73 procent zamiast 75. Waligóra o raporcie: „Nie utajniliśmy, nikt nie wystąpił”. I zapowiada kolejną próbę

3 dni temu

Po ostrej konferencji prasowej posła Zbigniewa Dolaty, która wybrzmiała w gnieźnieńskich mediach echem politycznego sporu, do odpowiedzi stanął dyrektor Szpitala Pomnik Chrztu Polski, Filip Waligóra. Jego przekaz? Spokojny, rzeczowy, pozbawiony politycznej emfazy. Ale równie twardy.

Czy brak certyfikatu dla szpitala jest problemem? Nie jest to problem i nie wpływa to na jakość leczenia i na sposób leczenia – mówi dyrektor Filip Waligóra.

Waligóra nie unikał trudnych pytań. Przyznał, iż akredytacji nie uzyskano. Podał konkretną liczbę: 73 procent punktów przy wymaganym progu 75. Wskazał palcem cztery obszary, które zaważyły na negatywnej ocenie. I – co najważniejsze – pokazał raport.

„Nie utajniliśmy raportu. Nikt o niego nie wystąpił”

Jednym z głównych zarzutów posła Dolaty było to, iż władze szpitala i powiatu ukrywają przed opinią publiczną przyczyny nieotrzymania akredytacji. Waligóra temu zaprzecza.

Nie jest prawdą, iż ten raport został utajniony czy nieupubliczniony. Nie jest też prawdą, iż o tym w ogóle nie mówiliśmy. Bodajże 18 marca była konferencja prasowa związana z urologami i tam wskazywaliśmy, iż tego certyfikatu nie będziemy mieli.

Dyrektor przedstawił harmonogram. Raport w wersji papierowej wpłynął 9 kwietnia. 16 kwietnia został omówiony na odprawie ze wszystkimi kierownikami komórek organizacyjnych. Każdy mógł go pobrać w takiej ilości, w jakiej miał potrzebę.

Po prostu nikt o ten raport nie wystąpił oficjalnie, o ile chodzi o radnych czy o członków Rady Społecznej. Trudno stwierdzić, jaki miałbym obrać grono tych, którzy mieliby się o raporcie dowiedzieć.

Przeterminowane gaśnice i karta okołooperacyjna. „Konsekwencje wyciągnięto”

Najbardziej konkretny fragment wypowiedzi dyrektora dotyczył tego, co konkretnie nie zostało spełnione.

Jedna pani doktor nie prowadziła w trakcie kontroli na bieżąco okołooperacyjnej karty kontrolnej na bloku. Mieliśmy przeterminowane gaśnice w niektórych miejscach szpitala. W książce transfuzjologicznej w jednym miejscu brakowało podpisu pielęgniarki. Wózki reanimacyjne – z wszystkimi sprzętami, danymi komisjami – były w jednym pomieszczeniu, ale rozproszone.

Dziennikarze zapytali wprost: czy pan dyrektor nie czuje się w tej sytuacji jakoś winny, nie ma sobie do zarzucenia iż np. gaśnice były przeterminowane?

Dyrektor przyznał:

One były przeterminowane choćby z roku 2016. Konsekwencje są wyciągane wobec pracowników. Pan od ochrony przeciwpożarowej już nie pracuje u nas. Ja podejmowałem decyzje i podejmuję decyzje po tym certyfikacie.

Pieniędzy brak. „Akredytacja to nie 5 milionów, tylko 1,8”

Poseł Dolata oszacował straty finansowe z tytułu braku akredytacji na 4–5 milionów złotych. Dyrektor koryguje:

Mówimy o kwocie rocznej gdzieś 1,8 miliona. Natomiast to nie jest kwota, którą my przeznaczamy na nasze potrzeby, ponieważ my musieliśmy też z tym przeglądem ponieść pewne wydatki. Jak szacowaliśmy, w skali roku takich wydatków projakościowych pod akredytację to jest na 1,5 miliona złotych.

Czyli netto – przy optymistycznym scenariuszu – szpital mógłby zyskać około 300 tysięcy złotych rocznie. Nie 4–5 milionów, jak twierdził poseł.

Dyrektor nie krył rozczarowani:

Mi jest przykro, bo oczywiście chcieliśmy uzyskać ten certyfikat. Gdyby było inaczej, to przecież byśmy o to nie występowali. Ale tym razem mi się nie udało.

