Górnik Zabrze świetnie rozpoczął sezon 2026/27 na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Siedem zwycięstw, remis i porażka, to bilans, który pozwolił wicemistrzowi Polski zająć fotel lidera tabeli. Trener Michal Gasparik w pierwszej części rozmowy z serwisem Roosevelta81.pl ocenia pierwszy kwartał nowego sezonu, zdradził co Trójkolorowi zyskali przez występ w eliminacjach europejskich pucharów oraz przyznał co jest celem jego drużyny na obecną kampanię.
Panie Trenerze, jakie to było uczucie wstać w poniedziałek rano ze świadomością, iż nie trzeba iść do roboty?
- To trochę dziwne uczucie, ale od razu jak rano wstałem, włączyłem program do analizy i oglądałem nasz ostatni mecz z kamery taktycznej. Ciężko jest choćby kilka dni albo godzin zostać bez futbolu.
Tak długa, trzytygodniowa przerwa w środku rundy zdarza się pierwszy raz w Pana karierze. Dla niektórych trenerów przychodzi jak błogosławieństwo, dla innych wręcz przeciwnie...
- Tak, to pewna nowość dla wszystkich trenerów. Dla nas tym bardziej, iż wielu chłopaków wyjechało na kadrę, a my mamy trochę dłuższe wolne na początku. Zawodnicy mają indywidualne plany do zrealizowania w domu. Ale później to dwutygodniowe przygotowanie będzie trochę inne, bo mamy mniej piłkarzy. Nie mamy choćby dwudziestu zawodników z pola do gry taktycznej, więc z chłopakami, którzy tutaj zostali, musimy popracować trochę bardziej indywidualnie, grupowo i nad detalami.
Samo spotkanie w Lublinie - jak Pan powiedział - już Pan analizował. Rzuciły się Panu w oczy jakieś detale, które przeważyły o tym, iż nie udało się wywieźć trzech punktów?
- To, co widziałem podczas analizy, pokrywało się z naszym planem na mecz, dlatego byłem zadowolony. Wcześniej, na przykład przeciwko Koronie - graliśmy więcej bez piłki, chcieliśmy być groźniejsi z kontrataków, ale wiedzieliśmy, iż gdybyśmy podobnie zagrali tutaj, to prawdopodobnie Motor stworzyłby sobie więcej okazji - co zresztą pokazał w ostatnich meczach z Legią. Udowodnił, iż potrafi być mocny u siebie. Dlatego cieszyłem się, iż od początku byliśmy aktywni. Chłopaki próbowali mieć jak największą kontrolę nad meczem. Mieliśmy większe posiadanie piłki, w pierwszej połowie kreowaliśmy sytuacje. W drugiej było trochę widać, iż Motor jest zadowolony z tego punktu i dobrze broni. Z przodu zabrakło nam trochę więcej jakości indywidualnej, dlatego skończyło się 0:0. Ale w defensywie chłopaki wykonali świetną robotę. Widać, iż nasi obrońcy wyglądali bardzo dobrze.
Kiedy przeczytał Pan wypowiedź trenera Misiury o tym, iż podglądali was na treningu, jak się Pan poczuł?
- Ja tego nie rozumiem. Zupełnie nie pojmuję, jak można się tym jeszcze chwalić na konferencji prasowej. Dla nas to nie był problem. Jako iż ćwiczyliśmy tylko stałe fragmenty gry w defensywie, to pokazywaliśmy zawodnikom to, co robi Motor. To żaden kłopot, jeżeli oni to oglądają, bo nie są w stanie niczego zmienić na kilka godzin przed meczem. A choćby jeżeli coś zmienią, to nie mają tego na tyle wytrenowanego, żeby nas zaskoczyć. Zresztą było to widać w meczu - chłopaki byli świetnie przygotowani w defensywie na te ich mocne stałe fragmenty. Ja mam zupełnie inne podejście. Nie mam takiej potrzeby, po prostu skupiamy się na własnym zespole. Wydaje mi się, iż tacy trenerzy pokazują w ten sposób trochę słabości i zdecydowanie nie jest to fair play.
W Anglii za coś takiego Southampton wyleciało z play-offów...
- Tak słyszałem. Nie jest to etyczne. Każdy ma trochę inne podejście do życia. Trenerzy argumentują potem, iż chcą zrobić wszystko, by pomóc swojemu zespołowi. Zgadzam się z tym, ale to chce zrobić każdy sztab szkoleniowy, a jednak nie każdy potrzebuje uciekać się do rzeczy, które nie są fair play.
Wracając do tego, co już za wami - macie w nogach szesnaście meczów. Miał Pan w swojej karierze już taki sezon, żeby 20 września mieć za sobą już tak duży bagaż spotkań?
