Górnik Zabrze w rewanżowym meczu IV rundy eliminacji Ligi Konferencji przegrał z AS Monaco 1:4, rozgrywając zdecydowanie najsłabsze spotkanie w tegorocznych eliminacjach europejskich pucharów. Trener wicemistrza Polski bez problemów wskazał największe mankamenty w grze Trójkolorowych na Stade Louis II w Monaco.
Do momentu utraty pierwszej bramki piłkarze Górnika trzymali się w starciu z AS Monaco całkiem nieźle. Co prawda rywale dominowali pod kątem posiadania piłki, ale nie przekładało się to na klarowne sytuacje pod bramką Philippa Schulze. To Zabrzanie oddali pierwszy w tym meczu celny strzał, ale piłkę po próbie Maksyma Chłania pewnie złapał Lukas Hradecky. Piłkarze z Monaco do zdobycia bramki potrzebowali jednej klarownej sytuacji.
- Nie mieliśmy w tym meczu idealnego początku, bo było widać, iż Monaco jest zdecydowanie lepsze i utrzymywało się przy piłce. Ale pierwszą bramkę straciliśmy, kiedy już rozegraliśmy trochę lepszy fragment - chłopaki więcej utrzymywali się przy piłce, graliśmy na połowie przeciwnika - ocenia Michal Gasparik, trener Górnika.
Kiedy padła pierwsza bramka dla AS Monaco, poza boiskiem przebywał Paweł Bochniewicz, który potrzebował pomocy fizjoterapeutów. Grając w przewadze jednego zawodnika drużyna gospodarzy wykorzystała błąd Zabrzan w środku pola, wyszła z szybką akcją, którą po wymianie podań tuż przed linią pola karnego zamienił ma bramkę Paris Brunner.
- Byliśmy na boisku o jednego mniej, ale myślę, iż to nie było decydujące. Po prostu w środku pola zrobiliśmy błąd. Muszę na to jeszcze popatrzeć na wideo, bo nie widziałem tego dokładnie. Tam widać jakość Monaco: im nie potrzeba dużo stuprocentowych okazji, wystarczy dobra pozycja na strzał i od razu jest z tego szansa albo bramka. Tak było przy pierwszej i potem przy drugiej bramce - dodaje szkoleniowiec Trójkolorowych.
Po meczu wiele cierpkich słów płynęło pod adresem Schulze. Niemiecki bramkarz w przekonaniu wielu kibiców zawinił przy pierwszej i czwartej bramce dla AS Monaco. O ile błąd golkipera zabrzańskiej drużyny przy czwartym trafieniu był bezdyskusyjny, o tyle przy pierwszej w opinii sztabu szkoleniowego nie było rażącego błędu po stronie bramkarza Górnika.
- Dla mnie jest za wcześnie, bo ja nie widziałem powtórek - mieliśmy problem na ławce z wideo, dlatego nie widziałem jeszcze tych bramek dokładnie. Przy pierwszej bramce nie widzieliśmy błędu Philippa. Trzecią i czwartą bramkę straciliśmy bardzo łatwo i tego szkoda, bo psuje to obraz wyjazdu. Zagraliśmy pięć bardzo dobrych spotkań, ale po prostu to ostatnie spotkanie zagraliśmy trochę słabiej i ten wynik nie jest dla nas korzystny - puentuje opiekun 14-krotnych mistrzów Polski.

















