50 lat temu zmarł Franciszek Jop, pierwszy biskup opolski

1 godzina temu

Jego zasługi są ogromne, ale krypta z jego ciałem w katedrze nie przyciąga tłumów. Niesłusznie, bo zrobił dla Śląska Opolskiego i Kościoła bardzo wiele. Upływ czasu ludzkiej pamięci nie pomaga. Być może jubileusz jego odejścia to zmieni. Ale biskup Franciszek Jop może by się z tego braku rozgłosu wokół siebie choćby cieszył. Zawsze wymagał dla siebie mało. Taki już był.

Przez wiele lat, jako jedyny biskup w Polsce, jeździł samochodem P-70, czyli plastikowo-tekturowym poprzednikiem Trabanta. Dopiero prymas przekonał go, iż takie auto jest po prostu niebezpieczne, i wtedy zgodził się na kupienie Warszawy.

Podobnie było z jedzeniem, z ubraniem. Kazał zawsze kupować dla siebie najtańsze rzeczy. Za takie sumy, jakie wyznaczał, często zwyczajnie nie dało się kupić np. sensownych butów, więc siostry w kurii czasem go trochę oszukiwały.

Tu miał być Ślązak. A był biskup Franciszek Jop

Tytularnym biskupem Opola został mianowany po raz pierwszy w 1951 roku, ale wtedy stalinowskie władze nie wyraziły zgody na jego kandydaturę. Pod naciskiem władz na administratora diecezji wybrano ks. Emila Kobierzyckiego, a prymas Stefan Wyszyński, by nie dopuścić do schizmy, uznał ten wybór.

Ostatecznie dekret nominacyjny prymas wręczył ks. Jopowi na Jasnej Górze dopiero 1 grudnia 1956 roku.

Bronił się przed opolskim biskupstwem zdecydowanie – wspominał przed laty ks. Alojzy Sitek, wieloletni kanclerz opolskiej kurii. – Tego samego dnia wysłał do prymasa pismo, prosząc o cofnięcie nominacji. Pół roku później próbował zrezygnować raz jeszcze. Prymas choćby przedstawił jego prośbę papieżowi, ale ten pozostał niewzruszony.

Nowy biskup poprzednio był biskupem pomocniczym w Sandomierzu. Miał świadomość, iż tutejsi ludzie woleliby pasterza Ślązaka. Bał się, iż nie będzie wyczuwał nastrojów ludzi, iż jako „spadochroniarz” będzie miał przeciwko sobie część księży i wiernych.

Nie były to obawy całkiem bezpodstawne. Część księży pamiętających przedwojenne czasy, gdy Opole było częścią archidiecezji wrocławskiej, napisało list do prymasa Wyszyńskiego, krytykując tę nominację. Ale nowy administrator apostolski gwałtownie potrafił sobie zjednać i księży, i świeckich. Pierwszą decyzją przywrócił do parafii bardzo dobrych proboszczów usuniętych z diecezji pod naciskiem władz – pod pozorem germanizowania ludności – w 1954 roku. Były to ewidentny akt sprawiedliwości i naprawienie krzywdy. Wielu tych właśnie kapłanów w czasie wojny było prześladowanych przez gestapo za mówienie i spowiadanie po polsku.

Równie konsekwentnie zabiegał o powrót do diecezji opolskiej ponad tysiąca sióstr zakonnych, które w czasach stalinowskich wysiedlono i osadzono w obozach internowania. Budował w ten sposób jedność między ludnością autochtoniczną i napływową, bo siostry służyły jednakowo wszystkim. Zanim mogły wrócić do klasztorów, wszystkie miejsca odosobnienia odwiedził i zatroszczył się, by siostry miały nienarzuconych przez komunistyczne władze kapelanów i spowiedników.

