
Connor Henderson, Angela Zhu i ich syn Felix szukają taniego miejsca w żłobku.
Tańsza opieka nad dziećmi miała ułatwić życie rodzinom w Ontario. Tymczasem program dopłat spowodował tak duży wzrost zainteresowania, iż znalezienie miejsca w żłobku lub przedszkolu stało się dla wielu rodziców ogromnym problemem.
Angela Zhu z Toronto zaczęła szukać miejsca jeszcze w ciąży. Wraz z mężem zapisała dziecko na 40 list oczekujących. Rok po narodzinach syna otrzymali tylko jedną ofertę – w placówce oddalonej o pół godziny od ich codziennej trasy. Przyjęli ją, ponieważ uczestniczyła w rządowym programie obniżającym opłaty. Miejsce w swojej dzielnicy dostali dopiero po ponad trzech latach od zapisania się na listę.
Ontario nie osiągnęło jeszcze zakładanego poziomu średnio 10 dolarów dziennie. Opłaty w placówkach uczestniczących w programie są w tej chwili ograniczone do 22 dolarów, podczas gdy przed jego wprowadzeniem niektóre miejsca kosztowały ponad 70 dolarów dziennie.
Niższe ceny gwałtownie zwiększyły jednak popyt. Ontario miało do tego roku utworzyć 86 tys. nowych, przystępnych cenowo miejsc. Powstało niespełna 60 tys. Tymczasem według szacunków Financial Accountability Office rzeczywiste zapotrzebowanie może sięgać około 220 tys. dodatkowych miejsc.
Skalę problemu pokazują listy oczekujących. W jednym z torontońskich ośrodków przed pandemią znajdowało się na nich 300–400 dzieci, w tej chwili ponad 700, podczas gdy każdego roku zwalnia się zaledwie 50–60 miejsc.
W regionie Waterloo na miejsce czeka około 15 tys. dzieci – o 200 proc. więcej niż w 2021 roku. W Ottawie liczba rodzin poszukujących opieki wzrosła od 2019 roku o 300 proc., a na centralnej liście znajduje się około 8500 dzieci. Miasto szacuje, iż do zaspokojenia całego zapotrzebowania potrzebuje kolejnych 7400 miejsc.
Rząd Ontario zapewnia, iż przez cały czas pracuje nad zwiększeniem liczby placówek. Część rodziców i ekspertów uważa jednak, iż w tej chwili priorytetem powinno być tworzenie nowych miejsc, a dopiero później dalsze obniżanie opłat.