- Z moim sztabem szkoleniowym mieliśmy podobne doświadczenie w Spartaku Trnawa. Próbowaliśmy jak najlepiej zarządzać zespołem w treningach pomiędzy meczami w europejskich pucharach i na początku ligi. Tak samo pracując w Zabrzu robiliśmy rotacje, które były potrzebne, a wszystko po to, żeby w tym sezonie znowu dać Górnikowi szansę na grę o wyższe cele. I to nam się udaje, bo mieliśmy dobre mecze w Europie, a teraz zaliczamy udany początek w lidze.
Jest Pan zaskoczony, iż tak dobrze to wygląda? Bilans macie rewelacyjny, najlepszy od praktycznie 50, 60 lat.
- Nie myślałem wcześniej o tym, ile będziemy mieć punktów. Prawdopodobnie nikt nie oczekiwał, iż ten początek sezonu będzie historycznie aż tak wyjątkowy. Z drugiej strony widać, iż tabela nie będzie tak spłaszczona jak w poprzednim sezonie. Mamy bardzo dobrą formę, ale są też inne zespoły, które trzymają się blisko nas i również zaliczyły udany start.
Europa w dalszym ciągu jeszcze troszkę w Panu siedzi, czy to już zamknięta historia?
- Zostawiliśmy to za sobą. Zostały nam już tylko mecze w lidze i całą uwagę koncentrujemy na tym. To nieco ułatwia przygotowania. Mamy teraz trudny terminarz, gramy też w Pucharze Polski i musimy się dobrze przygotować. Zespoły, które wciąż grają w Europie, mają trochę ciężej. Trzeba jednak przyznać, iż Jagiellonia i Lech są do tego przyzwyczajone, a dla Górnika to była nowość. Dla większości chłopaków gra co 3-4 dni to było nowe doświadczenie. To jest ta różnica między nami a Lechem czy Jagiellonią, które mają już ogranie i nie mają problemu z nagromadzeniem meczów.
Widzi Pan, iż te sześć meczów w Europie zaprocentowało w Górniku? Można powiedzieć, iż taktycznie, dużym spokojem przewyższacie wielu rywali w PKO BP Ekstraklasie.
- Myślę, iż zawodnicy pokazali w Europie ogromną jakość. Udowodnili, iż są w stanie grać przeciwko wymagającym przeciwnikom i taktycznie, i pod kątem indywidualnym - te ich występy były na bardzo dobrym poziomie. Potwierdza to zresztą, z jak silnymi rywalami graliśmy. Wszyscy wiemy, jak mocne było Fenerbahce, ale może nie wszyscy kibice widzieli, jak świetny jest Ferencvaros, co teraz potwierdza w fazie ligowej. O sile AS Monaco też nie trzeba nikogo przekonywać - widać to po ich wynikach i udanym początku sezonu ligowego. Dzięki tym spotkaniom chłopaki nabrali pewności siebie, co bardzo nam pomogło w lidze.
Przed sezonem wziąłby Pan taki start w ciemno, czy towarzyszy Panu jakiś niedosyt?
- Ten mecz z GKS-em Katowice na pewno wszyscy mamy gdzieś z tyłu głowy. Przegraliśmy trochę pechowo, bo rzadko się zdarza, by Górnik odwrócił losy meczu u siebie, a potem przegrał go w doliczonym czasie. Z kolei, jeżeli chodzi o Europę, to dużo o tym rozmawialiśmy - w domowym starciu z Ferencvaros, gdzie popełniliśmy prosty błąd po rzucie rożnym, który kosztował nas możliwy awans.
Dzisiaj pod względem kadrowym Górnik to już dla Pana drużyna marzeń? Ma Pan po dwóch pełnowartościowych piłkarzy na każdej pozycji - to chyba coś, o czym rok temu mógł Pan tylko pomarzyć?
- Zgadzam się, klub zrobił pod tym względem ogromny krok do przodu. Widać, iż kadra jest szeroka, a na ławce mamy jakościowych piłkarzy. Sytuacja jednak nieco się zmienia, kiedy masz w zespole wielu dobrych zawodników, każdy oczekuje, iż będzie grał i spędzał na boisku jak najwięcej minut. Zarządzanie całym zespołem bywa wtedy trudniejsze. Najważniejsze, żeby trener miał wyniki, bo kiedy ich brakuje, a w szatni siedzi wielu świetnych graczy, mogą pojawić się problemy.
Czy któryś z trenerów, z którym mierzył się Pan w Europie, jakoś specjalnie Panu zaimponował, zainspirował Pana?
- Bardzo podobał mi się system AS Monaco. Trochę przypomina to styl, w jakim w PKO BP Ekstraklasie gra Lech Poznań, ale oni mieli jeszcze trudniejszy do rozszyfrowania wariant w ofensywie. Bardzo ciężko się przed tym broniło. Utrzymywali piłkę, celność ich podań oscylowała wokół 90 procent w każdym meczu i pewnie wygrali to ostatnie starcie. Cieszę się, iż u siebie zagraliśmy z nimi naprawdę dobre zawody, ale w rewanżu pokazali już swoją pełną moc. Zmuszali nas do ciągłego biegania bez piłki. Z boku mogło to wyglądać tak, jakby chłopaki nie walczyli jak zwykle, ale wynikało to tylko z tego, iż Monaco miało zupełnie inną jakość i nie pozwalało nam na aktywny odbiór.
