Zaczynała pod Krakowem, dziś szykuje się do EURO. Natalia Nosek: „Presja od strony bliskich też potrafi przytłaczać”

1 godzina temu

Ze szkolnych zajęć w Szarowie przez treningi w Bochni i rozgrywki w Krakowie do reprezentacji Polski. Natalia Nosek przed grudniowymi mistrzostwami Europy wraca do swoich małopolskich początków. Opowiada o rodzicach, którzy pomogli jej wyjechać z domu, dwóch poważnych kontuzjach i odzyskiwaniu pewności siebie. – Dziś nie wstydzę się o tym rozmawiać – mówi o korzystaniu z pomocy terapeutki.

Początek drogi: Dąbrowa, Szarów i boiska w Mał

opolsce

Zanim pojawiły się występy w reprezentacji Polski i zagranicznych klubach, były szkolne SKS-y, dojazdy na treningi i mecze z zespołami z regionu. Natalia Nosek wychowywała się w Dąbrowie pod Krakowem, a do szkoły chodziła w pobliskim Szarowie. Właśnie tam zaczęła się jej przygoda z piłką ręczną.

– Na treningi dojeżdżałam do MOSiR-u Bochnia, bo tam mój trener prowadził swoje treningi. Ligę rozgrywałyśmy w Krakowie, Nowym Sączu, Tarnowie, bowiem to był nasz okręg. Pojawiły się powołania do kadry Małopolski i tak to się zaczęło – wspomina reprezentantka Polski.

Sport od początku zajmował w jej życiu dużo miejsca. Grała z chłopcami w piłkę nożną, uczestniczyła w zawodach biegowych, próbowała siatkówki. Jak sama mówi, była wyjątkowo aktywną dziewczynką.

Rodzice zachęcali ją do rywalizacji, ale pilnowali również nauki. Determinację przyszłej reprezentantki dostrzegła nauczycielka.

– Myślę, iż nauczycielka zauważyła moją determinację i to, iż byłam zmotywowana, żeby rywalizować z innymi – opowiada Nosek.

Występy w kadrze Małopolski i udział w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży otworzyły jej drogę do dalszego szkolenia. Zainteresowali się nią trenerzy SMS-u Płock. Przyjęcie propozycji oznaczało jednak opuszczenie rodzinnego domu już w trzeciej klasie gimnazjum.

Mama pojechała z nią przez całą noc

Dla nastolatki wyjazd z Małopolski był trudną decyzją. Nosek przyznaje, iż początkowo większe przekonanie do tego kroku mieli jej rodzice.

– To rodzice namawiali mnie na ten krok. Ja nie byłam aż taka przekonana. Pojawiła się propozycja z Płocka, a dziewczyny rozpoczynały obozem w Mrzeżynie. To miał być mój pierwszy wyjazd bez rodziców – wspomina.

Do dziś pamięta podróż z mamą, która towarzyszyła jej na początku nowej drogi.

– Mama poświęciła się dla mnie. Pojechała ze mną, całą noc, a potem sama wracała pociągiem. Rodzice dali mi dużo wsparcia – podkreśla.

Nosek nie ukrywa, iż sytuacja rodzinna bywała trudna. Sport i nauka pomagały jej budować samodzielność.

– Nie układało nam się tak jakoś dobrze w domu. Pomógł mi nie tylko sport, ale też nauka, bo dostałam stypendium. Napędzało mnie sporo rzeczy i jeszcze bardziej doceniałam, iż robię coś, co kocham – mówi.

W Płocku spędziła cztery lata. Początkowo rodzice często ją odwiedzali, pomagając oswoić się z nowym otoczeniem. Później przyszły kolejne kluby, występy w Polsce i za granicą oraz gra w narodowych barwach.

Z czasem samodzielność stała się dla niej jedną z wartości sportowego życia. Podobnie jak przyjaźnie, które przetrwały przeprowadzki i zmiany drużyn.

1 / 2

Dwa urazy kolan i pytanie, czy uda się wrócić

Droga z podkrakowskiej miejscowości do reprezentacji miała również bolesne przystanki. Nosek dwukrotnie przechodziła rekonstrukcję więzadła – najpierw w jednym, później w drugim kolanie.

– Wiem, jak te dwa momenty się różniły i jak to przewartościowuje życie sportowca i człowieka – przyznaje.

Szczególnie trudny okazał się okres po drugim urazie, gdy występowała w Rumunii. Początkowo gwałtownie wróciła do gry i otrzymała od trenera szansę. Później szkoleniowiec ponownie postawił na zawodniczki, z którymi pracował przez większą część poprzedniego sezonu. Nosek znalazła się na dalszym planie.

