Ultrakolarka z Kielc robi rzeczy dla większości nieosiągalne [WYWIAD]

1 godzina temu
Zdjęcie: Izabela Lis / Źródło: Izabela Lis - Facebook


Izabela Lis jest zawodniczką ultrakolarstwa szosowego z Kielc. W 2026 roku wystartowała w kilku wymagających i prestiżowych ultramaratonach na dystansach od 270 do ponad 1000 kilometrów i wszystkie wygrała. Specjalizuje się w jeździe w całkowicie samowystarczalnej formule solo (bez zorganizowanych punktów wsparcia i bufetów).

Izabela Lis stanęła na najwyższym stopniu podium w kategorii kobiet w Bałtyk – Bieszczady Tour (1020 km czas: 40:58) i Maraton Północ – Południe (Hel – Głodówka 1000 km czas: 41:20). Triumfowała także w imprezach Ultra Duch Puszczy (560 km) czy Lubuska Szosa (500 km).

Izabela Lis: Kolarstwo początkowo pojawiło się w moim życiu jako prosta forma codziennej aktywności i ruchu. Jednak po roku jazdy na standardowym, trekkingowym rowerze, kupiłam szosowy i bez pamięci zakochałam się w prędkości. Od razu chciałam jeździć coraz dalej i dalej. Rower kupiłam w styczniu, a już w marcu przejechałam swoje pierwsze 100 kilometrów. Potem sukcesywnie zwiększałam ten dystans.

Już w trzecim roku od momentu pierwszych jazd rowerowych postanowiła Pani sprawdzić się na ultradystansach.

Tak, dokładnie. Zdecydowanie czułam, iż moje serce bije w kierunku długich dystansów – wiedziałam, iż to coś dla mnie i traktowałam to jako wyzwanie. To kolejne poprzeczki, które zawieszam sobie coraz wyżej. Starty w 2026 roku rozpoczęłam w kwietniu od dystansu 360 kilometrów, a we wrześniu przejechałam już 1000 kilometrów. Myślę, iż zaliczyłam około dziesięciu takich dłuższych startów.

Jak należy się do nich przygotować? Wiadomo, iż sam start to jedno, ale to, co dzieje się między poszczególnymi wydarzeniami, jest chyba jeszcze ważniejsze.

Na pewno wymaga to ogromnej liczby treningów. Organizm musi być przyzwyczajony do spędzania wielu godzin na siodełku. W moim przypadku taki trening zajmuje mniej więcej 20–25 godzin tygodniowo, co jak na amatora jest dość sporym wymiarem czasu. To bez wątpienia trudna dyscyplina i sport niszowy. Nie każdy organizm będzie się dobrze czuł na tak długich dystansach. W sporcie zawodowym rzadko spotyka się aż tak ekstremalne wyzwania, dlatego jest to nisza, w której trzeba po prostu odnaleźć swoją pasję.

Skupmy się więc na tych najdłuższych dystansach, przekraczających tysiąc kilometrów, które najczęściej kończą się w terenie górzystym. To oznacza nie tylko ogromną liczbę kilometrów, ale też potężną sumę przewyższeń. W jaki sposób specjalnie przygotowuje się Pani do takiego startu?

Na pewno trzeba trenować podjazdy w górach, aby te wzniesienia nie męczyły nas tak bardzo. Poza tym na tak długim dystansie – oprócz samej mocy w nogach – kluczowa jest logistyka. Trzeba szczegółowo przestudiować przebieg trasy, zaplanować odżywianie, nawodnienie oraz rozpisać przerwy, aby zmieścić się w założonych ramach czasowych.

A czy w trakcie pokonywania tak długiego dystansu robi Pani dużo przerw?

Oczywiście im mniej, tym lepiej, jednak to mocno zależy od sytuacji na trasie. Nie da się przewidzieć, co wydarzy się w ciągu kilkudziesięciu godzin. Ewentualne defekty i problemy techniczne z rowerem zabierają potencjalnie najwięcej czasu. Wtedy trzeba po prostu jak najszybciej rozwiązać problem i ruszyć dalej.

Izabela Lis / Źródło: Izabela Lis – Facebook
Ile czasu zajmuje przejechanie dystansu ponad tysiąca kilometrów? Wygrała Pani dwa takie wyścigi – Bałtyk-Bieszczady oraz Maraton Północ-Południe.

