Zima nie zaszkodziła komarom. O ich liczebności zdecydują letnie opady

1 godzina temu
Zdjęcie: Zima nie zaszkodziła komarom. O ich liczebności zdecydują letnie opady


Tegoroczna zima nie zaszkodziła komarom ani meszkom, a o ich liczebności zdecydują przede wszystkim letnie opady – powiedział entomolog prof. Stanisław Ignatowicz z SGGW. Naukowiec wyjaśnił także, dlaczego meszki potrafią zabijać bydło i skąd w Polsce bierze się coraz więcej strzyżaków jelenich.

– Tegoroczna zima nie zaszkodziła ani komarom, ani meszkom, a o skali ich występowania latem zdecydują przede wszystkim opady deszczu i dostępność wody – powiedział PAP entomolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego prof. Stanisław Ignatowicz.

Jak wyjaśnił naukowiec, owady od milionów lat wykształcały mechanizmy pozwalające im przetrwać choćby bardzo surowe warunki atmosferyczne.

– Gdyby takie zimy miały skutecznie ograniczać liczebność owadów, to musielibyśmy zadać sobie pytanie, jakim cudem na Syberii, gdzie mrozy są nieporównanie większe, człowiek latem nie może wytrzymać od chmar komarów i meszek – powiedział Ignatowicz.

Dodał, iż przy stopniowym spadku temperatury owady znajdują schronienia, a w ich organizmach powstają drobne kryształki lodu, które nie uszkadzają komórek. Dodatkowo płyny ustrojowe zawierają substancje działające podobnie do środków zapobiegających zamarzaniu.

Zdaniem entomologa większe znaczenie niż zimowe mrozy mają letnie warunki pogodowe. – jeżeli pojawią się długotrwałe opady, zastoiny wody i utrzymujące się długo kałuże, komary mogą rozmnożyć się masowo – wskazał.

Profesor zwrócił uwagę, iż komary są tylko jedną z wielu grup owadów żywiących się krwią. W Polsce występują także m.in. meszki, bąki, strzyżaki jelenie czy gzy.

Szczególną uwagę poświęcił meszkom, które – choć niewielkie – mogą stanowić poważne zagrożenie dla zwierząt gospodarskich. – W skrajnych przypadkach meszki potrafią choćby zabijać duże zwierzęta gospodarskie. Nie dlatego, iż wypiją zbyt dużo krwi. Zabójcza bywa ich ślina – powiedział.

Jak wyjaśnił, podczas masowych pojawów tysiące owadów mogą jednocześnie atakować jedno zwierzę, wywołując silną reakcję organizmu, a choćby obrzęk płuc.

Ignatowicz odniósł się także do coraz częstszych obserwacji strzyżaków jelenich, potocznie nazywanych latającymi kleszczami. – Jeszcze kilkanaście lat temu były rzadkością. Dziś są notowane coraz częściej i wiele wskazuje na to, iż jest to związane z ocieplaniem się klimatu – ocenił.

Entomolog zaznaczył jednak, iż strzyżaki są muchówkami, a nie kleszczami. Naukowcy wykrywali w nich materiał genetyczny bakterii z rodzaju Anaplasma i Bartonella, ale wciąż nie ma jednoznacznych dowodów, iż skutecznie przenoszą te patogeny na ludzi.

W wywiadzie dla PAP profesor odniósł się również do popularnych metod ochrony przed owadami. Jego zdaniem nie ma wiarygodnych dowodów potwierdzających skuteczność odstraszaczy ultradźwiękowych. Wskazał, iż znacznie lepiej działają repelenty zawierające substancje takie jak DEET, ikarydyna czy IR3535 oraz niektóre olejki eteryczne.

– Można to sobie wyobrazić w prosty sposób: komar leci, szukając człowieka po charakterystycznym zapachu. Tymczasem trafia na gościa pachnącego intensywnie miętą albo lawendą. Zapach, który normalnie prowadziłby go do ofiary, zostaje zagłuszony – wyjaśnił.

Prof. Ignatowicz opowiedział również o komarze tygrysim, pasożytniczych gzach, bąkach, które potrafią doprowadzać bydło do paniki, oraz o tym, dlaczego samice owadów krwiopijnych potrzebują krwi do produkcji jaj.

Idź do oryginalnego materiału