W czasach PRL Chełm miał być wielki. Tak powstawało Słoneczne, Gwarek

wschodni24.pl 1 godzina temu

Są miasta, które rozwijały się skokami. I są takie, które przez chwilę naprawdę wierzyły, iż wszystko jest możliwe. Chełm należał do tej drugiej kategorii. W latach 70. i 80. XX wieku był miastem planów, kresek na mapach i makiet oglądanych w gabinetach urbanistów. Miastem, które miało się rozlać szeroko poza swoje dotychczasowe granice i stać się regionalnym ośrodkiem z prawdziwego zdarzenia.

Nie była to jedynie propaganda epoki. Była to wizja poparta liczbami, prognozami demograficznymi i realnymi inwestycjami. Zakładano wzrost liczby mieszkańców, rozwój przemysłu, zaplecza kolejowego i administracyjnego. Chełm miał być miastem dużym – nie tylko w ambicjach, ale i w przestrzeni. Ślady tych planów wciąż są widoczne. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.

Chełm był miastem, gdzie lokowano wielkie i symboliczne inwestycje – Kombinat Cementowy Chełm czy Chełmskie Zakłady Obuwia. Już tylko te dwa zakłady dały blisko 6000 miejsc pracy w szczytowym momencie.

Miasto przyszłości rysowane na papierze

Jeszcze przed transformacją ustrojową Chełm był miastem intensywnie planowanym. Rozwijający się przemysł, zaplecze kolejowe, funkcje administracyjne i napływ ludności sprawiały, iż prognozy demograficzne zakładały dalszy, dynamiczny wzrost. Urbanistyka tamtego czasu nie operowała półśrodkami — projektowano duże dzielnice, a nie pojedyncze inwestycje.

W miejskich planach zagospodarowania pojawiały się nowe osiedla, ciągi komunikacyjne, obwodnice i rezerwy terenowe pod usługi, handel i rekreację. Chełm miał być miastem nowoczesnym, funkcjonalnym, rozłożonym przestrzennie, z wyraźnie wyodrębnionymi dzielnicami mieszkaniowymi. Jednymi z najważniejszych elementów tej wizji stały się osiedla „Słoneczne” i „Gwarek”.

Chełm w tamtych dekadach nie mógł się nie rozbudowywać – miasto było dosłownie zmuszone do wzrostu przez gwałtownie rosnącą liczbę mieszkańców. Jeszcze na początku lat 60. liczył niespełna 54 tysiące osób, by w kolejnych dekadach przyjmować tysiące nowych mieszkańców: pracowników rozwijającego się przemysłu, młode rodziny, ludzi przenoszących się z okolicznych wsi. W latach 60. i 70. populacja rosła niemal lawinowo, przekraczając 62 tysiące na początku lat 70. i zbliżając się do 70 tysięcy pod koniec lat 80. To właśnie ta demograficzna presja sprawiała, iż w miejskich planach nie mówiono o kosmetycznych zmianach, ale o wielkim Chełmie – z nowymi osiedlami, szerokimi arteriami i rezerwami pod dalszą ekspansję, bo wszystko wskazywało na to, iż miasto będzie rosło dalej.

„Słoneczne” – osiedle, które miało stać się nowym centrum życia

Kiedy Chełmska Spółdzielnia Mieszkaniowa przeznaczyła na budowę „Słonecznego” około 120 hektarów gruntów, było jasne, iż nie chodzi o zwykłą rozbudowę miasta. To miała być nowa dzielnica – z własną tożsamością, usługami i infrastrukturą. Osiedle projektowano z rozmachem typowym dla epoki: duże odległości między blokami, szerokie trakty piesze, miejsca na handel, opiekę zdrowotną i oświatę. Mało kto dziś pamięta, iż w miejscu kościoła miała stać olbrzymia szkoła bliźniaczo podobna do ósemki.

fotografia: Chełmska Spółdzielnia Mieszkaniowa (chsmchelm.pl)

Początkowa, techniczna nazwa „Targowa” gwałtownie ustąpiła miejsca tej, która przeszła do historii. W 1984 roku ogłoszono plebiscyt, w którym zwyciężyła propozycja „Osiedle Słoneczne”. Autorką nazwy była Iwonna Drozd, a nagrodą – odkurzacz marki Zelmer. Drobny, dziś niemal symboliczny szczegół, który doskonale oddaje ducha epoki: wielkie wizje i bardzo codzienne realia.

