotowano wyniku 3:0, trzy razy wygrał KPS, trzy razy ekipa z Belska.
Płock. Mecz o wszystko
Przy stanie 2:2 w meczach w play off piąty mecz rozegrano w Płocku, bo KPS wygrał fazę zasadniczą rozgrywek. Był to atut, bo do Chemika przyszedł niemal komplet żywiołowo reagujących widzów, ale z drugiej strony Belsk znajdował się w świetnej formie i zespół ten grał na luzie, nikt nie wymagał awansu.
Co innego KPS, niby zespół w budowie, dalekosiężne plany, powoli do przodu, ale jednak po pierwszym miejscu w grupie trudno nie myśleć o awansie dalej, przynajmniej do turnieju półfinałowego. A to może usztywnić każdego zawodnika i... trenera. Na dodatek trudy sezonu dają się we znaki, w meczu w Belsku kontuzji doznał przyjmujący KPS Jakub Baranowski, dopingował kolegów z ręką w gipsie. KPS dokonał transferu medycznego, w jego miejsce ściągnął Mikołaja Tatarucha z Kartpolu Kobyłka, trzecie ekipy rozgrywek.
W KPS nie zagrał także kontuzjowany środkowy Fryderyk Polus, a inny środkowy Bartłomiej Dorosz wprawdzie zagrał (i to dobrze), ale każdą przerwę spędzał na chłodzeniu obolałej nogi.
W pierwszym secie KPS zaczął dobrze, po bloku Dorosza wygrywał 10:7. I stanął, nie kończył ataków, słabo przyjmował, Tataruch atakował z dużym respektem. Z drugiej strony bombardował młody atakujący Jan Lizińczyk, główny atut Pronutivy. Zespół ten, gdy ma przyjęcie, gra szybkie piłki na pojedynczy blok do skrzydłowych, a gdy nie ma, wystawia piłkę pod sufit do Lizińczyka, który często atakuje skutecznie nad blokiem. Belsk wygrał pierwszego seta do 19.
W drugim secie KPS zagrał dużo lepiej, a goście popełniali błąd za błędem, z blokiem przegrywał choćby "Tarzan" Lizińczyk. Efekt? 25:16 dla ekipy z Płocka. W trzeciej partii gospodarze wygrywali już 20:13, ale zmiany jakich dokonał szkoleniowiec KPS, zwłaszcza na rozegraniu i środku, nieco zdziwiły część kibiców, set sam się nie wygra, a Pronutiva zaczęła gwałtownie odrabiać straty. Proste i liczne błędy KPS sprawiły, iż gospodarze - głównie dzięki skutecznemu Bruno Romanuttiemu - ledwo, ale jakoś dowieźli zwycięstwo 25:22.
Zrobiło się 2:1 w setach, ale tyle to już było w 4. meczu w niedzielę w Belsku, a jednak KPS uległ 2:3. Teraz nie zamierzał, ale czwarta partia jednak padła łupem gości 25: 23,
W tie-breaku, który kibice oglądali na stojąco, początkowo szalała kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców gości, bo Belsk prowadził już 6:3. Ale KPS walczył, punktował bardzo solidny Romanutti, swoje robił Przemysław Czado, rozkręcił się Tataruch. Po asie Czado, przy ogłuszającym dopingu, KPS wyszedł na prowadzenie 9:8. Lizińczyk oddychał już "rękawami", ale trudno się dziwić, skoro w fazie zasadniczej mecze był raz na tydzień, a w Płocku grał już piąty, długi, wielosetowy mecz w ciągu 10 dni.
KPS trzymał poziom, punktowali Romanutti, Czado i Tataruch, a publika eksplodowała, gdy KPS zdobył punkt na 15:12, oznaczający wygranie meczu 3:2 i awans do turnieju półfinałowego o 1. ligę. MVP meczu został środkowy Jarosław Chausow.
Siatkówka. Kto zagra o 1. ligę?
Do dwóch turniejów półfinałowych awansowały zespoły: KPS Płock, Energetyk Poznań, Karpaty PANS Krosno, Avia Solar Sędziszów Małopolski, WKS Wieluń, Camper Wyszków, Volley Jelcz Laskowice, Trefl II Gdańsk.
W każdym turnieju półfinałowym systemem każdy z każdym walczyć będą 4 drużyny. Po dwie najlepsze awansują do turnieju finałowego. Tam również będzie obowiązywał system każdy z każdym, a dwie ekipy awansują do pierwszej ligi.
KPS Płock - ProNutiva SKK Belsk Duży 3:2 (19:25, 25:16, 25:22, 23:25, 15:12)
KPS: Komar, Dorosz, Tataruch, Czado, Dobrolubow, Bulira (l), Romanutti, Winkler, Ledzion, Polus, Lewicki (l), Chausow, Bobrowski, Dróżdż













