Klienci dużych marketów przyzwyczaili się do tego, iż jaja zawsze są na półkach. Teraz wracają z pustymi rękami. Problem dotyczy na razie wybranych sklepów, ale branża ostrzega, iż w najbliższych tygodniach sytuacja może się dramatycznie pogorszyć. To nie przypadek i nie chwilowy brak dostaw.

Fot. Shutterstock
Za problemem stoją dwie rzeczy, które nałożyły się na siebie w najgorszym możliwym momencie. Z jednej strony wirus grypy ptaków, który zdziesiątkował fermy w całej Polsce. Z drugiej wielkie sieci handlowe, które z dnia na dzień przestały sprzedawać jaja klatkowe. Katarzyna Gawrońska, prezeska Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz ostrzega, iż to dopiero początek kłopotów.
Wirus zabił 5 mln kur w 6 tygodni
Grypa ptaków uderzyła w polskie fermy ze szczególną brutalnością. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz podaje, iż tylko w ciągu ostatnich 6 tygodni pogłowie kur nieśnych w Polsce zmniejszyło się o co najmniej 5 mln sztuk. To prawie 10% całego krajowego potencjału produkcyjnego. Dla porównania, gdyby w Polsce nagle zniknęło 10% samochodów, ulice wyglądałyby zupełnie inaczej.
Problem pozostało poważniejszy, bo wirus nie wybierał przypadkowo. Większość likwidowanych stad to kury utrzymywane w alternatywnych systemach chowu – ściółkowych, z wolnego wybiegu czy ekologicznych. Właśnie te jaja kupują teraz Polacy w sklepach, bo wielkopowierzchniowe sieci handlowe przestały sprzedawać jaja klatkowe. W Polsce około 68% potencjału produkcyjnego stanowią wciąż kury klatkowe, ale ich jaja nie trafiają już do wielkich marketów.
Katarzyna Gawrońska wyjaśnia dlaczego sytuacja nie poprawi się szybko. Wirus grypy ptaków dobrze znosi ujemne temperatury i jest mniej aktywny dopiero gdy robi się wyraźnie cieplej. Obecne zimowe warunki są dla niego wręcz sprzyjające. Każda zarażona ferma musi zostać całkowicie zlikwidowana, a odbudowa stada to proces trwający wiele miesięcy. Nie można po prostu kupić kilku milionów nowych kur i od razu zacząć produkować jaja.
Markety podjęły decyzję bez planu awaryjnego
Wielkie sieci handlowe w ostatnich latach systematycznie wycofywały jaja klatkowe ze swoich półek. Organizacje prozwierzęce wywierały presję, kampanie marketingowe działały coraz skuteczniej. W końcu przyszedł dzień, w którym Biedronka, Lidl, Kaufland i pozostali giganci sprzedają już wyłącznie jaja alternatywne. Problem w tym, iż nikt nie przygotował się na scenariusz awaryjny.
Prezeska Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz nie ukrywa frustracji. „Na rynku mamy klasyczną sytuację niedostosowania popytu do podaży. Wszyscy wielcy detaliści sprzedają już tylko jaja alternatywne. Teraz tych jaj jest po prostu zbyt mało. Menadżerowie z marketów nie odrobili lekcji z zarządzania ryzykiem” – mówi wprost Katarzyna Gawrońska.
Decyzja o całkowitym wycofaniu jaj klatkowych miała być symbolem troski o dobrostan zwierząt. W praktyce okazała się strzałem w stopę. Gdy wirus zaczął niszczyć fermy z alternatywnymi systemami chowu, sieci handlowe nie miały już żadnego bufora bezpieczeństwa. Nie mogły wrócić do sprzedaży jaj klatkowych, bo publicznie zadeklarowały ich bojkot. Klienci zaczęli wracać z pustymi rękami, a półki świeciły pustkami.
Tymczasem w magazynach i fermach leżą miliony jaj klatkowych, których nikt nie chce kupić. Polska jest 5. producentem jaj w Unii Europejskiej i jednym z największych eksporterów na świecie. W strukturze krajowej produkcji jaja klatkowe stanowią aż 67,7% całej podaży. Na drugim miejscu są jaja ściółkowe z wynikiem 23,8%, potem jaja z wolnego wybiegu – 7,1% i na końcu jaja ekologiczne – zaledwie 1,4% produkcji.
Ceny rosną, ale nie dla wszystkich
Rynek jaj w Polsce podzielił się na dwa światy. Z jednej strony jaja alternatywne, których jest za mało i których ceny gwałtownie rosną. Z drugiej jaja klatkowe, których jest za dużo i których ceny spadają. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz podkreśla, iż w ostatnich dniach rynek hurtowy jaj jest bardzo niejednorodny.
Ceny jaj alternatywnych rosną, bo producenci widzą szansę na zarobek w sytuacji deficytu. Jednocześnie ceny jaj klatkowych spadają, bo zalegają w magazynach bez odbiorców. Katarzyna Gawrońska proponuje najprostsze możliwe rozwiązanie – czasowe dopuszczenie do sprzedaży jaj klatkowych we wszystkich miejscach, gdzie nie można ich dziś kupić.
