Bartosz Szczepankiewicz to defensywny pomocnik wypożyczony z Lechii Gdańsk, z którą jest związany kontraktem obowiązującym do 2028 roku, z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Młodzieżowiec był kapitanem zespołu Lechii U-19 i ma już za sobą pierwsze doświadczenia na seniorskim poziomie.
Urodzony w 2006 r. zawodnik zadebiutował w Ekstraklasie 27 września 2025 r., wchodząc na boisko w 90. minucie wyjazdowego spotkania z Koroną Kielce. Kilka dni wcześniej pojawił się również na murawie w meczu I rundy Pucharu Polski z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, także notując krótki występ.
Pomysł sprowadzenia Szczepankiewicza do Sokoła pojawił się już w połowie ubiegłego roku. To, co nie udało się wówczas, stało się możliwe teraz, z czego klub postanowił skorzystać. Zdaniem trenera Tomasza Pozorskiego, który obserwował zawodnika w kilku sparingach jeszcze w barwach Lechii Gdańsk, wyróżniał się on dojrzałością oraz dużą skutecznością zarówno w działaniach ofensywnych, jak i defensywnych.
– Mam nadzieję, iż pozytywne opinie na mój temat potwierdzę na boisku. Moimi największymi atutami są opanowanie, przerzut oraz dobre rozumienie tempa gry – mówi Szczepankiewicz.
– Mam nadzieję, iż pozytywne opinie na mój temat potwierdzę na boisku. Moimi największymi atutami są opanowanie, przerzut i dobre rozumienie tempa gry – mówi Szczepankiewicz.
Pomocnik pochodzi z Kamienicy w gminie Kazimierz Biskupi. W dzieciństwie miał doskonały widok na pobliską elektrownię w Koninie-Pątnowie. Dziś coraz odważniej może spoglądać w kierunku zaistnienia w poważnej piłce. Nie ukrywa, iż gra blisko rodzinnych stron ma dla niego duże znaczenie. – Bardzo się cieszę, iż mogę grać blisko mojego rodzinnego domu. Po kilku latach nieobecności super jest tu znów zamieszkać. Mogę skupić się wyłącznie na treningach i tym, co najważniejsze. Dla mojej rodziny to bardzo dobra wiadomość, pozostaje tylko korzystać – podkreśla.
Szczepankiewicz odniósł się także do wygranego 4:0 meczu sparingowego z Pogonią Mogilno. – Przed meczem wiedzieliśmy, iż to nie będzie łatwe spotkanie. Gospodarze byli zmotywowani, chcieli pokazać, iż potrafią nam dotrzymać kroku, i w pierwszej połowie było to widać. Z czasem zaczęliśmy jednak mieć mecz pod coraz większą kontrolą, strzeliliśmy kolejne gole i zrobiliśmy swoje – zakończył.


