„Coraz więcej pacjentów wybiera nasz szpital”

Waligóra nie zgodził się z tezą, iż brak akredytacji odstrasza chorych.

Coraz więcej pacjentów wybiera tę jednostkę. Coraz więcej osób chce się tutaj leczyć. To jest tak naprawdę wyznacznik jakościowy. Gdyby było inaczej, ci ludzie po prostu by się tu nie zgłaszali po pomoc.

Dyrektor podkreślił, iż jakość leczenia nie spadła z chwilą utraty certyfikatu.

Wcześniej, gdy certyfikat był, pilnowano standardów i teraz jest to niezmienione. Będziemy podejmować decyzję, czy jeszcze raz ubiegać się o ten certyfikat. Potrzebujemy trochę czasu. Procedura jest znana. Od złożenia wniosku do przeglądu akredytacyjnego mija około rok.

Żywienie. „Ośmiorniczek nie ma. Program Dobry Posiłek się skończył”

Poseł Dolata przytoczył w swojej wypowiedzi dramatyczną opinię pacjenta, który stwierdził, iż lepiej wyżywienie jest w Zakładzie Karnym w Gębarzewie. Dyrektor odparł spokojnie:

Na pewno jesteśmy w szpitalu i jedzenie szpitalne zawsze będzie inne. Jakie jest w Zakładzie Karnym w Gębarzewie nie wiem, bo nie miałem okazji tego sprawdzić.

Przyczyn gorszej jakości – jak sam przyznał – upatrywać należy w finansowaniu. Wcześniej funkcjonował program Dobry Posiłek, który był pilotażowym, kilkuletnim programem. Wtedy około 25 zł na dzień dopłacano do żywienia, czyli stawka za żywienie była powyżej 50 zł za dzień.

Z końcem roku program się zakończył. Wprowadzono standard żywieniowy. Finansowanie zmieniło się o kilkanaście złotych w ciągu dnia.

My dostosowujemy jakość żywienia do tego, jakie pieniądze możemy na to przeznaczyć – wyjaśnił Waligóra. Ośmiorniczek u nas nie ma.

Anomalia gnieźnieńska. „Politycy nie mają pełnej wiedzy”

Dyrektor pozwolił sobie na szerszą refleksję. Jego zdaniem to, co dzieje się w Gnieźnie – politycy z różnych stron, parlamentarzyści, radni, zabierający głos w tematach medycznych, o których nie mają pełnej wiedzy – jest anomalią w skali województwa.

To się w innych szpitalach, w których ja współpracowałem, nie zdarzało. Proszę sobie wyobrazić, podobna wielkościowo placówka jest w Puszczykowie. Czy tam radni lub parlamentarzyści oceniają na przykład żywienie? Jakieś kuriozum.

Zdaniem Waligóry to ciągłe zamieszanie wokół szpitala jest tym, co mu najbardziej szkodzi. Nie brak akredytacji. Nie przeterminowane gaśnice, które już zostały wymienione. Ale atmosfera, w której każda niedoskonałość staje się politycznym argumentem.

Co dalej? Kolejna próba i cisza wokół wniosków

Dyrektor nie powiedział wprost, kiedy szpital ponownie złoży wniosek o akredytację.

Potrzebujemy czasu – powtórzył kilkukrotnie. Na pewno jak będzie decyzja, będę ją ogłaszał.

Pozostaje pytanie, czy radni, którzy – według relacji Moniki Twardowskiej – nie otrzymali raportu, teraz po tej konferencji wystąpią o niego oficjalnie. Dyrektor zapewnił, iż raport jest do wglądu. I dodał:

Państwo też dostaniecie ten raport, możecie się z nim zapoznać.

Słowem – dokument przestaje być tajemnicą lub nigdy nią nie był. Polityczny spór wokół niego pewnie pozostanie. Ale pacjenci, którzy wchodzą do szpitala przy ulicy 3 Maja, chcą wiedzieć jedno: czy mogą czuć się bezpiecznie. Dyrektor mówi: tak. I zapowiada, iż za rok może będzie mógł to potwierdzić certyfikatem.

Idź do oryginalnego materiału