Karina Chibowska z Siedlec urodziła się z dysplazją stawu biodrowego. Gdy miała zaledwie dwa miesiące, poddana została leczeniu tej choroby.
– Nigdy nie było wiadomo, na ile będę mogła sobie pozwolić i czy właśnie będę mogła biegać – mówiła na antenie Polskiego Radia RDC. Po konsultacjach z lekarzami otrzymała jednak "zielone światło" na uprawianie sportu. Teraz zdobywa medale w Runmageddonach, czyli ekstremalnych biegach z przeszkodami. Uczestnicy mają w nich do pokonania wyznaczony dystans z dziesiątkami sztucznych i naturalnych utrudnień, takich jak ściany wspinaczkowe, zasieki z drutu kolczastego, głębokie błoto, wodne zbiorniki czy konstrukcje wymagające siły rąk i sprawności.
Swoje starty łączy z regularnymi wizytami u fizjoterapeuty, z którym ma opracowany szczegółowy plan ćwiczeń. – Mam dobrany plan z ćwiczeniami, które mogę robić, które muszę odpuścić i i nie będę mogła ich robić – tłumaczyła w "Poranku RDC".
Droga do Korony i tytułu weterana
Swoją przygodę z ekstremalnymi biegami przeszkodowymi rozpoczęła zaledwie rok temu. Do startu zainspirowała ją siostra, która pokazała jej nagrania w internecie i w tej chwili jeździ z nią na każdy Runmageddon.
– Po prostu zobaczyłam to w internecie i pomyślałam: "To jest coś dla mnie. To jest coś, co lubię", bo lubię wychodzić ze swojej strefy komfortu i nie zawsze się czuć komfortowo w każdej sytuacji. Zapisałam się i tak właśnie minął już rok od pierwszego startu – opowiadała.
W krótkim czasie Karina Chibowska sięgnęła po najwyższe laury Runmageddonu: tytuł weterana, który wymaga ukończenia trzech różnych dystansów (6, 12 i 21 km) w jednym sezonie biegowym, a także Koronę Runmageddonu, przyznawaną za ukończenie biegów w czterech częściach Polski: na północy, południu, wschodzie i zachodzie.
Codzienna dyscyplina i miłość do błota
Na co dzień Karina jest studentką pielęgniarstwa w Siedlcach. Jej receptą na sukces jest żelazna dyscyplina i regularność treningów.
– U mnie codziennie jest co najmniej godzinka treningu, więc myślę, iż na tym się skupiam. Przed tymi dłuższymi dystansami było troszeczkę więcej treningów, ale przede wszystkim dzień zaczynam od treningu. Przeważnie 7:00 rano to już jestem na nogach – mówiła w rozmowie z Grzegorzem Chlastą.
Jak sama przyznała, w biegach najbardziej podoba jej się wychodzenie ze strefy komfortu oraz błoto. – To błoto w tym całym biegu to jest najlepsza zabawa – zaznaczyła.
Choć na trasach miewa kryzysy – tak jak podczas tegorocznego górskiego Runmageddonu na dystansie 24 km – zawsze motywuje ją myśl o satysfakcji i radości, które czekają na nią na mecie. Karina nie zamierza poprzestawać na dotychczasowych sukcesach. Jej kolejnym sportowym marzeniem jest udział w górskim maratonie na jeszcze dłuższym dystansie

55 minut temu












