Sezon na kleszcze dopiero się rozkręca, a już pojawiają się niepokojące informacje. Oprócz dobrze znanych pasożytów coraz częściej mówi się o nowym zagrożeniu. W Polsce zaczęto obserwować afrykańskie kleszcze z gatunku Hyalomma marginatum. I to nie są zwykłe kleszcze.
Fot. PixabaySą większe, szybsze i zachowują się zupełnie inaczej niż te, które znamy z lasów i parków. Mogą osiągać choćby kilka centymetrów długości, a po napiciu się krwi przypominają niewielkie, ciemne owoce. To jednak nie rozmiar budzi największy niepokój.
Najbardziej niepokojące jest ich zachowanie. W przeciwieństwie do typowych kleszczy, które czekają na ofiarę na trawie lub krzewach, Hyalomma potrafią aktywnie ją śledzić. Reagują na ruch, ciepło i zapach, a następnie podążają za człowiekiem choćby przez dłuższy czas.
Do Polski trafiają najczęściej dzięki ptakom wędrownym. Przenoszone na ich ciałach mogą pokonywać tysiące kilometrów i trafiać do Europy Środkowej. Coraz cieplejsze lata sprzyjają ich przetrwaniu i rozwojowi.
Problem nie kończy się na samym ukąszeniu. Te kleszcze mogą przenosić groźne choroby. Oprócz znanej boreliozy istnieje ryzyko zakażenia znacznie poważniejszymi wirusami, w tym gorączką krwotoczną Krym-Kongo. To choroba, która może mieć bardzo ciężki przebieg.
Eksperci podkreślają, iż przypadki w Polsce są wciąż rzadkie, ale sytuacja może się zmieniać. Z każdym rokiem warunki klimatyczne coraz bardziej sprzyjają pojawianiu się nowych gatunków.
Dlatego warto zachować ostrożność. Po spacerze w lesie lub na łące trzeba dokładnie sprawdzić ciało. Szczególną uwagę warto zwrócić na miejsca trudno dostępne – zgięcia kolan, pachwiny czy okolice karku.
Nowe kleszcze to sygnał, iż zagrożenia się zmieniają. To już nie tylko problem znany od lat, ale coś, co może zaskoczyć choćby osoby przyzwyczajone do ostrożności.

2 godzin temu