Biskup Franciszek Jop – męczennik codziennej systematyczności

Nie był pracoholikiem, ale był niebywale pracowity i obowiązkowy. Pasowało do niego określenie: męczennik codziennej systematyczności. Każdego roku wizytował około 30-40 parafii. W czasie swojej posługi udzielił sakramentu bierzmowania 460 tysiącom osób. Wyświęcił 748 kapłanów. W pamięci Opolan zapisał się także wtedy, gdy stał w kolejce do spowiedzi razem z innymi ludźmi w kościele Franciszkanów.

Urodzony w 1897 roku w kongresówce biskup Franciszek Jop mówił swobodnie po rosyjsku. Po studiach prawniczych w Rzymie nie gorzej niż po polsku władał łaciną i włoskim. Swobodnie rozmawiał po francusku i rozumiał dobrze po niemiecku.

Gwary śląskiej się nie nauczył. Ale miał wielką wrażliwość na obecność Ślązaków w swojej diecezji. W czasach, gdy był biskupem, oczywiście nie było formalnie mniejszości niemieckiej, ale ludzi, którzy odczuwali więź z niemieckością, było z pewnością więcej niż teraz. I biskup to rozumiał. Kiedy przegląda się jego listy pasterskie, daremnie by w nich szukać słowa „Polska”.

Wiedział, iż władze wystarczająco go nad­używają. Nie chciał drażnić nikogo. Konsekwentnie stosował – mówiąc dzisiejszym językiem – zasadę parytetu. jeżeli na studia na KUL wysyłał przybysza z Kresów albo z Polski centralnej, razem z nimi także Ślązaka. jeżeli dwóch Ślązaków zostawało prałatami, to razem z nimi także dwóch nie-Ślązaków. Myślę, iż z czasem zaakceptował fakt, iż w tamtej sytuacji politycznej biskupem opolskim może być tylko ktoś z zewnątrz. Ale jednocześnie nie ma wątpliwości, iż Franciszek Jop był gorącym zwolennikiem wyboru Alfonsa Nossola na swego następcę.

Biurko pod ratuszem

Wydaje się, iż wszystkim diecezjanom, nie tylko autochtonom, podobało się, iż Kościół pod jego rządami trzymał się z daleka od polityki. Kiedy go ostrzegano, iż w wielkim żyrandolu w kurii może być ukryty podsłuch, odpowiadał, iż nie jest spiskowcem i nie ma niczego do ukrycia, a jeżeli władzom w czymś to pomoże, gotów jest wystawić biurko na rynek i tam urzędować.

Był biskupem, który rozumiał świetnie, iż przeciętny człowiek spotyka się z Kościołem przede wszystkim w swojej parafii. Więc i ocenia go w pierwszej kolejności po poziomie duszpasterstwa – jakości katechezy, dostępności do spowiedzi, piękna śpiewu w kościele, łatwości kontaktu z księdzem itd. Więc na tym się koncentrował. Wydaje się, iż ta prosta wizja i dzisiaj nie straciła na aktualności.

W czasach, kiedy był biskupem, kleryków zabierano z seminarium do wojska. Na każde święta dostawali paczki ze słodyczami osobiście opisane jego ręką i list z wyrazami pamięci. Kiedy przyjeżdżali na urlop, spotykał się z każdym z nich, rozmawiał, podtrzymywał na duchu.

– Siostrze pracującej w kurii na furcie polecił jak przykazanie, iż nikt ubogi, kto przyjdzie po pomoc, nie może zostać odesłany bez wsparcia. Czas miał dla wszystkich. Obojętnie, czy przychodził z problemem zasłużony ksiądz, czy kompletnie anonimowy mieszkaniec regionu, siadał – odwracając się bokiem do rozmówcy, bo trochę niedosłyszał na jedno ucho – i z nim rozmawiał – opowiadał ks. Alojzy Sitek.

– Z czasem stało się swego rodzaju legendą, iż nigdy nie kończył takiego spotkania jako pierwszy. Współpracowników nie kontrolował. Miał do nich ogromne zaufanie i umiał je okazać. Ale jednocześnie trzymał dystans. Z nikim z nas nie był po imieniu. choćby ze swoimi biskupami pomocniczymi – mówił.