Który meczów na początku sezonu, jaki macie już za sobą, był dla Pana najcenniejszy? Z którego jest Pan najbardziej dumny?
- Myślę, iż z domowego meczu z Lechem Poznań. Znowu mogła powtórzyć się historia z nieskutecznym gonieniem wyniku od 0:1, ale chłopaki pokazali, iż są w stanie zdominować Lecha i totalnie zmęczyć go w defensywie. Strzeliliśmy dwie bramki ze stałych fragmentów gry, ale to nie były statyczne piłki, to było rozegrane, to było naturalne rozwiązanie wynikające z tego, co widzieliśmy na boisku. Lech momentami tylko się bronił, nie potrafił wyjść z własnej połowy. Zawodnicy pokazali bardzo wysoką jakość w utrzymaniu się przy piłce i kreowaniu sytuacji. To zwycięstwo cenimy sobie bardzo wysoko, choć w tabeli daje to dokładnie takie same trzy punkty, jak wygrana z Radomiakiem, Śląskiem czy kimkolwiek innym.
Jesteście dzisiaj liderem PKO BP Ekstraklasy, podobnie jak rok temu. Czy wie Pan, co zrobić, żeby tę pozycję utrzymać na dłużej?
- Ciężko przewidzieć, czy będziemy w stanie punktować z taką samą regularnością jak na początku sezonu, Ale jeżeli spojrzymy na cały okres, od kiedy tu dołączyliśmy, widać wyraźną stabilność w punktowaniu Górnika. Czy to wystarczy na pozycję lidera albo awans do pucharów? To zależy od przeciwników. Widzimy przecież, jak dobrze radzą sobie na razie Lech, Legia, Wisła Kraków, a niewykluczone, iż zaskoczą formą też inne zespoły.
Czy któryś z rywali z czołówki tabeli pozytywnie Pana zaskoczył? Spodziewał się Pan po kimś słabszej gry, a zaprezentował znacznie wyższą jakość?
- Już przed sezonem zapowiadaliśmy, iż chcielibyśmy ponownie spróbować zagrać w pucharach, choć wiemy, jak trudne to zadanie. Na razie jesteśmy w czołówce, u boku najlepszych drużyn w lidze. Tabela przypomina dzisiaj trochę te dawne, złote czasy, o których z sentymentem śpiewają nasi kibice.
Wielu ekspertów uważa dzisiaj, iż Górnik wyrasta na faworyta do mistrzostwa Polski, właśnie dlatego, iż nie łączy ligi z grą w pucharach. Kiedy słyszy Pan takie głosy, jest Panu miło, czy traktuje to Pan raczej jako niepotrzebną presję?
- Dla nas to żadna presja. Każdy, kto gra w Górniku, musi być przygotowany na to, co piszą dziennikarze i o czym dyskutują kibice; trzeba być do tego przyzwyczajonym. Tak jak wspomniałem: Lech Poznań gra w Europie, ale ma najmocniejszą kadrę, najwyższy budżet i u nich to nie jest żaden problem - pokazali to już wcześniej, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo. Legia pod wodzą Marka Papszuna też punktuje niezwykle regularnie. Może nie grają najładniejszej piłki, ale za to bardzo skuteczną, pragmatyczną i mają zawodników o wysokiej jakości. Jagiellonia czy Wisła również nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Zawsze spodziewam się też, iż w trakcie sezonu wyskoczy ktoś z dalszego szeregu - może to będzie świetnie punktująca Pogoń Szczecin. W czołówce znów będzie pięć czy sześć drużyn, które powalczą o wszystko.
Co byłoby dla Pana cenniejszym osiągnięciem: kolejny medal w lidze, czy obrona STS Pucharu Polski?
- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Przed nami ciężki wyjazd na mecz z Piastem Gliwice, więc musimy najpierw po prostu awansować, zanim zaczniemy rozmawiać o ambicjach pucharowych. Dla mnie jednak byłoby cenniejsze, gdyby Górnik znowu ugrał w lidze tyle, by zdobyć medal i awansować do europejskich pucharów. Wtedy mówilibyśmy już o ogromnej stabilności klubu. Bo największy postęp polega nie na tym, iż raz zostaje się wicemistrzem i gra w Europie, ale na tym, iż potrafi się to regularnie powtarzać.
Rozmawiał: eMZet
II część rozmowy z trenerem Michalem Gasparikiem pojawi się na łamach serwisu Roosevelta81.pl już w czwartek o 19:48!
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl















![LN: Szwecja - Polska. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000NC869RJB0294V-C461.jpg)