Pięć lat do kryzysu: prognoza doktora Webbera
Mimo iż zima 2025/2026 mogła wydawać się obiecująca, twarde dane hydrologiczne nie pozostawiają złudzeń. Dr Łukasz Weber zwraca uwagę, iż już w okresie wiosennym rzeki na południu Polski wykazywały stany niskie, co oznacza, iż zasilanie z roztopów zostało błyskawicznie wyczerpane.
- W ciągu najbliższych pięciu lat na pewno będziemy świadkami "głębszego kryzysu wodnego", który dotknie region Polski najbardziej zależny od wód powierzchniowych – prognozuje doktor Łukasz Webber, członek Państwowej Rady Gospodarki Wodnej.
Ekspert podkreśla fundamentalną różnicę między zasobami powierzchniowymi a podziemnymi. Te drugie są naszym „ubezpieczeniem”, ponieważ ich reakcja na suszę jest wieloletnia. Jednak wody powierzchniowe reagują niemal natychmiastowo. jeżeli nie zmienimy podejścia, czeka nas scenariusz znany z Francji z 2022 roku, gdzie ponad sto gmin straciło dostęp do bieżącej wody, a transport musiał odbywać się beczkowozami.
- Mamy to szczęście, iż wody podziemne nie są tak wrażliwe na zmiany pogodowe i na zależności trzeba tutaj patrzeć w długiej perspektywie, czasami o wiele. Natomiast w przypadku wód powierzchniowych to sprzężenie jest krótkie - tłumaczy gostyński specjalista ds. technologii uzdatniania wody.
Co to może oznaczać dla przeciętnego „Kowalskiego”? Między innymi kalifornijskie standardy ograniczeń: zakaz podlewania trawników, napełniania basenów, a w skrajnych przypadkach - surową reglamentację wody pitnej.
Problem potęguje tzw. „betonoza” i brak retencji krajobrazowej, przez co opady, zamiast zasilać warstwy wodonośne, błyskawicznie spływają do Bałtyku.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ
https://gostynska.pl/wiadomosci/konferencja-woda-a-zmiany-klimatu-w-krobi-musimy-przestawic-myslenie-przestac-popedzac-wode/zhHVygkRunHDgS6xP7UXSpołeczny monitoring wysychających rzek
W odpowiedzi na te wyzwania, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, opracowała nowatorski system monitorowania wysychających rzek o nazwie IRENE. To aplikacja społeczna, która pozwala każdemu obywatelowi zgłosić zanik mniejszych cieków czy rowów, które często umykają oficjalnym statystykom hydrologicznym.
- W ciągu kilku pierwszych miesięcy funkcjonowania „IRENE” wpłynęło kilkaset zgłoszeń. (...) Z zebranych danych wyłania się bardzo nieciekawy obraz coraz bardziej intensywniejszych zaników cieków wodnych - zauważa dr Weber.
Dzięki zaangażowaniu mieszkańców możliwe jest tworzenie mapy realnego zagrożenia tam, gdzie oficjalna aparatura pomiarowa nie dociera.
Rolnictwo jako gąbka: recepta doktora Zarudzkiego
Gdy zajmujący się m.in. technologią uzdatniania wody doktor Webber mówi o zagrożeniach, były wiceminister rolnictwa Ryszard Zarudzki skupił się na dobrych praktykach w gospodarowaniu wodą w rolnictwie i na obszarach wiejskich.
Doktor nauk rolniczych wskazywał na konkretne rozwiązania, które mogą wdrożyć ci, którzy zarządzają największą powierzchnią kraju – rolnicy. W jego opinii kluczem do sukcesu nie są wielkie zapory, ale mikroretencja i zmiana kultury uprawy roli.
Statystyka, która przeraża
Obecnie sytuacja w Polsce jest dramatyczna pod względem wykorzystania opadów.
- jeżeli w formie deszczu spadnie 100 litrów wody, to w tej chwili w naszym kraju zostaje w glebie i zagospodarowujemy 6,5 litra. Pozostałe ponad 90 litrów zwyczajnie spływa, znika. Średnia w Unii Europejskiej to około 20 litrów. w tej chwili naszym celem jest zatrzymanie przynajmniej 15 litrów - tłumaczy doktor R. Zarudzki.
Jak to osiągnąć? Rozwiązaniem jest retencja glebowa. Gleba musi stać się naturalną gąbką. Wymaga to jednak odejścia od tradycyjnej orki na rzecz systemów bezorkowych, stosowania poplonów i dbałości o wysoką zawartość próchnicy.