„Najlepszym sposobem na pomoc konsumentom byłoby czasowe dopuszczenie do sprzedaży jaj klatkowych we wszystkich miejscach gdzie nie można ich dziś kupić” – postuluje prezeska Izby. Spowodowałoby to nie tylko powrót do pełnej dostępności jaj, ale także obniżenie ich cen. Konsumenci mieliby wybór, a producenci odbyt dla swoich produktów.
Problem w tym, iż sieci handlowe raczej nie zdecydują się na taki krok. Wycofanie się z publicznych deklaracji o rezygnacji z jaj klatkowych byłoby dla nich wizerunkową porażką. Organizacje prozwierzęce natychmiast zaczęłyby kolejne kampanie, oskarżając markety o hipokryzję i powrót do „nieetycznych praktyk”. Łatwiej jest milczeć i czekać, aż problem sam się rozwiąże.
Import z Ukrainy, Turcji i Brazylii zamiast polskich jaj
Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz obawia się najgorszego scenariusza. Sieci handlowe mogą zdecydować się na import jaj z zagranicy zamiast powrotu do sprzedaży polskich jaj klatkowych. Już teraz na rynku pojawiło się wiele ofert sprzedaży jaj z Ukrainy, Turcji, a choćby z Brazylii.
Katarzyna Gawrońska ostrzega przed konsekwencjami takiej decyzji. „Obawiamy się, iż handel detaliczny może wybrać jakościowo gorsze jaja z zagranicy zamiast szukać najlepszego dla polskich konsumentów rozwiązania. Możemy dojść do sytuacji, w której przy ogólnym nadmiarze jaj klienci cierpią na ich niedobory albo muszą kupować jaja od kur hodowanych w innych krajach, które nie stosują tak rygorystycznych przepisów sanitarnych jak państwa należące do Unii Europejskiej” – mówi prezeska Izby.
Paradoks sytuacji jest uderzający. Polska ma ogromny potencjał produkcyjny w postaci milionów kur klatkowych, które produkują jaja leżące potem w magazynach. Jednocześnie polskie sklepy mogą zacząć sprowadzać jaja z odległych krajów, gdzie standardy hodowli i kontroli sanitarnej są znacznie niższe. Konsumenci zapłacą więcej za gorszy produkt, a polscy producenci stracą rynek zbytu.
Wirus grypy ptaków jest jednym z największych zagrożeń dla światowego drobiarstwa. Od kilku lat jest obecny nieprzerwanie we wszystkich rejonach świata, gdzie odbywa się chów kur. Najpowszechniej stosowaną metodą ograniczania jego występowania jest bioasekuracja, a w przypadku stad zakażonych – fizyczna likwidacja ptaków. Nie ma szczepionki, nie ma leczenia. Jest tylko prewencja i drastyczne działania po wykryciu wirusa.
Co to oznacza dla czytelnika?
Jeśli robisz zakupy w dużych sieciach handlowych, przygotuj się na problemy ze znalezieniem jaj w najbliższych tygodniach. Pustki na półkach mogą się pogłębiać, a ceny dalej rosnąć. Warto rozejrzeć się za alternatywnymi źródłami zakupu – mniejsze sklepy osiedlowe, Żabki, stacje benzynowe często mają jaja w ofercie, bo nie zobowiązały się do rezygnacji z jaj klatkowych.
Nie daj się nabrać na import po wygórowanych cenach. jeżeli widzisz w sklepie jaja po drastycznie wyższej cenie niż zwykle, sprawdź skąd pochodzą. Jaja z państw spoza Unii Europejskiej mogą być tańsze w hurcie, ale sklepy doliczą sobie marżę za „rozwiązanie problemu z dostępnością”. Nie warto przepłacać za produkt, który może być gorszej jakości niż polskie jaja klatkowe dostępne w mniejszych punktach.
Rozważ zakup jaj w większych opakowaniach, jeżeli znajdziesz je w dobrej cenie. Jaja przechowywane w lodówce zachowują świeżość przez kilka tygodni. W sytuacji gdy sklepy mają problemy z uzupełnianiem dostaw, warto mieć zapas na kilka dni. Unikniesz stresu związanego z codziennym szukaniem podstawowych produktów.
Jeśli masz dostęp do lokalnego producenta lub targowiska, gdzie rolnicy sprzedają jaja bezpośrednio, to może być teraz najlepsza opcja. Ominą państwa pośredników, handlowych gigantów i ich problemy z zarządzaniem ryzykiem. Jaja kupione bezpośrednio od producenta są często świeższe i tańsze niż te w sklepowych opakowaniach, a przy obecnej sytuacji rynkowej różnica może być jeszcze większa.
Źródło: Portal Spożywczy

2 godzin temu