W obu przypadkach pokonanie trasy zajęło mi około 40 godzin. jeżeli chodzi o przerwy, to łącznie wyniosły one niecałe 4 godziny na każdy wyścig. Warto jednak dodać, iż dużą część tego czasu pochłonęły wspomniane problemy z rowerem, więc były to przerwy nieplanowane. Myślę, iż ogromnym wyzwaniem jest też dobranie odpowiedniego ubrania do pogody. Szczególnie gdy wyścig kończy się w górach, gdzie temperatura potrafi naprawdę zaskoczyć. Musimy przy tym pamiętać, iż miejsce na bagaż na rowerze jest mocno ograniczone. Nie możemy spakować dowolnej liczby rzeczy – wszystko trzeba dokładnie przemyśleć, aby ekwipunek był jak najmniejszy, a jednocześnie jak najbardziej efektywny.

A kto odpowiada za serwis roweru w czasie tak długodystansowego wydarzenia?

Wszystko musimy zrobić sami, dlatego trzeba mieć ze sobą odpowiednie narzędzia. Rower musi być jak najlepiej przygotowany do trasy i dokładnie przeserwisowany jeszcze przed samymi zawodami. Ponadto musimy potrafić samodzielnie poradzić sobie w różnych sytuacjach. w tej chwili rowery są bardzo nowoczesne i wyposażone w dużą ilość elektroniki, więc trzeba wziąć pod uwagę również ładowanie tych wszystkich urządzeń. Niezbędne są kable i powerbanki, aby w systemach rowerowych nie zabrakło energii.

A jak wygląda żywienie w czasie tych 40 godzin?

Osobiście przy wysiłku długodystansowym korzystam z tak zwanych żeli dla sportowców. To na nich opiera się moja główna dieta podczas wyścigu, ponieważ jest to rozwiązanie szybkie i pozwalające zaoszczędzić czas. Taki posiłek ma płynną formę, dzięki czemu jest łatwiej przyswajalny. Poza tym trzeba wspomagać się zakupami w sklepach czy na stacjach benzynowych, ponieważ przez 40 godzin w żołądku musi znaleźć się także coś stałego.

A jak wygląda sam start? Czy wszyscy uczestnicy ruszają razem?

Organizatorzy rozwiązują to na różne sposoby. Najczęściej wypuszczane są małe, maksymalnie 15-osobowe grupy, co wynika z przepisów ruchu drogowego. Później te grupki automatycznie dzielą się na jeszcze mniejsze. Istnieją też wyścigi w formule solo. W ten sposób jechałam na przykład tysiąc kilometrów w maratonie Bałtyk-Bieszczady. W formule tej od startu do mety mamy obowiązek jechać wyłącznie samotnie – nie wolno nam jechać na tak zwanym kole innego zawodnika ani korzystać z niczyjej pomocy.

A jak wygląda kwestia respektowania regulaminów wyścigu? Mam na myśli korzystanie z pomocy innych osób lub przejechanie dokładnie wyznaczonej trasy.

Z poszanowaniem regulaminu bywa różnie. Niestety często można spotkać się z sytuacjami, w których ktoś próbuje naginać zasady. Uważam jednak, iż bycie fair wobec innych zawodników jest kluczowe. jeżeli bierzemy udział w takim wyzwaniu, to po to, by ukończyć je zgodnie z regulaminem, a nie szukając obejść.

Startujecie w grupach lub solo z punktu A do punktu B i macie do przejechania konkretną trasę, czy też nie ma znaczenia, którędy pojedziecie, byleby osiągnąć cel?

Pod tym względem wyścigi również się różnią. Są takie, gdzie trasa od punktu A do punktu B jest ściśle wyznaczona i trzeba pokonać ją w całości, a wszelkie skróty są zabronione. Istnieją jednak wyścigi – najczęściej na dłuższych dystansach – w których określony jest start, meta i ewentualnie punkty kontrolne, natomiast całą trasę pomiędzy nimi trzeba zaplanować samodzielnie.

Izabela Lis / Źródło: Izabela Lis – Facebook
Mówi Pani o choćby ponad 40 godzinach jazdy. A co ze snem w trakcie wyścigu?

Ja osobiście nie spałam. Na takich dystansach jestem w stanie spokojnie wytrzymać bez snu. Wiem jednak, iż ludzie różnie to rozwiązują – wszystko zależy od organizmu. Niektórzy potrzebują dwu- lub trzygodzinnej drzemki, inni stawiają na tzw. power naps, czyli krótkie, na przykład 15-minutowe drzemki na przystanku, które wystarczają im do regeneracji. Jeszcze inni, tak jak ja, jadą zupełnie bez snu.

