„Brakuje krwi w krwiobiegu przyrody”. Ekspert o dramatycznie niskim stanie rzek w Lubelskiem [ZDJĘCIA]

2 godzin temu
Zdjęcie: „Brakuje krwi w krwiobiegu przyrody”. Ekspert o dramatycznie niskim stanie rzek w Lubelskiem [ZDJĘCIA]


Utrzymuje się niski stan rzek na Lubelszczyźnie. Dotyczy to między innymi Bugu, Wieprza i Wisły. O przyczynach i konsekwencjach takiego stanu opowie nasz puławski reporter i jego gość, Jerzy Kozyra z Zakładu Biogospodarki i Agrometeorologii Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach.

Coraz więcej rzek odkrywa swoje dna, m.in. Wisła, ale przyczyn takiego stanu chyba nie należy szukać tylko i wyłącznie w braku opadów w ostatnich dniach.

– Trzeba popatrzeć na małe potoki, które nie dostarczają wody do większych rzek. Od dwóch lat u nas, w okolicach Puław w tych małych rzekach woda nie płynie w małych ciekach i tak jest na większości obszaru kraju, nie ma dopływu. A z drugiej strony nie ma dopływu do rzek z wód podziemnych, bo to jest główny, a niedoceniany i mało znany aspekt źródlany rzeki, iż źródła rzeki są też na brzegach. Na całej długości rzeki woda dopływa do koryta, natomiast tego od dwóch lat nie ma. Przerwał się ciąg dostaw wody opadowej ze względu na bardzo duży deficyt opadów, który mamy i w zeszłym roku, i w tym.

Duże jest też parowanie i to również ma wpływ.

– Do tego mamy wysoką temperaturę. Wraz ze wzrostem temperatury rośnie parowanie. Taki mały przykład. Wczoraj rekordy temperatury, maksymalna temperatura praktycznie przez cały dzień w okolicach 40 stopni. Z wolnej tafli wody w takich warunkach paruje około 7 litrów wody. W tym samym czasie rośliny potrzebują dużo więcej wody, żeby się schłodzić i też w tym samym czasie dużo tej wody tracą, bo nie są przyzwyczajone do tak wysokiej temperatury. Nasze rośliny jednak są z klimatu, a może na szczęście z klimatu umiarkowanego, chociaż w genach czasami przywędrowały z południa, tak iż potrafią się bronić, mają mechanizm, żeby się bronić, natomiast jest to kosztem wody.

Na ten niski stan wód mają oczywiście wpływ opady.

– Trzeba popatrzeć na liczby. W czasie od stycznia do lipca na Lubelszczyźnie przeciętnie spada około 320 litrów wody na metr kwadratowy. W tym roku spadło tylko 190, czyli w każdym miesiącu mieliśmy albo 30-40% tej wody, która powinna dopłynąć do wód podziemnych, a potem pokazać się w rzece. Rzeka jest na poziomie średnim wieloletnim, na takim poziomie, do którego jesteśmy przyzwyczajeni wtedy, kiedy opady są też na poziomie średnim. jeżeli te opady drugi rok są mniejsze – o 40% w tym roku, a zeszłej jesieni było to 50%, to efekt gołym okiem widać właśnie w odpływie. Tak jakby brakowało krwi w krwiobiegu przyrody, a tą krwią w przyrodzie jest właśnie woda.

I widać to w rzekach. Ten poziom rzeczywiście jest ekstremalnie niski, a skutki mogą być bardzo złe. W gorącej i płytkiej wodzie jest mniej tlenu, a ma to wpływ na organizmy wodne.

– Tak jak powiedziałem wcześniej, woda w rzekach to tak jak krew w organizmie człowieka i wyższa temperatura to też stres dla ryb i organizmów wodnych. Brak wody to też czas, kiedy ryby muszą szukać miejsc, gdzie jest ona chłodniejsza i gdzie po prostu jest, gdzie mogą się schronić. To zakłóca cały rytm życia przyrody i to jest taki ciśnieniomierz przyrodniczy. W rolnictwie mierzymy się z suszą praktycznie każdego roku. Jak niejedne rośliny, te z wiosny, jare, odczuwają suszę i są duże straty, to ozime mają lepszą sytuację. Potem mamy jeszcze kukurydzę, która wykorzystuje opady choćby już lipcowe i sierpniowe. Natomiast te gałęzie gospodarki – gospodarka wodna, energetyka – jeżeli tutaj będziemy mieli wpływ braku wody w rzece do chłodzenia elektrowni, co dzieje się w tej chwili na Węgrzech, co dzieje się w tej chwili w Polsce, jak będziemy mieli zakłócenia prądu, mamy zakłócenia dostaw wody, bo w wielu gminach są prośby samorządów lokalnych, żeby używać mniej wody, żeby nie podlewać trawników i ograniczyć podlewanie ogródków przydomowych do niezbędnego minimum, to wtedy zaczyna się problem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy brakuje wody w kranie, kiedy brakuje energii. Na szczęście mamy fotowoltaikę, która zabezpiecza nam i wyrównuje teraz te ograniczenia, jeżeli chodzi o chłodzenie dużych elektrowni.

Ale cierpi także turystyka, bo wysychające koryta rzek zaburzają także żeglugę śródlądową.

