Mieszkaniec Windsoru mówi, iż miasto zażądało cofnięcia zmian wprowadzonych na jego podwórku, ale obawia się, iż doprowadzi go to do finansowej katastrofy — a wyznaczony termin nieubłaganie się zbliża.
„To było potwornie stresujące” – powiedział Robert Redmond.
Mieszkaniec dzielnicy Fontainebleau kupił dom w 2019 roku. Na działce znajdował się nasyp – podwyższona konstrukcja ziemna przypominająca niewielkie wzgórze – oraz przylegający do niego betonowy mur, którego zadaniem było ograniczanie hałasu z pobliskich torów kolejowych biegnących za posesją.
Widząc, iż jego bezpośredni sąsiedzi dokonali podobnych zmian wiele lat wcześniej, Redmond postanowił zrobić to samo. W czasie pandemii rozebrał mur, który – jak twierdzi – „był już niestabilny i stanowił zagrożenie”.
„Potem usunęliśmy samo wzgórze. Wywieziono stamtąd około 52 wywrotki ziemi” – relacjonował.
Ojciec dwójki dzieci przyznał, iż prace kosztowały go 6700 dolarów, ale uznał je za opłacalne, bo dzięki nim jego dzieci zyskały większą przestrzeń do zabawy.
Niedługo później – jak mówi Redmond – jeden z sąsiadów zgłosił sprawę do miasta, które nakazało mu odbudowę nasypu. Dodał, iż otrzymał rok na znalezienie inżyniera akustyka, który przygotuje nowy projekt konstrukcji.
41-latek twierdzi, iż bez powodzenia szukał specjalisty na terenie całego Ontario. Ostatecznie udało mu się skontaktować z inżynierem pracującym w firmie, która projektowała pierwotny nasyp 30 lat temu. Według Redmonda, inżynier zaproponował rozwiązanie w postaci drewnianego ogrodzenia spełniającego te same normy akustyczne co dawny wał.
„Na podstawie tego, co przekazało nam miasto, usłyszeliśmy, iż jeżeli znajdziemy inżyniera i zaproponujemy rozwiązanie, to zostanie ono rozpatrzone. Tak zrobiliśmy. A potem zostaliśmy odrzuceni i nikt nie chciał choćby o tym słuchać”.
Redmond powiedział, iż miasto „po prostu zignorowało” ten pomysł i obstaje przy odbudowie nasypu, argumentując to względami bezpieczeństwa na wypadek wykolejenia pociągu. Jego zdaniem tory znajdują się przy stacji, pociągi poruszają się tam wolno, a choćby w skrajnie mało prawdopodobnym przypadku wykolejenia „nie doszłoby do żadnych zniszczeń” w okolicy.
W wydanym oświadczeniu miasto Windsor podkreśliło jednak, iż zgodnie z przepisami dotyczącymi standardów nieruchomości, ekrany akustyczne i nasypy podlegają szczegółowym regulacjom.
„Istniejące bariery i wały, zaprojektowane w celu redukcji hałasu oraz zapewnienia bezpieczeństwa ruchu kolejowego, muszą być utrzymywane w stanie bezpiecznym, pionowym i konstrukcyjnie stabilnym, o ile nie zaprojektowano ich inaczej” – poinformowało miasto.
„Przestrzeganie przepisów oraz wymagań bezpieczeństwa kolei w przypadku osiedli mieszkaniowych położonych w pobliżu czynnych linii kolejowych jest obowiązkowe dla wszystkich mieszkańców, a wszelkie naruszenia podlegają egzekwowaniu”.
Colin Novak, wykładowca inżynierii na Uniwersytecie w Windsor, powiedział, iż 30 lat temu brał udział w ocenie oddziaływania akustycznego.
Dodał, iż nasypy ziemne montowano zarówno w celu ograniczenia hałasu i drgań, jak i jako element ochrony bezpieczeństwa.
„Hałas musi zostać zredukowany do poziomu uznawanego za akceptowalny… Nie oznacza to, iż pociąg przestanie być słyszalny. Chodzi jedynie o to, by dźwięk mieścił się w dopuszczalnych granicach” – wyjaśnił.
„Jest całkiem możliwe, iż poziom hałasu wzrósł. Istnieje też ryzyko, iż przy znacznym zwiększeniu ruchu kolejowego, choćby po odbudowie wału, hałas przekroczy obecne wytyczne prowincji”.
Redmond zwrócił się do Novaka z prośbą o opinię na temat alternatywnych rozwiązań.
Dodał, iż ekran akustyczny lub betonowe ogrodzenie, podobne do tych spotykanych wzdłuż autostrad, np. przy EC Row Expressway, również mogłoby skutecznie ograniczać hałas.
„Nie zapewniają one jednak dodatkowej ochrony, bo w razie wykolejenia pociąg mógłby takie ogrodzenie przewrócić”.
Zdaniem Novaka, „z punktu widzenia bezpieczeństwa tak naprawdę nie ma innej opcji” niż nasyp.
„Standardem wzdłuż linii kolejowych są wały ziemne i jest to norma obowiązująca w Ameryce Północnej. Tak zapisano w wytycznych dotyczących hałasu i wibracji w Ontario. Podobne zasady funkcjonują także w całej Kanadzie i Stanach Zjednoczonych”.
Redmond powiedział, iż gdyby jego prawnik zajmujący się prawem nieruchomości od początku poinformował go, iż nie wolno modyfikować nasypu i muru, nigdy nie podjąłby tych działań.
CBC przeanalizowało korespondencję skierowaną do Redmonda przez Law Society of Ontario, organ nadzorujący zawód prawnika w tej prowincji. Instytucja stwierdziła, iż prawnik nie przekazał mu kluczowych informacji i wydała zalecenia regulacyjne, by zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości.
Zgodnie z komunikatem miasta, Redmond ma jednak obowiązek odbudować nasyp do 4 lutego.
Mężczyzna przyznał, iż niedawno zrezygnował z subskrypcji Disneya, by ograniczyć wydatki, i zastanawia się, jak zapłaci ewentualne kary po 4 lutego oraz jak sfinansuje ogromne koszty ponownej budowy wału, które – według szacunków – mogą przekroczyć 50 tys. dolarów.
Jak twierdzi, miasto wie, iż inni mieszkańcy również nie przestrzegają przepisów, ale to on ponosi konsekwencje.
„Usłyszeliśmy: jeżeli macie problem, zgłaszajcie go. My nie będziemy obwiniać sąsiadów… To niesprawiedliwe”.
Dodał, iż na nieruchomości widnieje nakaz w księdze wieczystej, przez co nie mogą jej sprzedać ani się wyprowadzić.
„Nie wiemy, co robić. Najwyraźniej nas na to nie stać. To nie jest drobna inwestycja, tylko ogromny projekt” – powiedział. „To może zrujnować nas finansowo”.
„Tkwimy w martwym punkcie i nie wiemy, gdzie szukać pomocy… To bardzo obciąża naszą rodzinę, bo ta sprawa ciągle nad nami wisi, nie wiemy, co dalej, i nie jesteśmy w stanie planować przyszłości”.











