W Warszawie te osoby nie będą musiały kupować już biletów. Muszą mieć dokumenty

1 godzina temu

Dwie grupy pasażerów jeżdżą po stolicy bez biletu od 8 lipca, a przy 30-dniowym bilecie na dwie strefy oznacza to 2160 zł mniej w rocznych wydatkach. Uprawnienie nie zależy ani od meldunku, ani od rozliczania podatku w Warszawie. Bez odpowiedniej legitymacji przy sobie kontroler potraktuje jednak pasażera jak każdego innego.

Kasownik w warszawskim autobusie. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Czekali na tę decyzję latami, bo ustawa daje ulgi tylko poszkodowanym

Zmiana wygląda na drobną, ale w środowisku weteranów była wyczekiwana od dawna. Ustawa z 19 sierpnia 2011 r. o weteranach działań poza granicami państwa przyznaje ulgi w przejazdach komunikacją miejską oraz publicznym transportem zbiorowym wyłącznie weteranom poszkodowanym, czyli osobom, które podczas wykonywania obowiązków służbowych doznały uszczerbku na zdrowiu. Weterani, którzy wrócili z misji bez obrażeń, w świetle ustawy żadnych uprawnień komunikacyjnych nie mają.

Rozszerzenie tego kręgu leży w kompetencji samorządów, więc każda decyzja musi zapaść lokalnie. Warszawscy radni przyjęli odpowiednią uchwałę 11 czerwca, podczas XXXVI sesji Rady m.st. Warszawy, a przepisy weszły w życie 8 lipca. Stolica dołączyła tym samym do grona miast, które takie uprawnienie już wprowadziły, między innymi Opola, Wrocławia, Lublina i Poznania. O to rozwiązanie od wielu lat zabiegało Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa.

Jak powiedział prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w komunikacie opublikowanym po sesji, wśród warszawianek i warszawiaków są weterani, którzy służyli Polsce poza granicami kraju, a decyzja rady jest wyrazem troski o tę społeczność oraz przekonania, iż osoby zasłużone dla bezpieczeństwa państwa powinny móc liczyć na wsparcie swojej lokalnej wspólnoty. Warto przy tym rozróżnić dwa pojęcia mylone w mowie potocznej: weterani to uczestnicy działań poza granicami państwa po 1989 roku, natomiast kombatanci to osoby biorące udział w walkach o niepodległość, między innymi w czasie II wojny światowej i powstań.

Wpisanie się do rejestru dawców szpiku nie daje żadnych uprawnień, ale dawcy jeżdżą za darmo

Druga objęta zmianą grupa budzi najwięcej nieporozumień, bo potoczne rozumienie słowa „dawca” jest znacznie szersze niż to z przepisów. Status Dawcy Przeszczepu otrzymuje wyłącznie osoba, która faktycznie oddała szpik albo inne regenerujące się komórki lub tkanki. Legitymację wydaje placówka medyczna, w której przeprowadzono pobranie. Tytuł Zasłużonego Dawcy Przeszczepu przysługuje między innymi osobom, które oddały narząd albo więcej niż raz oddały szpik, komórki lub tkanki, a dokument potwierdzający ten status wydaje minister zdrowia.

Z uprawnienia nie skorzysta więc osoba zarejestrowana w bazie potencjalnych dawców szpiku, choćby czekała w niej latami. Nie daje go również noszenie przy sobie oświadczenia o zgodzie na pobranie narządów po śmierci. Liczy się urzędowa legitymacja wydana po przeprowadzonym pobraniu i nic innego jej nie zastąpi. Kto spełnia warunki, a legitymacji nigdy nie odebrał, powinien wystąpić o nią do placówki, w której doszło do pobrania, albo do ministerstwa.