Bloki rosły w drugiej połowie lat 80. Budowano je w technologii wielkiej płyty, ale z dbałością o przestrzeń. „Słoneczne” miało oddychać. Między betonem miało być miejsce na zieleń, place zabaw, spotkania. Projektanci wierzyli, iż to właśnie tu powstanie modelowa dzielnica Chełma.

fotografia: Chełmska Spółdzielnia Mieszkaniowa (chsmchelm.pl)

Transformacja ustrojowa, która dla Polski oznaczała wolność i nowe możliwości, dla wielu miast była jednocześnie brutalnym hamulcem. Finansowanie wielkich inwestycji się urwało. Spółdzielnie musiały przetrwać, a nie rozwijać się według dawnych planów. Makiety trafiły do archiwów, a część rezerw terenowych nigdy nie została zagospodarowana.

Na „Słonecznym” nie powstał pełny pasaż handlowy. Nie zbudowano przychodni ani planowanego centrum osiedla. Ostatnie bloki oddawano już w zupełnie innych realiach – w połowie lat 90., gdy miasto nie rosło, ale raczej uczyło się funkcjonować w nowej rzeczywistości.

Została przestrzeń. I poczucie, iż czegoś tu brakuje.

„Gwarek” – osiedle ludzi pracy

Równolegle do „Słonecznego” rozwijało się osiedle „Gwarek”, położone w zachodniej części miasta. Już sama nazwa zdradzała jego charakter. „Gwarek” był osiedlem ludzi pracy – związanych z przemysłem, koleją, zapleczem górniczym Lubelskiego Zagłębia Węglowego.

fotografia: Chełmska Spółdzielnia Mieszkaniowa (chsmchelm.pl)

Budowane na przełomie lat 80. osiedle miało być solidne, funkcjonalne, osadzone we wspólnocie. Miało być nowoczesne, a bloki miały tworzyć zróżnicowaną wysokościowo zabudowę. Miały tu też powstać pierwsze w Chełmie wieżowce. Bloki rosły szybko, a wokół nich tworzyła się społeczność, która znała się z pracy, z klatek schodowych, z podwórek. Nad osiedlem góruje dziś kościół Świętej Trójcy – punkt orientacyjny i symbol wspólnoty w przestrzeni, która z założenia miała być miejska, ale ludzka.

„Gwarek” wraz z osiedlem Sikorskiego tworzył zalążek tego, co urbanistycznie nazywano kierunkiem zachodnim rozwoju Chełma. Miasto miało iść dalej. Dalej niż poszło.

Obwodnica Południowa – kręgosłup „wielkiego Chełma”

Jednym z najważniejszych elementów tej urbanistycznej wizji była tzw. Obwodnica Południowa. W planach z lat 70. i 80. nie była ona jedynie drogą techniczną. Miała pełnić rolę międzyosiedlowego kręgosłupa komunikacyjnego, łączącego największe i najważniejsze dzielnice mieszkaniowe miasta. Trasa miała spinać: osiedle Gwarek, Słoneczne, Kościuszki, Działki oraz rejon Bazylan.

Obwodnica ta miała umożliwiać szybki, płynny ruch pomiędzy osiedlami, bez konieczności przejazdu przez ścisłe centrum. Była projektowana z myślą o przyszłości – o mieście większym, liczniejszym, bardziej rozciągniętym przestrzennie.

Historia znów okazała się szybsza od planów. Obwodnica nie powstała. Pozostała w dokumentach, rezerwach terenowych i… w logice układu ulic.

Dopiero dziś – po niemal 40 latach – miasto wraca do tej koncepcji, już nie jako wielkiej obwodnicy, ale drogi międzyosiedlowej, odpowiadającej na współczesne potrzeby komunikacyjne. To jeden z najbardziej wymownych przykładów tego, jak dawne plany urbanistyczne potrafią wracać, gdy miasto znów dojrzewa do ich realizacji.

Miasto, które nie przestało marzyć – tylko musiało zwolnić

Dziś zarówno „Słoneczne”, jak i „Gwarek” są osiedlami dojrzałymi. Zmodernizowanymi, zamieszkanymi, oswojonymi. Ich bloki pamiętają czasy, gdy Chełm planował przyszłość w skali dekad, a nie pojedynczych kadencji.

Spacerując między nimi, można dostrzec ślady tamtej wizji: szerokie przestrzenie, niewykorzystane rezerwy terenu, układ ulic, który sugeruje, iż coś miało się tu jeszcze wydarzyć. I w pewnym sensie – wydarzyło się. W innej formie. Mniej spektakularnej, ale prawdziwej.

Dlaczego warto o tym pamiętać?

Bo osiedla takie jak „Słoneczne” i „Gwarek” to nie tylko beton i klatki schodowe. To materialna opowieść o ambicjach miasta, które przez chwilę było przekonane, iż przyszłość jest już na wyciągnięcie ręki.

W weekend warto spojrzeć na nie nie jak na niedokończone projekty, ale jak na pomniki czasu, w którym Chełm miał być wielki. I choć historia napisała inny scenariusz, echo tamtych planów wciąż odbija się między blokami.

Idź do oryginalnego materiału