Mecz zaczął się od mocnego uderzenia Jagiellonii. Już w 3. minucie ruszyła pierwsza groźna akcja środkiem pola. Nik Prelec popracował w pojedynku ze stołecznym obrońcą, a tuż obok asekurował go Anders Klynge. Duński pomocnik dopadł do piłki i bez zastanowienia huknął na bramkę. Otto Hindrich musiał wyciągnąć się jak struna, by przenieść futbolówkę nad poprzeczką na rzut rożny. Trybuny ryknęły, dając jasny sygnał – tu dzisiaj nikt nie będzie odpuszczał.
Legia odpowiedziała chwilę później, ale dość nieporadnie. W 4. minucie prostopadłe zagranie ze środka miało odnaleźć Szczepaniaka, ale ten zamiast w piłkę, trafił prosto w naszego Sławka Abramowicza. Na szczęście sędzia Karol Arys wygwizdał faul na naszym bramkarzu. Stołeczny zespół próbował naciskać prawą stroną, gdzie szalał Paweł Wszołek. W 9. i 10. minucie Guilherme Montoia musiał mocno się napocić, by neutralizować jego dośrodkowania – raz po

1 godzina temu