Biskup Franciszek Jop – epizod krakowski i tajne święcenia

Zanim na dobre osiadł w Opolu, miał za sobą bardzo ciekawy, trwający cztery lata, epizod krakowski. W 1952 roku władze usunęły z metropolii krakowskiej arcybiskupa Eugeniusza Baziaka i jego biskupa pomocniczego Stanisława Rosponda, planując zastąpić ich którymś ze współpracujących z reżimem tzw. księży patriotów. Żeby tego uniknąć, kapituła krakowska na prośbę kardynała Stefana Wyszyńskiego wybrała Franciszka Jopa.

Przyjął wybór, ale cały czas miał poczucie tymczasowości. Nie wprowadził się do pałacu arcybiskupów krakowskich i bardzo długo nie rozpakowywał rzeczy. Biurka usuniętego biskupa choćby nie tknął. Na początku i tu uchodził za człowieka z zewnątrz. W dodatku władze przydzieliły mu dwóch współpracowników – wikariuszy generalnych.

Biskup Franciszek Jop (w środku) podczas obrad Soboru Watykańskiego II – fot. archiwum

Konsekwentnie troszczył się, a czasem walczył, o każdą obsadę parafii, o każdą procesję, o każdą godzinę katechezy. Z precyzją godną prawnika robił swoje. Odwiedził 471 parafii, wizytując kościoły i bierzmując dzieci. Był w tym czasie jedynym biskupem w Krakowie – mieście dwóch seminariów diecezjalnych i mnóstwa zakonów. Nic dziwnego, iż zdążył wyświęcić 327 diakonów.

Nie mógł zapobiec zamknięciu „Tygodnika Powszechnego”, ale kiedy władze zażądały wyznaczenia asystenta kościelnego dla pisma przejętego siłą przez PAX, stanowczo odmówił. Kiedy odchodził z Krakowa do Opola, biskup Franciszek Jop był powszechnie lubiany i szanowany.

W czasie pobytu bp. Jopa w Krakowie w tym samym mieście mieszkał ks. Bolesław Kominek. W 1945 został mianowany administratorem apostolskim w Opolu, ale biskupem nie był. Kiedy w 1951 miał objąć biskupstwo we Wrocławiu, został przez władze usunięty. Atmosfera polityczna gęstniała. W 1953 prymas Wyszyński został aresztowany.

Rok później zdecydowano, by ks. Kominka potajemnie wyświęcić na biskupa. Na jednego z trzech konsekratorów wyznaczono bp. Jopa. A na miejsce zdarzenia – Przemyśl. Na dworzec w Krakowie poszli osobno i w dużym odstępie czasowym.

W pociągu też siedzieli daleko od siebie, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Święcenia odbyły się w pustej – jeżeli nie liczyć jakiejś zabłąkanej przypadkowo zakonnicy – kaplicy przemyskiej kurii. Bp Kominek ujawnił, iż został wyświęcony na biskupa, dopiero po październiku 1956 roku.

Jest granica, jest diecezja

W Opolu troszczył się o różne diecezjalne sprawy. Kiedy rosła liczba kandydatów do seminarium, w krótkim czasie wysłał około 20 księży na studia specjalistyczne, żeby miał ich kto uczyć. Reaktywował Wydawnictwo Świętego Krzyża.

Uczestniczył aktywnie w obchodach 1000-lecia chrztu Polski. Nie tylko w swojej diecezji (obchody z udziałem Episkopatu Polski odbyły się w Opolu i w Kamieniu Śląskim), ale też w 21 innych. Wszystko to było wstępem do oficjalnego ustanowienia diecezji opolskiej. To był jeden z paradoksów tamtych czasów. Polska administracja kościelna w Opolu funkcjonowała od 1945 roku, ale diecezji nie można było ustanowić bez traktatu pokojowego, a zwłaszcza bez uznania granicy między Polską i Niemcami.