– Z żeglugą śródlądową w Polsce już jest bardzo źle, bo tej wody nie ma w rzekach. Natomiast choćby turystyka związana z kajakami – niektóre mniejsze rzeki też nie są pławne. Z drugiej strony są też sygnały, iż rośnie turystyka nad Bałtykiem, bo Bałtyk jest cieplejszy. Natomiast trzeba być ostrożnym, bo choćby sytuacja z wczoraj w powiecie puławskim, w okolicach Kazimierza, gdzie w tak rozgrzanej masie powietrza dochodzi do bardzo gwałtownych zjawisk kondensacji pary wodnej. No i są zniszczenia, które są bardzo punktowe, bo na przestrzeni kilku kilometrów ta sytuacja pogodowa zmienia się bardzo szybko, jeżeli przychodzi front burzowy i to jest zawsze niebezpieczne. Jak widzieliśmy, pozwijane znaki drogowe, te duże zielone znaki informacyjne po prostu się zawinęły. Duże reklamy zostały przewrócone i wiele dachów zostało zniszczonych. To jest niebezpieczne. Trzeba obserwować przede wszystkim aplikacje, które pokazują pogodę na bieżąco i trzeba mieć świadomość, iż przewidywalność tego typu zjawisk jest ograniczona, bo to są zawsze zjawiska lokalne. Trzeba sięgać do tych prognoz bardzo aktualnych, choćby nie tych z rana, tylko trzeba na bieżąco śledzić, jak jesteśmy w terenie, odpoczywamy, alerty pogodowe w sytuacjach, kiedy to się zmienia. I oczywiście uważać na wysoką temperaturę.

Wspomniał pan o niskim poziomie wód gruntowych. Niski stan rzek sprzyja tzw. niżówce hydrologicznej, czyli szybkiemu opadaniu wód podziemnych. To też jest niekorzystne.

– Proces opadania poziomu wód podziemnych jest stały i powolny. Natomiast jeżeli w przeciągu ostatnich lat nie mamy wyrównywania tego ciśnienia i dostaw wody, to po prostu rośliny, będąc w większym stresie termicznym, więcej tej wody zużywają i nie dochodzi do przejścia wody przez warstwę gleby. Ona nie zasila faktycznie długoterminowo tych wód podziemnych. Ten proces jest stały i stale się obniża. On zintensyfikował się w ostatnich pięciu latach, kiedy norma opadów jest niższa i jest wyższa temperatura. Ten bilans jest po prostu załamany. Nie ma dostaw. Jak jeszcze kilka lat temu Instytut Geologii, który monitoruje wody podziemne, nie alarmował, to dwa, trzy lata temu w tym monitoringu wód podziemnych zauważono gwałtowny spadek. My to nazywamy uciekaniem wody. W zeszłym roku woda w studni była. Po zimie w wielu studniach, tych najpłytszych, 7-8-metrowych, wody już nie ma. Szczególnie w obszarze centralnej Polski.

Do tego wszystkiego przyczynia się także niestety człowiek. Chociażby coraz mniej jest terenów zielonych, a przestrzenie miejskie są betonowane.

– No właśnie. To jest tak, iż zmienia się też charakter opadów. Opady mamy w postaci burz, w dużych ilościach. W sytuacji, gdy mamy obszary zabetonowane, skanalizowane i odprowadzamy tę wodę gwałtownie do rzeki, to poziom wód w rzekach gwałtownie wzrasta, ale też gwałtownie spada do tych niżówek, niskich stanów. Jeden z moich znajomych rolników mówi, iż optymalną gospodarką w takich warunkach jest, żeby nie dopuszczać, żeby woda z pola uciekała, wypływała. Pewnie tak trzeba by było podejść do siebie, do gospodarki w ramach swojej działki. W ten sposób ją zagospodarować, żeby woda nie wypływała z działki. Ja na przykład obserwuję, iż jeżeli zrobimy sobie kostkę brukową do samej drogi, to tworzymy taką betonową drogę do tego, żeby woda uciekła. Żeby takie coś zatrzymać, jeżeli chcemy już mieć tę kostkę, to trzeba by na końcu tej drogi zastosować jakiś łapacz wody, żeby ta woda zretencjonowała się jak najbliżej domu i żeby mogła zasilać wody podziemne, bo jeżeli my tę wodę odprowadzimy na drogę, bardzo gwałtownie ją tracimy.

Na zdj. Wisła w Annopolu, fot. PAP/Wojtek Jargiło

Na ile wczorajsze i dzisiejsze opady mogą poprawić tę sytuację?

– W kontekście niżówki hydrologicznej nie poprawią wcale. Poprawią wilgotność i warunki dla rozwoju roślin. Natomiast taka ilość opadów – w miejscach, gdzie było więcej opadów, około 20 litrów na metr kwadratowy – zasili tylko glebę. Ta woda dojdzie 30-40 centymetrów, natomiast niżej nie przeniknie. Do tego, żeby odtworzyć ten cykl, który był, to pewnie już nie dojdzie, bo trend temperatury jest, jaki jest. Idziemy w kierunku klimatu bardziej suchego.

Łącznie na 27 stacjach hydrologicznych w województwie lubelskim utrzymuje się niski stan rzek.

ŁuG / opr. WM

Fot. Łukasz Grabczak

Idź do oryginalnego materiału