Na początku podkreślmy. Zaproszeni wykonawcy postarali się by tradycja morskiego śpiewania została podtrzymana. Minęło wszak już 41 lat od czasu gdy deskach, dawno już nieistniejącej sali teatralnej po raz pierwszy pod szyldem „Wiatraka” zabrzmiały pieśni o morzu. Morskie śpiewanie, którego mózgiem i duszą był przez lata Jurek Porębski miało jednak zgoła inny charakter i niezapomnianą atmosferę, choćby gdy wykonawcy i publiczność dosłownie dusili się w pomieszczeniach bez dostępu świeżego powietrza. W tym roku organizatorzy postawili na nadmorską świeżość. Muszla koncertowa wydawała się plenerem idealnym. Wiadomo też było, iż impreza ma szansę by przyciągnąć turystów i kuracjuszy w końcówce kalendarzowego lata. I tak też się stało. Tyle tylko, iż wykonawcom nie było najłatwiej z takimi słuchaczami zbudować atmosfery radosnego pokładu rozśpiewanego żaglowca.