„Nie chodzi o staw. Chodzi o ludzi”
Od niedawna w Ustroniu znów funkcjonuje wyremontowany i mocno odmieniony staw kajakowy. To miejsce, ale temat ten dotyczy też ludzi, nie tylko mieszkańców. Obiekt prowadzą bowiem podopieczni pewnego ustrońskiego ośrodka, działającego już długo i w niemałej skali, będącego wyrazistym punktem na mapie miasta, wartym chwili lektury. Z dyrektor tej placówki, Dorotą Kohut, rozmawia red. Michał Cichy.
Czym jest Ośrodek Edukacyjno-Rehabilitacyjno-Wychowawczy w Ustroniu Nierodzimiu?
Ośrodek prowadzony jest przez Towarzystwo Opieki nad Niepełnosprawnymi od 1991 roku. Zaczynaliśmy bardzo skromnie – pierwszą siedzibą był budynek Przedszkola nr 6 w Nierodzimiu. Z czasem rozwijaliśmy się, krok po kroku przechodząc do kolejnych przestrzeni, które adaptowaliśmy na potrzeby pracy z osobami z niepełnosprawnościami. Dziś funkcjonujemy w kilku lokalizacjach – budynku użyczonym przez miasto Ustroń, w Przedszkolu nr 6 w Ustroniu Nierodzimiu oraz w obiekcie wybudowanym dzięki środkom PFRON i wsparciu darczyńców. To była wieloletnia, konsekwentna budowa miejsca, które dziś obejmuje bardzo szeroką grupę osób. w tej chwili mamy 118 uczniów realizujących u nas edukację na poziomie szkoły podstawowej. Część z nich to dzieci w najcięższych stanach – leżące, potrzebujące wsparcia oddychania. Do tych dzieci dojeżdżamy, ponieważ nie mogą uczestniczyć w zajęciach stacjonarnych. Równocześnie z wczesnego wspomagania rozwoju korzysta ponad 500 dzieci z powiatów cieszyńskiego i bielskiego. Dorosłych uczestników w Środowiskowym Domu Samopomocy mamy 65. W sumie daje to około 650 osób tygodniowo objętych wsparciem. Zatrudniamy 140 pracowników – terapeutów, pedagogów, rehabilitantów i opiekunów.
Jak wygląda codzienna praca przy tak dużej skali pomocy?
To bardzo złożona i wymagająca praca, bo funkcjonujemy na wielu poziomach jednocześnie. Pracujemy z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, a każdy z uczestników ma zupełnie inne potrzeby. Nie ma jednego modelu działania. Każdy ma swoją indywidualną ścieżkę terapii i wsparcia.
Jak rozumiem, w grę wchodzi różny wiek podopiecznych i różne stany zdrowotne?
Tak. U dzieci skupiamy się na rozwoju komunikacji, motoryki i funkcjonowania społecznego. U dorosłych – na podtrzymaniu umiejętności, aktywizacji i maksymalnej możliwej samodzielności. Bardzo ważnym elementem są też dojazdy do domów. Dotyczą dzieci w najcięższych stanach, które nie mają możliwości dotarcia do ośrodka. To trudna, ale absolutnie niezbędna część naszej pracy. W praktyce tak duża skala działania oznacza bardzo rozbudowaną organizację pracy. Ośrodek funkcjonuje jak wielowarstwowy system, w którym równolegle realizowane są zajęcia edukacyjne, rehabilitacyjne, terapeutyczne i opiekuńcze. Każdy dzień to dziesiątki indywidualnych planów, które trzeba dopasować nie tylko do potrzeb uczestników, ale też ich możliwości zdrowotnych i rodzinnych. Ważnym elementem jest także kooperacja z rodzicami. To oni są partnerami w całym procesie terapeutycznym, a często także jego kontynuatorami w domu. Dlatego duży nacisk kładziemy na bieżący kontakt, konsultacje i wspólne wyznaczanie celów. Bez tego żadna terapia nie miałaby pełnego efektu. Szczególnie wymagające są sytuacje dzieci, które nigdy nie trafią do ośrodka w tradycyjnej formie. Praca z nimi odbywa się w warunkach domowych, często w bardzo trudnych emocjonalnie okolicznościach. To nie są „wizyty terapeutyczne” w klasycznym rozumieniu, ale raczej stała obecność w życiu rodziny, która walczy z ogromnym obciążeniem. W takich przypadkach ważne jest nie tylko wsparcie dziecka, ale też rodziców – ich kondycji psychicznej, poczucia bezpieczeństwa i świadomości, iż nie są sami. To często równie istotny element jak sama terapia.
Co dzieje się z podopiecznymi, kiedy dorastają?
Mogą u nas przebywać do 24. lub 25. roku życia. Niewielka grupa trafia do innych placówek, ale wielu rodziców chciałoby, aby ich dzieci mogły przez cały czas uczestniczyć w zajęciach naszego Środowiskowego Domu Samopomocy. Problem polega na tym, iż miejsc jest zdecydowanie za mało. Zapotrzebowanie systematycznie rośnie i wyraźnie przekracza możliwości infrastruktury.
To dziś największe wyzwanie?
Tak, bo edukacja się kończy, ale potrzeby nie. Rodziny zostają same z dorosłą osobą z niepełnosprawnością i bardzo często nie mają żadnego realnego wsparcia instytucjonalnego. Najtrudniejsze są sytuacje osób w głębokiej niepełnosprawności, wymagających stałej opieki. W takich przypadkach ciężar opieki spoczywa niemal wyłącznie na rodzinach, które z czasem same stają się coraz starsze i mniej wydolne. Dlatego tak ważna jest opieka wytchnieniowa – możliwość krótkiego pobytu w bezpiecznym miejscu, kiedy rodzina potrzebuje odpoczynku, leczenia lub zwyczajnie chwili przerwy.
