Zwożenie bel u Jurka w Ciełuszkach

1 tydzień temu

Jerzy Kondratiuk z Ciełuszek: „Jak jest pogoda, to się ją wykorzystuje”

– Pogoda bardzo sprzyjała. Aż za gorąco było. Jak pogoda jest, to się ją wykorzystuje.

Będzie deszcz padał, będziemy leżeć, odpoczywać– mówi z uśmiechem Jerzy Kondratiuk.

Słoneczna i gorąca pogoda pozwoliła rolnikom sprawnie zakończyć pierwszy pokos siana.

W Ciełuszkach gospodarz zebrał 132 bele. Jak sam przyznaje, plon jest nieco mniejszy niż przed rokiem, ale dla jego koni w zupełności wystarczy.

– 132 bele, trochę słabiej. Udawało się zebrać choćby 167, a w tym roku słabiej, bo trawa słabsza. Ale wystarczy. Z tamtego roku zostało jeszcze ponad sto bel, więc zapasu nie zabraknie – podkreśla rolnik.

Ekologiczne gospodarowanie od ponad 20 lat

Jerzy Kondratiuk od wielu lat prowadzi gospodarstwo bez stosowania nawozów sztucznych. Jak przekonuje, dla koni taka pasza jest najlepsza.

– U mnie wszystko jest w ekologii. Nawozów już ponad 20 lat nie stosuję.

Dla koni to bardzo dobrze, bo rosną tu różne trawy, koniczynki i zioła. Polna trawa jest dobra i konie jedzą ją elegancko – opowiada.

Przyznaje, iż nawożenie zwiększyłoby plony, ale nie zamierza zmieniać sposobu gospodarowania.

– Na pewno byłoby więcej trawy, gdybym dał nawóz. Ale dla mnie to, co mam, wystarczy.

Sąsiedzka pomoc przez cały czas ma znaczenie

Choć większość prac wykonują dziś maszyny, przy zbiorze siana wciąż liczy się pomoc sąsiadów i znajomych.
– Kolega przyjechał, podgrabiał. Ja belowałem. Później drugi kolega przyjechał i pomagali zbierać bele. Tak się u nas żyje – jeden drugiemu pomoże, coś podpowie. Ja komuś konie zawiozę czy cielaka, ktoś pomoże przy sianie. Żeby to się wszystko jakoś kręciło – mówi.

Rolnik sam zbudował również prostą lawetę do przewozu bel.

– Nie kosztowała trzydziestu tysięcy, tylko około pięciuset złotych. Wchodzi na nią szesnaście bel.
Dawniej sianokosy wyglądały zupełnie inaczej
Pan Jerzy z sentymentem wspomina czasy, gdy siano koszono końmi i niemal cała wieś pracowała wspólnie.
– Kiedyś było inaczej. Kosiło się kosiarką konną, z sąsiadem czy kuzynem. Do obiadu u jednego, po obiedzie u drugiego. Było wesoło. Poszło się na rzekę, wykąpało i człowiek jeszcze na zabawę pojechał – wspomina.
Dziś większość prac wykonują maszyny, a ludzi do pomocy jest coraz mniej.
– Nie ma za bardzo chętnych do pomocy. Jak się zapłaci, to przyjdą. Dawniej było inaczej.

W okolicy coraz mniej gospodarstw z bydłem

Rolnik zwraca uwagę, iż w okolicznych wsiach praktycznie zniknęły krowy.
– W Ciełuszkach nie ma już żadnej krowy. W Kaniukach też nie ma, w Pawłach nie ma. Swojskiego mleka już człowiek nie kupi.
Mimo to nie narzeka. Najważniejsze, iż tegoroczne siano udało się zebrać w idealnych warunkach.
–Mało kiedy tak było, żeby siano przez kilka dni nie zobaczyło ani kropli deszczu. Sprzątnięte elegancko. A jak przyjdzie deszcz, to będzie można trochę odpocząć.

Idź do oryginalnego materiału