Dziś potrafi zrozumieć jego decyzję. Wtedy jednak ograniczona rola w drużynie nasilała wątpliwości dotyczące własnej formy.

– Zastanawiałam się, czy wrócę do tego poziomu, który wcześniej reprezentowałam. Szukałam różnych rzeczy, zastanawiałam się, czy zależy to od przygotowania motorycznego, czy od czegoś innego – wspomina.

Powrót do sportu wymagał więc także odbudowania pewności siebie, motywacji i zaufania do własnych możliwości.

„Presja od strony bliskich też potrafi przytłaczać”

Nosek zaczęła szukać pomocy. Pracowała z psychologiem, trenerem mentalnym i terapeutką. Uczyła się radzić sobie z emocjami oraz rozmawiać o swoich potrzebach.

– Czułam, iż moja determinacja i motywacja trochę się obniżyły, iż nie były już na takim poziomie jak wcześniej. Szukałam pomocy u psychologa. Uczyłam się, jak rozmawiać z trenerami czy choćby czasem z rodziną – opowiada.

Zwraca uwagę, iż oczekiwania najbliższych, choćby wynikające z dobrych intencji, również mogą być dla zawodniczki obciążeniem.

– Presja od strony bliskich też potrafi przytłaczać. Oni oczywiście nie chcą źle, ale zdarzały się momenty, gdy było naprawdę ciężko – przyznaje.

Po drugiej kontuzji szczególne znaczenie miała dla niej praca z terapeutką z fundacji „Graj z głową”.

– Wtedy nie chciałam o tym mówić, bo niektóre sytuacje w życiu prywatnym nas definiują na boisku i blokują w pewien sposób. Dziś nie wstydzę się o tym rozmawiać – zaznacza.

Trening mentalny dał jej konkretne narzędzia: wizualizację, ćwiczenia koncentracji i wyobrażanie sobie sytuacji meczowych. Pomagało również oglądanie własnych występów, przypominające o posiadanych umiejętnościach.

Czasem równie ważna okazywała się zwykła rozmowa z koleżanką. W reprezentacji szczególną rolę pod tym względem odgrywa Barbara Zima.

– Basia zawsze jest uśmiechnięta, zawsze wszystkich pociesza, obdarowuje słodyczami. Myślę, iż to ona jest naszą pocieszycielką – mówi Nosek ze śmiechem.

Poza boiskiem gotuje i myśli o pracy z dziećmi

Po treningach reprezentantka Polski chętnie spędza czas w kuchni. Lubi gotować dla innych, a jej popisowym daniem jest burger XXL, przygotowywany od podstaw – łącznie z drożdżowym ciastem. Jest tak duży, iż trzeba go kroić.

Jeszcze większą przyjemność sprawia jej kontakt z dziećmi. Szczególnie lubi spotkania w szkołach i rozmowy z najmłodszymi. Jedną z nich zapamiętała wyjątkowo dobrze: chłopiec opowiedział jej o założonym z kolegą biurze detektywistycznym. Mieli już pierwsze zlecenia, choć jeszcze nic nie zarobili.

Nosek coraz częściej myśli, iż właśnie z dziećmi mogłaby pracować po zakończeniu kariery.

– Najchętniej pracowałabym właśnie z najmłodszymi grupami i nie musiałoby to być związane ze sportem – przyznaje.

Z Małopolski na EURO. „Bardzo chciałabym, żebyśmy się załapały do najlepszej ósemki”

Teraz najważniejszym sportowym celem pozostają jednak mistrzostwa Europy. Turniej odbędzie się od 3 do 20 grudnia 2026 roku. Polki rozpoczną rywalizację w katowickim Spodku 5 grudnia meczem z Francją. Następnie zmierzą się z Ukrainą, 7 grudnia, oraz Wyspami Owczymi, 9 grudnia. Wszystkie trzy spotkania zaplanowano na godz. 18.00.

Dla zawodniczki, której sportowa droga zaczynała się pod Krakowem, perspektywa gry przed własną publicznością ma szczególne znaczenie.

– Bardzo chciałabym, żebyśmy się załapały do najlepszej ósemki. To wspaniała okazja. Gramy przed własną publicznością, rodzinami, przyjaciółmi i znajomymi. Nie wiadomo, ile razy może zdarzyć się taka impreza – mówi.

O swojej roli w zespole opowiada bez stawiania warunków. Najważniejsze ma być to, czego w danym momencie będzie potrzebowała drużyna.

– Zrobię, co trzeba będzie. Podam wodę, ręcznik, zbiję piątkę, krzyknę – deklaruje Natalia Nosek.

Idź do oryginalnego materiału