Uprawnienie działa w metrze, autobusach, tramwajach i pociągach w dwóch strefach

Zakres jest szerszy, niż sugeruje określenie „komunikacja miejska”. Bezpłatne przejazdy obejmują cały system Warszawskiego Transportu Publicznego, czyli autobusy, tramwaje, metro oraz pociągi Szybkiej Kolei Miejskiej. Obowiązują również w pociągach Kolei Mazowieckich i Warszawskiej Kolei Dojazdowej na obszarze objętym wspólną taryfą, w pierwszej i drugiej strefie biletowej.

Wartość tego uprawnienia najlepiej pokazuje porównanie z cennikiem. Imienny bilet 30-dniowy kosztuje w tej chwili 110 zł w pierwszej strefie i 180 zł w pierwszej oraz drugiej łącznie. W skali roku daje to odpowiednio 1320 zł i 2160 zł, czyli kwoty porównywalne z miesięczną emeryturą albo z kilkumiesięcznym rachunkiem za prąd w mieszkaniu.

Istotny jest przy tym szczegół, który odróżnia to uprawnienie od większości warszawskich zniżek. Nie jest ono uzależnione ani od zameldowania w stolicy, ani od rozliczania podatku dochodowego w Warszawie. W wykazie wymaganych dokumentów nie ma Karty Warszawiaka ani potwierdzenia miejsca zamieszkania. Z bezpłatnych przejazdów korzystają więc także uprawnieni mieszkańcy podwarszawskich gmin i osoby przyjeżdżające do stolicy z innych miast, na przykład na leczenie albo do rodziny.

Legitymacja w kieszeni to warunek, a nie formalność

Bezpłatny przejazd nie oznacza podróżowania bez dokumentów i to jest najczęstszy powód kłopotów. Podczas kontroli trzeba okazać dwie rzeczy naraz: dokument potwierdzający uprawnienie oraz dokument tożsamości. W przypadku dawców jest to Legitymacja Dawcy Przeszczepu albo Legitymacja Zasłużonego Dawcy Przeszczepu, a w przypadku weteranów legitymacja weterana lub weterana poszkodowanego, wydawana odpowiednio przez ministra obrony narodowej, ministra adekwatnego do spraw wewnętrznych, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego albo szefa Agencji Wywiadu.

Brak którejkolwiek z tych rzeczy podczas kontroli kończy się wezwaniem do zapłaty, choćby jeżeli pasażer rzeczywiście ma odpowiedni status. Kontroler nie ma bowiem możliwości zweryfikowania uprawnienia inaczej niż na podstawie okazanego dokumentu. Zostawienie legitymacji w domu jest więc w skutkach identyczne z jazdą bez biletu.

Zakodowanie uprawnienia na karcie oszczędza kłopotów przy bramkach metra

Osoby jeżdżące regularnie powinny zapisać uprawnienie na Warszawskiej Karcie Miejskiej albo na Cyfrowej Karcie Miejskiej. Formalności załatwia się w dowolnym Punkcie Obsługi Pasażerów, przedstawiając dokument potwierdzający status oraz dokument tożsamości. Cała operacja sprowadza się do jednej wizyty.

Praktyczna korzyść ujawnia się przede wszystkim w metrze. Papierowa legitymacja nie otworzy bramki, więc pasażer korzystający wyłącznie z niej musi wejść na peron windą albo pobrać w Punkcie Obsługi Pasażerów specjalną wejściówkę umożliwiającą otwieranie bramek. Przy codziennych dojazdach to uciążliwość, której zakodowanie uprawnienia po prostu usuwa.

Warto też pamiętać, iż zakodowanie na karcie nie zwalnia z obowiązku posiadania przy sobie legitymacji i dowodu tożsamości. Karta potwierdza, iż uprawnienie zostało zarejestrowane, ale podczas kontroli sprawdzana jest zarówno jego podstawa, jak i tożsamość pasażera. Najbezpieczniejszy układ to więc zakodowana karta plus legitymacja w portfelu, a nie jedno zamiast drugiego.

Idź do oryginalnego materiału