„Czy podróż tramwajem może być jednocześnie wyprawą w kosmos? Tak, gdy kosmosem jest Śląsk, a pasażerem-kosmonautą Zbigniew Rokita” – tak zaczyna się opis od wydawcy „Aglo. Banką po Śląsku„, książki, którą na finał Opolskiej Jesieni Literackiej promował w Opolu Zbigniew Rokita.
Słynny pisarz, miłośnik Śląska, który w swoich social mediach pisze o sobie „śląskonauta” zdradził w rozmowie z „O!Polską” kilka szczegółów związanych z kulisami tworzenia najnowszego wydawnictwa.
Zbigniew Rokita w Opolu: Jak poznać aglomerację? Najlepiej tramwajem!
– Kiedy ktoś mnie pyta, jak wygląda aglomeracja, odpowiadam: Kupcie bilet za paręnaście złotych dobowy i po prostu jeździjcie. Można jeździć też innymi tramwajami, też są fajne. Dwójka, piątka, trójka… ale to siódemka jedzie najdłużej, wije się po aglomeracji takiej, jak wiele osób ją sobie wyobraża: te wszystkie familoki, szyby kopalniane. Wiele osób to lubi, inni – nie przepadają. A ja uwielbiam – opowiada.
– Codziennie jeżdżę tramwajami. I jest to bardzo wdzięczne miejsce do obserwowania świata: z jednej strony ta powtarzalność, a z drugiej, iż za szybą jest zawsze coś innego – tłumaczył Zbigniew Rokita odnosząc się do tytułowej „banki”, autor bestsellerowych książek „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku”, za którą otrzymał Literacką Nagrodę „Nike”, a także równie popularnej – „Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych”.
– To nie jest film kinowy, który zawsze jest taki sam. Raczej spektakl teatralny, gdzie aktorzy – a czasem scenografia – się zmieniają. Na pewne obserwacje trzeba sobie zasłużyć – argumentuje.
Dodał, iż dobór historii do nowej książki wynikał z tego, co przez ostatnie pięć lat wydarzyło się na Śląsku.
– To różni tę książkę od „Kajś”. Historia Śląska jest bardzo ciekawa, jednak w tej chwili – dla mnie – jeszcze ciekawsza jest teraźniejszość. W „Aglo. Banką po Śląsku” ja nie tłumaczę od Adama do Ewy śląskości, jak próbowałem to zrobić w „Kajś”. Choć od tej historii też nie uciekam – przyznaje.
Pisarz o Śląsku: Będąc bliżej widać grzeszki
Zbigniew Rokita stwierdził, iż jego wydawnictwo zwiastuje coś nowego od dwóch poprzednich pozycji.
– Od pięciu lat mieszkam w aglomeracji, na Śląsku. Dlatego to zupełnie inny sposób poznawania miejsca. To książka napisana przez tubylca. A nie kogoś, kto poszukuje swojej tożsamości – dodał. – I napisana przeze mnie, który tą śląskością się już tak bardzo nie entuzjazmuje. A być może patrzy na nią nieco krytycznie.
– Doza krytycyzmu jest zdrowa – dowodził. – Patrząc z dystansu śląskość jest niezwykle ciekawa: kontrkulturowa, bardzo twórcza, ożywiająca intelektualnie duchowo. Będąc bliżej widać grzeszki: mniejsze, większe… One pewnie są także w kulturze polskiej. U wielu ludzi – w tym u mnie – widać niepewność co do przyszłości Śląska. Ona może skutkować odruchami, za które się wstydzę. Na przykład ksenofobicznymi. Nie chcemy ich, ale one czasem się pojawiają: z obawy o tę śląskość, o to, co z nią będzie – opowiadał.
Autor stwierdził bowiem, iż Ślązacy nie są ani lepsi, ani gorsi „Polaków, Paragwajczyków, Niemców czy Estończyków”. – Jest w nas tak samo dużo cnót, jak i rzeczy, na które wato spojrzeć krytycznie – ocenił.
Mimo to zapewnił o swojej wielkiej miłości do miejsca.
– Spoiler, spoiler… – śmiał się. – Książka kończy się zdaniem: Nie chcę się chwalić, ale jestem ze Śląska – zdradził.
– Cóż mam poradzić, iż ja tę kutzowską „Piątą stronę świata” po prostu jakoś pewnie kocham. A dojrzała miłość widzi wszystko i na plus, i na minus.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 godzina temu