Jak więc odpowiadacie na te potrzeby?
Jesteśmy bardzo zdeterminowani w kierunku budowy nowego obiektu, który stanie tuż obok. Mamy już pozwolenie na budowę i przygotowujemy kompleks dwóch budynków. Jeden będzie przeznaczony na krótkoterminową opiekę wytchnieniową – całodobową, dla rodzin, które potrzebują wsparcia i oddechu. Drugi będzie dziennym ośrodkiem wsparcia dla dorosłych uczestników Środowiskowego Domu Samopomocy.
Jakie są ramy czasowe dla powstania tego obiektu?
Zakończenie inwestycji planujemy na 2029 rok. To duże przedsięwzięcie – zarówno pod względem skali, jak i odpowiedzialności, bo dotyczy realnych potrzeb kilkudziesięciu osób i ich rodzin. Finansowanie oparte jest na współpracy wielu środowisk. Stowarzyszenie powołało Fundację Osób Niezwykłych, w której działa siedem rodzin darczyńców. Wspólnie z nami zadeklarowali oni wieloletnie wsparcie inwestycji. To osoby, które widzą efekty pracy naszego stowarzyszenia, ośrodka i chcą realnie współtworzyć jego rozwój.
„Współtworzyć rozwój”, a więc chodzi o coś więcej i dłużej niż tylko ta konkretnie budowa?
Planowana inwestycja ma też wymiar symboliczny – pokazuje zmianę podejścia do osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Nie chodzi już tylko o podstawową opiekę, ale o tworzenie systemu, który realnie wspiera codzienne życie. Dlatego tak duży nacisk kładziemy na opiekę wytchnieniową. To rozwiązanie, które w wielu krajach jest standardem, a w Polsce wciąż jest niewystarczające. Rodziny bardzo często funkcjonują bez możliwości odpoczynku, co w dłuższej perspektywie prowadzi do skrajnego wyczerpania. Każdy kolejny rok pokazuje jednak, iż potrzeby nie maleją, a wręcz przeciwnie – rosną. Dlatego rozwój ośrodka nie jest projektem zamkniętym, tylko procesem, który musi trwać.
Skąd Fundacja Osób Niezwykłych? To bardzo interesująca nazwa.
Fundacja powstała naturalnie, jako rozwinięcie działań, które prowadziliśmy od lat. Jej nazwa nie jest przypadkowa – nasi podopieczni są naprawdę niezwykli, każdy w swoim wymiarze. Ale niezwykli są też ludzie wokół nas: rodziny, pracownicy, darczyńcy i wolontariusze. To dzięki nim możemy realizować tak duże projekty i myśleć o kolejnych etapach rozwoju.
W działalności ośrodka pojawił się staw kajakowy w Ustroniu. Skąd taki pomysł?
Często pojawia się pytanie, po co w działalności społecznej taki obiekt. Odpowiedź jest bardzo prosta – nie chodzi o staw. Chodzi o ludzi. To miejsce daje naszym uczestnikom możliwość wykonywania realnej pracy. Osoby, które wcześniej zdobywały doświadczenie w naszej mobilnej kawiarni, którą stworzyliśmy jako przedsiębiorstwo społeczne ze środków Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej, dziś pracują w kawiarni nad stawem. Obsługują gości, dbają o przestrzeń, wykonują konkretne obowiązki. To nie jest terapia w klasycznym sensie, tylko praca – z odpowiedzialnością, relacjami i zadaniami. Dla wielu uczestników to ogromny krok w stronę samodzielności i poczucia sprawczości.
Czy to zmienia sposób postrzegania osób z niepełnosprawnościami?
Tak, zdecydowanie. Mieszkańcy widzą uczestników w codziennych sytuacjach – w pracy, w kontakcie z ludźmi, w zwykłych rozmowach. To nie jest przestrzeń oddzielona, tylko część miasta. To bardzo ważne, bo zmienia sposób myślenia – z dystansu na naturalność i akceptację.
Co jest dziś największą siłą tego miejsca, tego ośrodka?
Ludzie. To oni tworzą ten ośrodek – zespół terapeutów, opiekunów, rodziny, wolontariusze i darczyńcy. Bez nich nie byłoby możliwe funkcjonowanie na taką skalę. To nie jest projekt jednej osoby, tylko wspólna praca wielu ludzi, którzy widzą sens tego, co robimy.
Czy takie miejsca zmieniają lokalną społeczność?
Tak. Osoby z niepełnosprawnościami są coraz bardziej obecne w przestrzeni publicznej i spotykają się z naturalną reakcją mieszkańców. To buduje świadomość i uczy codziennej integracji.
A region?
Śląsk Cieszyński jest bardzo życzliwym miejscem. Bez tej otwartości i wsparcia lokalnej społeczności nie moglibyśmy się rozwijać w takim tempie.
Gdyby miała Pani podsumować swoje lata pracy tutaj, jak by to brzmiało?
Najważniejsze jest to, żeby znaleźć ludzi z sercem do drugiego człowieka. Budynki można wybudować, projekty napisać, sprzęt kupić, ale to ludzie decydują, czy to wszystko ma sens. I my mamy szczęście do takich ludzi.
Dziękuję za rozmowę.

1 godzina temu