Bp Franciszek Jop (w środku) podczas obrad Soboru Watykańskiego II – fot. archiwum prywatne

Układ Cyrankiewicz-Brandt podpisano w grudniu 1970 roku. Ale jego ratyfikacja i ostateczna wymiana dokumentów nastąpiły dopiero na początku czerwca 1972 roku. Zaledwie trzy tygodnie później – 28 czerwca 1972 – Opole stało się stolicą diecezji, a jej pasterz, po odbyciu ingresu do katedry, został ordynariuszem opolskim. Pozornie zmieniło się niewiele. Ten sam biskup i ta sama katedra. Ale jednocześnie zmieniło się wszystko. Znikło poczucie tymczasowości kościelnego życia na Śląsku Opolskim.

W kazaniu na tej uroczystości bp Franciszek Jop przypomniał, iż przyjął w Sandomierzu święcenia z rąk Ślązaka, z Błażejowic koło Toszka, Jana Lorka. – Biskupa Lorka Pan Bóg posłał ze Śląska do Sandomierza, a mnie z Sandomierza do Opola – mówił.

Ku ostatniej drodze

W 1975 roku bp Franciszek Jop zachorował na nerki, a potem jego stan pogorszyły trzy wylewy. Często, także leżąc w łóżku, celebrował ze swoimi najbliższymi współpracownikami mszę św. i odmawiał brewiarz, bo do końca był niezwykle skrupulatny i pobożny. Mówił często, iż nie chciałby umierać sam. niedługo miało się okazać, iż nie umierał.

W piątek, 24 września 1976 roku rano odprawił ostatnią koncelebrowaną mszę św., a po niej przyjął sakrament chorych. Odchodzenie ciągnęło się przez długie godziny. Umierającemu towarzyszyło około 20 osób – pracownicy Kurii Diecezjalnej, Sądu Biskupiego, proboszcz i wikariusze katedralni, siostry zakonne. Biskup Franciszek Jop każdemu z obecnych podał rękę i pobłogosławił. Po 21.00 rozpoczęła się agonia. Około 22.50 lekarz potwierdził jego odejście. Nazajutrz w kurii wystawiono w trumnie jego ciało. Opolanie licznie przychodzili swojego biskupa pożegnać.

Cztery dni później, 28 września 1976 roku odbyło się przeniesienie ciała do katedry. Kazanie podczas tej uroczystości wygłosił kardynał Karol Wojtyła, wtedy metropolita krakowski, później papież Jan Paweł II i święty.

– Ci, którzy patrzyli na jego życie z bliska, widzieli, jak bardzo starał się być ubogi – mówił o zmarłym Karol Wojtyła. – Jakżeż było dla nas wzruszające, gdy widzieliśmy biskupa, który chodził do spowiedzi, stając przy konfesjonale w rzędzie oczekujących na rozgrzeszenie. Jakże było to wzruszające, gdy dzisiaj usłyszałem od fryzjera, iż po prostu wchodził do jego pracowni wraz z innymi klientami. Chciał być bardzo prosty, bardzo zwyczajny i taki też był: ubogi, prosty, cichy. Taki był w Krakowie, taki był w Sandomierzu, taki pozostał w Opolu, takiego znaliśmy go z Konferencji Episkopatu Polski. Myślę, iż do Opola posłał go Jezus Chrystus, Dobry Pasterz, ażeby sam przygarnięty do Jego Serca, przygarniał ten lud, który takiego przygarnięcia potrzebował.

Kardynał Karol Wojtyła przewodniczył też uroczystościom pogrzebowym 29 września (kazanie wygłosił prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński). Uczestniczyło w nich 43 biskupów, kilkuset księży i tłumy wiernych. Trumnę z ciałem pierwszego biskupa opolskiego złożono w krypcie pod ołtarzem Matki Boskiej Opolskiej. Przed Jej obrazem często się modlił.

W czasie ostatniego remontu katedry, krypta została odnowiona i przystosowana, by wierni mogli to miejsce odwiedzać.

Pisząc ten tekst, korzystałem z książki „Biskup Franciszek Jop (1897 – 1976). Wspomnienia w 40. rocznicę śmierci”.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału