Wisła zamarzła w Toruniu po raz pierwszy od 14 lat, a dokładnie od 5093 dni. – Zakończył się najdłuższych w historii ponad 200-letnich obserwacji okres bez pokrywy lodowej w na rzece w tym mieście – poinformował kriolog dr hab. Bogusław Pawłowski z UMK.
Ekspert w dziedzinie hydrologii i zamarzania akwenów wodnych z UMK w Toruniu wyliczył, iż w środę minęło 5093 dni od ostatniej obserwacji pokrywy lodowej na Wiśle w Toruniu. Rzeka zamarzła już praktycznie na całym toruńskim odcinku, a w kolejnych dniach pokrywa lodowa może się rozwijać w kierunku Ciechocinka. Ekspert przestrzegł śmiałków przed wchodzeniem na zamarzniętą rzekę, której poziom z powodu narastania pokrywy lodowej znacząco się podniósł w ostatnich dobach.
Prof. UMK dr hab. Pawłowski pamięta doskonale akcję lodołamania z lat 90. XX wieku, gdy razem ze swoim mentorem prof. Markiem Grzesiem bez trudu mogli wsiadać na lodołamacze i prowadzić badania i obserwacje pokrywy lodowej na Wiśle. Dziś dr hab. Pawłowski jest w stałym kontakcie z władzami Płocka i informuje o aktualnym stopniu zagrożenia powodziowego w tym rejonie.
Naukowiec podkreślił w poniedziałkowej rozmowie z PAP, iż jednym z podstawowych problemów tej zimy, są długie odcinki pokrywy lodowej po obu stronach tamy we Włocławku.
– Na zbiorniku włocławskim lód ma ponad 30 cm, przeprowadzono tam już kilka pomiarów. Pokrywa lodowa sięga aż za Modlin, więc ma ponad 120 kilometrów. w tej chwili obserwowana sytuacja na zbiorniku nie powoduje zagrożenia powodziowego, ale głównym problemem będzie zaplanowanie i wykonanie akcji lodołamania na tym akwenie – mówił wówczas PAP dr hab. Pawłowski. Przez ostatnie dwa dni lód na Dolnej Wiśle rozwinął się od bydgoskiego Fordonu do Torunia.
Ekspert wyjaśnił, iż rzeka poniżej Włocławka musi mieć rynnę, musi mieć drożność, aby lód mógł spływać w kierunku Bałtyku. Zanim więc zacznie się lodołamanie na zbiorniku włocławskim, trzeba złamać lód na dolnej Wiśle poniżej zapory.
– Lodołamanie na zbiorniku obłożone jest również innymi uwarunkowaniami hydrometeorologicznymi. Nie może być silnego wiatru od zachodu. Powinna być temperatura powyżej 0 stopni, także w nocy oraz przepływ powyżej 1200 metrów sześciennych na sekundę, czyli ponad dwa razy większy niż obecnie. Chodzi o to, aby lód wraz z wodą napływał i pokonywał jazy. Gdy lód nie odpływa i kra zmarznie po lodołamaniu w rynnie, jest gorzej niż jakby się pokrywy lodowej w ogóle nie ruszało – wyjaśnił naukowiec.
Podkreślił, iż kolejnym z problemów jest niski poziom wód rzeki poniżej zapory. – Potrzebne są bowiem dodatnie temperatury. A ta akcja, to też trzeba sobie uświadomić, to akcja na 2-3 tygodnie, a nie kilka dni. Pogoda będzie kluczowa w zakresie ewentualnego rozwoju zagrożenia powodziowego. Szczególnie w okolicach Płocka – wyjaśnił.
Największym wyzwaniem będzie lodołamanie na odcinku powyżej Grudziądza przez Fordon do Solca Kujawskiego; koryto rzeki przy obecnym przepływie jest płytkie, występują liczne łachy piaszczyste (obecnie również pokryte lodem), a najsilniejsze, lodołamacze czołowe mają zanurzenie na poziomie 180 centymetrów.
Jak podkreślił ekspert, szybka rozbudowa pokrywy lodowej w tym roku spowodowała, iż w przekrojach poprzecznych koryta rzeki nie ma w tej chwili dużo śryżu, co jest istotną informacją dla akcji lodołamania. – Nie ma dużej miąższości podbitek śryżowych, a podbitki tworzy głównie tzw. śryż luźny – nie ma śryżu zbitego, gęstego, co powinno lodołamanie ułatwić – wyjaśnił dr hab. Pawłowski.
Dodał, iż zatory, szczególnie na odcinku nieuregulowanym powyżej Płocka na pewno wystąpią, bo nurt jest tam kręty i występuje dużo wysp oraz łach piaszczystych. Przy niewielkim przepływie, nie muszą to być zatory groźne, czyli takie, które spowodują wzrost stanu wody do jej poziomu alarmowego.
– Póki co, nic na to nie wskazuje, iż sytuacja miałaby być tragiczna, ale zwracałem też uwagę na spotkaniu w piątek w Płocku, iż zbiornik w okolicach tego miasta jest płytki. Dzieje się tak ze względu na brak w ostatnich latach prac bagrowniczych, pogłębiarskich. Pozostaje pytanie, czy napływający lód będzie w stanie przejść sprawnie przez ten odcinek dalej, gdzie jest już szerzej i głębiej. W rejonie Płocka przejściu wezbrania roztopowego, być może za ok. dwa tygodnie lub później, towarzyszyć powinna jednak bardzo wzmożona czujność. To newralgiczny fragment Wisły i różne rzeczy się tam działy w czasie ubiegłych lat – przypomniał dr hab. Pawłowski.



1 godzina temu