Jak wspomnieliśmy na początku, to był Pani pierwszy tak intensywny rok startowy. Rozumiem, iż po takich sukcesach przez cały czas chce Pani ścigać się na ultradystansach. Co ma Pani w planach?

Plany na przyszły rok są znacznie poważniejsze. Moim głównym celem są Mistrzostwa Świata w Ultrakolarstwie. Będzie to wyścig Race Around Poland – 3600 kilometrów dookoła Polski.

Zapewne planuje już Pani strategię na ten wyścig. Ile czasu może Pani zająć pokonanie tego dystansu?

Limit wynosi 12 dni, ale chciałabym zmieścić się w ośmiu dniach, choć przyznaję, iż to bardzo ambitny plan. Przy tak długiej trasie najważniejsze staje się rozplanowanie snu – pod tym względem to znacznie większe wyzwanie. Każdy zawodnik pojedzie we własnym stylu. jeżeli chodzi o noclegi, myślę, iż trzeba je planować na bieżąco, reagując na to, jak będziemy się czuć na trasie.

Podejrzewam, iż kwestie serwisu roweru również będą trudniejsze i o wiele ważniejsze. Trasa jest dłuższa, więc ryzyko awarii rośnie.

Zdecydowanie tak. Trzeba znacznie lepiej przygotować sprzęt i być gotowym na więcej nieprzewidzianych awarii oraz przygód na trasie.

Czy w czasie jazdy nie doskwiera Pani samotność?

Myślę, iż na pewno doskwiera i do tego trzeba mieć odpowiedni charakter. Trzeba po prostu lubić bycie samemu ze sobą. Takie wyścigi nie są dla wszystkich, bo nie każdy odnajdzie się podczas dziesięciu dni spędzonych w samotności. Trudno liczyć na to, iż w tym czasie porozmawia się z kimś przez telefon, przejrzymy aplikacje czy podyskutuje na WhatsAppie. Skupiamy się wyłącznie na jeździe. Podczas takiego wyścigu zwykle nie ma czasu, żeby w ogóle spojrzeć na telefon. Można jednak słuchać muzyki.

Izabela Lis / Źródło: Izabela Lis – Facebook
Czy Pani to robi?

Ja osobiście słucham muzyki podczas jazdy. Używam specjalnych słuchawek kostnych, które dopuszczają dźwięki otoczenia, więc jest to całkowicie bezpieczne.

Jakiej muzyki słucha Pani w trasie?

Bardzo lubię lata osiemdziesiąte we wszelkich możliwych formach. W moim życiu muzyka zawsze była motywacją i zapalnikiem do działania, dlatego nie wyobrażam sobie jazdy bez niej.

Kończąc powoli naszą rozmowę: co planuje Pani jeszcze w tym roku?

Ostatni start czeka mnie na początku października. Będzie to Ultraduch Jabłoni w Grójcu, ale to dystans tylko 250 kilometrów, więc w sam raz na zakończenie sezonu.

A przyszły rok w całości podporządkuje Pani mistrzostwom Świata, czy pojawią się też inne starty?

Będą również inne starty. Na pewno wezmę udział w Ultraduchu Puszczy na Podlasiu, natomiast reszta kalendarza jeszcze się tworzy.

A czy korzysta Pani jeszcze z roweru w celach typowo rekreacyjnych?

Dla mnie wyścigi i treningi same w sobie są formą rekreacji i zawsze dają mi dużą radość. Gdybym nie kochała tego, co robię, to w ogóle bym się tym nie zajmowała.

Czy nigdy nie zdarzyło się tak, iż dojechała Pani do mety i pomyślała: „Koniec z tym, to dało mi zbyt mocno w kość”?

W ultradystansach bywają takie momenty. Kiedy człowiek jedzie już dziewięćsetny kilometr, jest potwornie zmęczony i często jest mu zimno, pojawiają się myśli, iż nigdy więcej nie wsiądzie na rower. Jednak, gdy tylko przekraczam linię mety, natychmiast przychodzi refleksja: „Jak to, to już koniec? Chętnie przejechałabym coś jeszcze!”.

Race Around Poland 2027 rozpocznie się 27 czerwca w Warszawie. Jest to najdłuższy i najbardziej medialny ultramaraton kolarski dookoła Polski, będący jednocześnie oficjalnymi Mistrzostwami Świata w Ultrakolarstwie (WUCA) na dystansie flagowym 3600 km.


Idź do oryginalnego materiału