Artur Łabinowicz, koszykarz Solvera Sokoła Łańcut: Czasami trzeba złapać okazję, którą ma się przed sobą

1 dzień temu
Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar (3)

Rozmowa z ARTUREM ŁABINOWICZEM, zawodnikiem Solvera Sokół Łańcut.

KOSZYKÓWKA. I LIGA

– To był mecz pełen zwrotów akcji, w którym przez większość czasu to zespół z Rzeszowa dyktował warunki. Jak podsumowałbyś to spotkanie?

– Nie jestem zaskoczony bardzo dobrą atmosferą wypełnionej kibicami hali. Grają u siebie , a to zawsze jest fajne. Co do meczu, to był bardzo fajny i do końca na styku. Resovia naskoczyła na nas w pierwszej połowie i musieliśmy gonić w drugiej, co udało nam się zrobić. Dobrze, iż udało się przechylić szalę na naszą korzyść. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale i tak szacun dla Rzeszowa. Mają bardzo dobrych zawodników i życzę im powodzenia na resztę sezonu.

– Co okazało się najważniejsze w tym meczu? W końcówce bardzo istotny rzut za trzy oddał Filip Struski, ale wcześniej trzeba było włożyć ogromny wysiłek, by w ogóle wrócić do gry…

– najważniejsze było obudzić się. Wyszliśmy na mecz i ta pierwsza połowa była jak uderzenie w twarz. W drugiej udało się otrząsnąć. Dotarło do nas, iż jgramy derby i to nie będzie mecz na styku, a jak się nie obudzimy to dostaniemy po głowie, bo zaraz będziemy przegrywać 20-30 punktów. Udało się i za to szacunek dla naszej drużyny, naszego zespołu i naszych trenerów. Wychodzimy stąd zwycięsko po spotkaniu przeciwko dobrej drużynie.

– Pan również potrzebowałeś chwili, by wejść na najwyższe obroty. Gdy to się udało pojawiły się efektowne wejścia pod kosz i celne trójki.

– Teraz już w końcu jestem troszeczkę wyspany i jet lag już prawie zniknął, więc dobrze się czułem. Trójki zawsze w końcu wpadną, wiem o tym. Zawsze trzeba patrzeć przed siebie i rzucać, a nie zastanawiać się czy trafisz, czy nie trafisz. Widziałem dzisiaj, iż koledzy z drużyny liczą na moje wsparcie w meczu. Muszę grać mocno, grać w dobrym tempie i do kosza, żeby móc też otworzyć kogoś innego. I tak było. Pomagaliśmy sobie nawzajem i wspólnie wygraliśmy mecz. To jest najważniejsze.

.

– Wrócił pan do Łańcuta, ale realia są teraz zupełnie inne niż podczas twojej poprzedniej przygody z Sokołem. Jak oceniasz poziom sportowy obecnej pierwszej ligi?

– Tak, to jest inna liga. W ekstraklasie można teraz mieć sześciu zagranicznych graczy, a tutaj, w pierwszej lidzie, może być dwóch, więc jest trochę inaczej. To też jest jednak bardzo dobra liga i drużyny bardzo mocno grają. Dobrze było to czuć podczas tych derbów i to był bardzo fajny mecz. Myślę, iż Sokół może rywalizować przeciwko każdemu w tej lidze. Głowa do przodu i jedziemy.

– Co działo się z Arturem Łabinowiczem w pierwszej części sezonu. Od kilku dni dołączył pan do zespołu w połowie rozgrywek, czy przygotowywał się pan gdzieś do gry?

– Cały czas trenowałem w Stanach Zjednoczonych, gdzie byłem w drużynie San Antonio Spurs G League. Nie byłem tam zawodnikiem tak na rostery, ale trenowałem z nimi, żeby cały czas być w dobrej dyspozycji gdyby chcieli mnie zakontraktować, albo gdybym zdecydował, iż chcę wrócić do Polski lub wybrać inny kierunek.

.

– Co ostatecznie zadecydowało o tym, iż przyjął pan ofertę z pierwszej ligi? W poprzednim sezonie występował pan w ORLEN Basket Lidze w barwach Zastalu Zielona Góra, więc ten ruch może wydawać się krokiem w tył…

– Próbuję tak na to nie patrzeć. Jako koszykarz, ale też ogóle zawodnik uprawiający jakikolwiek sport, musisz gdzieś grać. Jak nie masz jakiegoś wideo gdzie widać jak grasz, nie masz aktualnych statystyk, to bardzo ciężko jest na kolejny rok dostać się do jakiegokolwiek zespołu. Wiedziałem, iż tutaj okno transferowe zaczyna się powoli zamykać. Musiałem zdecydować, czy będę siedział i trenował z ludźmi, którzy choćby nie do końca wiedzą czy chcą mnie w swojej drużynie czy nie. Czy lepiej tracić pieniądze i czekać, czy przyjść i normalnie zarabiać, grać, mieć statystyki i filmy na następny rok, a przy okazji móc pomagać zespołowi z Łańcuta. To jest decyzja, która musi być podjęta. Miałem do wyboru zdać się na jedną drużynę, czekając żeby dali mi okazję, lub po prostu złapać okazję, którą mam przed sobą i wykorzystać ją najlepiej jak potrafię.


PRZECZYTAJ TEŻ: Kacper Młynarski, koszykarz OPTeam Energia Polska Resovia: koszykarsko to był nasz najlepszy mecz w tym sezonie, dlatego bardzo boli, iż przegraliśmy

Wielkie emocje na Podpromiu. Sokół wygrywa derby Podkarpacia (zdjęcia)
Idź do oryginalnego materiału