Wiemy kto najczęściej jeździ na gapę. Mazowsze na podium tej niechlubnej listy

1 godzina temu

Szkoły zamknięte, ulice miast cichsze, autobusy i tramwaje wreszcie pół puste – wakacje to dla komunikacji miejskiej sezon oddechu. Dla działów windykacji żadnego oddechu nie ma. W bazie dłużników BIG InfoMonitor widnieje dziś blisko 132 tysiące osób wpisanych tam za jazdę na gapę, a ich łączny dług sięga 206,7 mln zł – tyle kosztowałoby blisko 70 nowoczesnych autobusów elektrycznych, których w wielu miastach brakuje właśnie latem, gdy upał w rozgrzanym pojeździe bez klimatyzacji daje się we znaki najbardziej.

Siedzenia w autobusie komunikacji miejskiej w Warszawie. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Łódzkie na czele, ale Mazowsze depcze mu po piętach

Mapa zaległości w Polsce nie jest równa. Zdecydowanym liderem pozostaje województwo łódzkie – ponad 42 tysiące dłużników i 76 mln zł zaległości, czyli ponad jedna trzecia całego krajowego długu skupiona w jednym regionie. Zaraz za nim plasuje się województwo mazowieckie: niemal 27 tysięcy osób z niezapłaconymi biletami wygenerowało tu blisko 40 mln zł długu. Podium zamyka Pomorskie z ponad 22,3 mln zł i 14,4 tysiąca gapowiczów.

Dla kontrastu, w opolskim i podkarpackim – regionalnych „zielonych wyspach” na tej mapie – dłużników jest zaledwie po 1,3 tysiąca, a łączna kwota zaległości w każdym z tych województw nie przekracza 2 mln zł. Różnica między Mazowszem a Podkarpaciem to nie tylko kwestia liczby pasażerów – to też różnica w tym, jak gwałtownie i konsekwentnie lokalni przewoźnicy sięgają po narzędzia windykacyjne.

– Skala różnic między tymi regionami a województwami łódzkim i mazowieckim pokazuje, jak odmienne są etyczne standardy płatnicze, ale i podejście samych zarządzających transportem miejskim do odzyskiwania nieopłaconych kar za jazdę bez biletu. W praktyce bowiem nie chodzi wyłącznie o sam poziom zadłużenia czy skłonność pasażerów do regulowania opłat karnych, ale o cały model zarządzania wierzytelnościami: od szybkości podejmowania działań, przez wykorzystanie narzędzi takich jak wysyłka wezwań do zapłaty, wpisy do rejestru dłużników, aż po stopień automatyzacji procesów i współpracę z wyspecjalizowanymi podmiotami takimi jak np. BIG InfoMonitor. Regiony osiągające lepsze wyniki odzysku zwykle stosują bardziej konsekwentne podejście, w którym działania informacyjne, prewencyjne i windykacyjne są spójne i rozpoczynają się na wczesnym etapie – podkreśla Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Statystyczny gapowicz jest winien więcej niż mandat

Średni dług przypadający na jedną osobę w rejestrze to 1567 zł – kwota, która dawno przerosła wartość samej kary za brak biletu. Rekordziści są znowu w łódzkim, gdzie przeciętne zadłużenie sięga 1801 zł na osobę. Tuż za nimi ściana wschodnia: lubelskie z wynikiem 1697 zł i podlaskie z 1606 zł. Najniżej w tym zestawieniu plasują się warmińsko-mazurskie (1268 zł) i Dolny Śląsk (1311 zł).

– Utrzymywanie się średniego zadłużenia na tak wysokim poziomie to dowód na to, iż pasażerowie wpadają w klasyczną pułapkę. Niezapłacona kara podstawowa błyskawicznie obrasta w odsetki ustawowe, koszty upomnień oraz opłaty windykacyjne. Dodatkowo istnieje ryzyko, iż w domowych budżetach, w których często brakuje głębszych rezerw finansowych, tego typu zobowiązania mogą być odkładane na dno szuflady – wskazuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

To nie studenci – najliczniejszą grupą są ludzie w sile wieku

Wbrew stereotypowi gapowicza jako nastolatka czy studenta bez grosza, najliczniejszą grupą w rejestrze są osoby w wieku 35-44 lata – blisko 40 tysięcy wpisów. To ludzie dorośli, w większości aktywni zawodowo, dla których jazda bez biletu bywa świadomą, powtarzaną strategią oszczędzania na co dzień, nie jednorazowym wypadkiem przy pracy.

Jesień to moment, w którym dług wraca ze zdwojoną siłą

Od 2 lat BIG InfoMonitor obserwuje ten sam wzorzec: liczba dłużników i suma zaległości wyraźnie rosną w październiku i listopadzie, już po sezonie urlopowym. Mechanizm wpisu do rejestru jest przy tym precyzyjnie określony – najpierw musi zostać wysłane listem poleconym ustawowe wezwanie do zapłaty, a dopiero jeżeli dług nie zostanie uregulowany w ciągu 30 dni od jego wysłania, zarządca transportu miejskiego może dokonać wpisu.

– Niesolidni dłużnicy nierzadko zakładają, iż niezapłacone kary za przejazdy z czasem samoistnie znikną lub ulegną przedawnieniu. Należy jednak pamiętać, iż wpis w rejestrze pociąga za sobą realne konsekwencje. Dłużnik może spotkać się z odmową zakupu sprzętu na raty, odrzuceniem wniosku o abonament telekomunikacyjny czy kredyt w banku. Wakacje to dobry moment na weryfikację swoich zobowiązań w BIG i uregulowanie zapomnianych zaległości, by uniknąć jesienią przykrych niespodzianek – podsumowuje Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Wakacje to najlepszy moment na sprawdzenie siebie

Zaległy mandat za jazdę bez biletu sprzed miesięcy czy lat nie znika sam z siebie – rośnie o odsetki i koszty windykacji, aż w końcu trafia do rejestru dłużników, skąd wynika realny problem z zakupem sprzętu na raty, założeniem abonamentu czy wnioskiem kredytowym.

Sprawdzenie własnego wpisu w bazie BIG InfoMonitor zajmuje kilka minut przez internet i pozwala zamknąć sprawę zanim jesienią przyjdzie kolejne wezwanie z narosłymi odsetkami.

Mieszkańcy Mazowsza, drugiego najbardziej zadłużonego regionu w kraju, mają dodatkowy powód do tej weryfikacji – to tutaj, obok łódzkiego, koncentruje się największa część krajowego długu za przejazdy bez biletu, a lokalni przewoźnicy coraz sprawniej korzystają z rejestrów dłużników jako narzędzia odzyskiwania należności.

Idź do oryginalnego materiału