Autobusy elektryczne coraz częściej pojawiają się na ulicach miast, ale ich eksploatacja ma jeden istotny problem. Duży akumulator potrzebuje czasu, żeby uzupełnić energię. Toyota uważa, iż w przypadku komunikacji miejskiej ciekawą alternatywą może być wodór.
Japoński producent pokazał nową generację autobusu Toyota Sora, który wykorzystuje ogniwa paliwowe. Zamiast ładowania dużego akumulatora autobus tankuje wodór, a cały proces zajmuje około 10 minut. Do tego może przejechać ponad 300 km.
10 minut tankowania może mieć znaczenie
W samochodzie osobowym czas ładowania można stosunkowo łatwo zaakceptować. Auto może zostać podłączone na noc albo zatrzymać się przy szybkiej ładowarce podczas dłuższej podróży.
Z autobusem miejskim jest inaczej. Im dłużej pojazd stoi, tym mniej czasu może spędzić na trasie. Dlatego możliwość zatankowania wodoru w około 10 minut może być dla operatora dużym ułatwieniem.
Nowa Sora korzysta przy tym z rozwiązania zgodnego z nowym standardem szybkiego tankowania. Toyota przewiduje, iż gdy kompatybilne stacje pojawią się na większą skalę, czas potrzebny na uzupełnienie wodoru może zostać skrócony mniej więcej o połowę.
Producentowi udało się jednocześnie zmniejszyć pojemność zbiorników wodoru o około 20 proc. względem poprzedniej generacji i zwiększyć zasięg o około 100 km. Nowy autobus może przejechać ponad 300 km, choć rzeczywisty wynik będzie oczywiście zależał m.in. od temperatury, liczby pasażerów i wykorzystania klimatyzacji.
Prawie 300 KM i 970 Nm
Za napęd odpowiada silnik elektryczny o mocy 220 kW, czyli około 299 KM. Maksymalny moment obrotowy wynosi aż 970 Nm.
Energię potrzebną do jazdy dostarcza układ ogniw paliwowych Toyoty. Zastosowano trzy zbiorniki wodoru o ciśnieniu 70 MPa i łącznej objętości 471 litrów.
Nowa Sora powstała we współpracy Toyoty z Isuzu. Wykorzystuje platformę BEV Isuzu przeznaczoną dla autobusów z płaską podłogą, natomiast Toyota dostarczyła własny system ogniw paliwowych.
W praktyce oznacza to przestronniejszą kabinę bez stopni, co ułatwia poruszanie się po autobusie osobom korzystającym z wózków inwalidzkich oraz rodzicom z wózkami dziecięcymi. Dostępne będą cztery wersje – dwie przeznaczone do ruchu miejskiego i dwie do obsługi tras podmiejskich.

Toyota pomyślała również o sytuacjach awaryjnych
Sora może mieć jeszcze jedno zastosowanie. Po podłączeniu odpowiedniego urządzenia autobus może działać jako awaryjne źródło energii elektrycznej. W przypadku klęski żywiołowej czy problemów z infrastrukturą może więc dostarczać prąd tam, gdzie jest on potrzebny.
Toyota rozbudowała również systemy bezpieczeństwa. Autobus otrzymał Emergency Driver Stop System, który współpracuje z monitorem stanu kierowcy. jeżeli system wykryje problem z prowadzącym, może automatycznie rozpocząć hamowanie i zatrzymać pojazd, a następnie uruchomić hamulec postojowy.
Pojawił się także przedni monitor martwego pola, który wykrywa między innymi pieszych i rowerzystów znajdujących się przed autobusem.
Wodór ma tutaj konkretny argument
Toyota rozwija napędy wodorowe od lat. Pierwszy Sora pojawił się już w 2018 roku, a wcześniej producent wprowadził na rynek osobowy model Mirai.
W przypadku autobusów wodór ma jednak argument, którego trudno nie zauważyć. Autobus może przejechać ponad 300 km, a uzupełnienie energii zajmuje około 10 minut. Dla pojazdu, który przez większość dnia powinien być na trasie, może to być ważniejsze niż sama pojemność akumulatora.
Nie oznacza to oczywiście, iż wodór wyprze autobusy elektryczne. Obie technologie mają swoje miejsce, a ich sens zależy od długości tras, infrastruktury i sposobu eksploatacji.
Nowa Toyota Sora pokazuje jednak, iż wodorowy napęd w komunikacji miejskiej wciąż ma bardzo mocny argument – krótki czas tankowania.














