WIELKI TRANSPORT NA MAŁYM PAPIERZE. GMINA GDÓW W KLINCZU OBIETNIC i RZECZYWISTOŚCI

gazetagdowianin.pl 2 dni temu
Równo cztery lata temu na mapę drogową regionu wprowadzono dużą korektę planu transportowego linii G3. Dokładnie rok temu, 1 października 2025 roku, oficjalne komunikaty z dumą głosiły nowoczesną rewolucję taborową – wprowadzenie niskopodłogowych, komfortowych busów mających ostatecznie zlikwidować problem wykluczenia. Jak jednak wynika z analiz, petycji mieszkańców oraz licznych lokalnych interwencji prasowych, wizerunkowy sukces w statystykach urzędu mija się z twardą, codzienną rzeczywistością pasażerów. Podkrakowski Gdów żyje dziś w komunikacyjnym rozkroku: z jednej strony tkwi w sieci prowizorycznych połączeń autobusowych, z drugiej – odlicza lata do uruchomienia gigantycznej inwestycji kolejowej.
Oficjalne komunikaty Urzędu Gminy Gdów chętnie akcentują istnienie Gminnych Linii Komunikacyjnych (GLK), wspieranych finansowo z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych (FRPA). Na mapie połączeń znajdziemy linie takie jak G2, G2A, G3.
Analiza funkcjonowania tych tras obnaża jednak podstawowy problem, o którym głośno alarmują mieszkańcy. Klasycznym wzorcem stała się linia G5 (relacja Gdów – Zręczyce – Stryszowa). Gdy dotychczasowe, całkowicie komercyjne połączenie prywatnego przewoźnika (Firma Przewozowa Lenart) przestało się bilansować ze względu na drastyczne koszty paliwa, samorząd przejął trasę jako zadanie użyteczności publicznej, pozyskując rządowe dopłaty do wozokilometra.
Dla pasażerów była to jednak zmiana wyłącznie kosmetyczna. Na trasę wyjechał dokładnie ten sam tabor, a godziny odjazdów w dużej mierze skopiowano ze starego, oszczędnego rozkładu prywatnego operatora. Mieszkańcy zyskali „gminny” szyld, ale nie zyskali ani większej liczby kursów, ani stabilnej komunikacji w godzinach wieczornych i weekendowych.
Z relacji pasażerów wyłania się dramatyczny obraz walki tysięcy osób z północnej i wschodniej części gminy (m.in. Wiatowic, Książnic, Niegowici czy Cichawy) o bezpośredni dostęp do stolicy Małopolski. Lata temu, pod petycjami „Tak dla komunikacji miejskiej do Gdowa” oraz wnioskami o wydłużenie linii aglomeracyjnych krakowskiego MPK (jak linia 274 do Trąbek) podpisywały się setki osób. Mieszkańcy czują się rażąco pokrzywdzeni na tle sąsiednich gmin, takich jak Biskupice czy Wieliczka, gdzie krakowska sieć autobusowa dociera znacznie głębiej.
Zamiast bezpośrednich połączeń, gmina zaproponowała system przesiadkowy: wewnętrzne busiki dowożą podróżnych np. do centrum Gdowa, skąd dopiero można łapać autobusy, busy lub Małopolskie Linie Dowozowe (MLD). Dla uczniów szkół średnich i pracowników oznacza to codzienne kupowanie osobnych biletów, drastyczne wydłużenie czasu podróży i permanentny stres związany z niedopasowaniem rozkładów jazdy. Co gorsza, siatka połączeń bywa okrajana – głośnym echem odbiło się m.in. całkowite zawieszenie linii G1, które pozbawiło część mieszkańców cennego łącznika przesiadkowego.
Podczas gdy lokalny transport autobusowy ugina się pod falą krytyki, krajobraz gminy Gdów zaczynają powoli zmieniać ekipy budowlane. W marcu bieżącego roku PKP Polskie Linie Kolejowe podpisały wartą blisko 3,2 mld zł umowę na budowę nowego, 20-kilometrowego odcinka torów Podłęże – Gdów, będącego kluczowym elementem gigantycznego projektu „Podłęże-Piekiełko”. Z kolei w czerwcu wojewoda małopolski wydał oficjalne pozwolenie na budowę z rygorem natychmiastowej wykonalności.
Inwestycja, która ma potrwać 46 miesięcy, zakłada powstanie m.in. nowoczesnej stacji kolejowej w Gdowie (w sąsiedztwie Marszowic) oraz przystanku pasażerskiego w Wiatowicach. Zgodnie z planem, pociągi pasażerskie mknące z prędkością do 160 km/h mają zabrać pierwszych podróżnych do centrum Krakowa w niespełna 30 minut już w 2030 roku.
Kolej to jednak pieśń przyszłości, od której mieszkańców dzieli jeszcze kilka lat prac budowlanych. Dzisiaj, 1 października 2026 roku, pasażerowie z terenu gminy Gdów zamiast dalekosiężnych wizji potrzebują pilnego urealnienia rozkładów jazdy autobusów, zagęszczenia siatki kursów w weekendy i sprawnej integracji taryfowej. Bez tego, mimo miliardów złotych pompowanych w infrastrukturę podziemną i torową, lokalne wykluczenie komunikacyjne nad powierzchnią ziemi przez cały czas pozostanie niezabliźnioną raną regionu.
Idź do oryginalnego materiału