Każdy procent materii organicznej więcej w glebie to tysiące litrów wody zatrzymanej na każdym hektarze.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ
https://gostynska.pl/wiadomosci/startuje-druga-edycja-konkursu-na-najpiekniejszy-ogrod-i-dzialke-powiatu-gostynskiego/Sj8kjzEbHSbSFbmJlLDHInteligentne melioracje i program „Moja Woda”
Doktor Ryszard Zarudzki promuje koncepcję „inteligentnych melioracji” m.in. zamiast rowów, które jedynie odprowadzają wodę, należy stawiać na systemy dwukierunkowe:
- Zastawki i szandory: pozwalają zatrzymać wodę w rowach w okresach suszy i spuścić ją tylko wtedy, gdy jest jej nadmiar (np. przed żniwami).
- Uproszczenia prawne: istotną informacją dla rolników jest to, iż na budowę zastawki do wysokości 1 metra nie jest wymagane pozwolenie na budowę, co znacznie ułatwia inwestycje.
- Budowa stawów i zbiorników wodnych: jeżeli planujesz zbiornik, który nie jest zasilany z rzeki (tylko wodami opadowymi lub gruntowymi), to o ile jego powierzchnia nie przekracza 1000 m2, a głębokość 3 metrów wystarczy zgłoszenie wodnoprawne składane do adekwatnego nadzoru wodnego (Wody Polskie).
- Finansowanie: ekspert wskazuje na programy takie jak „Moja Woda”, który co prawda skierowany jest głównie do domów jednorodzinnych, ale jest również pomocny przy zbieraniu deszczówki z dachów zabudowań gospodarczych oferując m.in. 8 000 zł dotacji.
- Programy ARiMR: warto korzystać z naborów np. na „Inwestycje zapobiegające zniszczeniu potencjału produkcji rolnej” m.in. zakup maszyn do głęboszowania oraz budowę ujęć wody.
Współpraca sąsiedzka - „generałowie zastawek”
Największym wyzwaniem, według byłego wiceministra, nie jest jednak technologia, lecz psychologia i współpraca. Retencja ma sens tylko wtedy, gdy odbywa się w skali całej zlewni.
- Budujemy koncepcję, żeby postawić jak najwięcej zastawek. Ale trzeba to robić z głową, żeby dbając o meliorację sąsiad sąsiadowi nie szkodził - tłumaczy doktor Zarudzki.
Tworzenie lokalnych partnerstw wodnych i grup operacyjnych na rzecz innowacji (jak ta prowadzona przez dr Zarudzkiego) pozwala na wspólne zarządzanie poziomem wód. Choć początki bywają trudne („ciemna noc innowatora”), efekty w postaci stabilniejszych plonów w latach suchych są bezcenne.
Wyścig z czasem
Zdaniem ekspertów w dziedzinie inżynierii środowiska, retencji wód oraz rolnictwa, Polska stoi przed wyborem: albo zainwestujemy w rozproszoną retencję, edukację rolników i nowoczesne systemy monitoringu, albo pogodzimy się z postępującym procesem stepowienia, który już teraz dotyka województwo kujawsko-pomorskie i wielkopolskie.
Specjaliści sugerują, iż brak działań dzisiaj będzie nas słono kosztował już w najbliższej przyszłości. Dlatego czas, by wodę zacząć traktować nie jako zasób niewyczerpalny, ale jako najcenniejszy kapitał, który musimy nauczyć się bilansować.
- Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, iż nie jesteśmy przygotowani na zbliżający się kryzys. Musimy przestać negować różnego rodzaju mechanizmy, które zachodzą w przyrodzie i w klimacie. jeżeli to nie nastąpi, to choćby takie programy, jak ten zakładający zasilanie terenów rolniczych obfitujących w produkcję warzywną w województwie kujawsko-pomorskim wodami z Wisły poprzez budowę rurociągów o wielkich średnicach i nawadnianie w ten sposób pól, na nic się nie zda - podsumowuje doktor Łukasz Webber.
KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ REPORTAŻ
https://gostynska.pl/wiadomosci/kolejne-miejskie-osiedle-bedzie-mialo-swoj-park-i-to-niewielkim-kosztem-trwaja-rozmowy-z-proboszczem/xV7yH6EJnHn61SXYTiyw













