Czy Jagiellonia w meczu z Widzewem była skrzywdzona czyli jak straciliśmy pierwszego gola

1 godzina temu
Domowa porażka Jagiellonii Białystok z Widzewem Łódź (0:2) wywołała ogromną falę dyskusji wśród ekspertów i kibiców. Poza falą krytycznych uwag wobec kilku graczy i trenera Adriana Siemieńca połączoną z dywagacjami o tym czy nie należało jednak przełożyć meczu z Widzewem sporo emocji wzbudziła sytuacja z 52. minuty, w której łodzianie zdobyli pierwszą bramkę. W środowisku piłkarskim zdania są podzielone, a pytanie o interpretację przepisów i dopuszczalności blokowania bramkarza w jego polu karnym powracają ze zdwojoną siłą. Rozegranie „na Arsenal” i blok na Abramowiczu

Sytuacja bramkowa dla Widzewa wzbudziła natychmiastowe protesty zawodników na boisku. Od razu po utracie gola obrońcy i golkiper Jagi ruszyli do sędziego Damiana Kosa reklamując faul. Przy rzucie rożnym Emil Kornvig wyraźnie i celowo stanął na drodze Sławomira Abramowicza, przytrzymując golkipera Jagiellonii i odcinając go od toru lotu piłki. Chwilę później Sebastian Bergier skierował piłkę do siatki. Arbiter Damian Kos oraz sędziowie VAR uznali trafienie za prawidłowe. Dziennikarze i eksperci, m.in. Jakub Seweryn i Przemysław Michalak, wprost zarzucili arbitrom brak konsekwencji, porównując tę sytuację do podobnych zdarzeń z pucharów czy mistrzostw świata, gdzie analogiczne gole cofano (Raków - Hammarby). I mają rację, bo niektóre z przepisów (ten niestety również) jest wyjątkowo "falujący" w interpretacji. Używając tego określenia mam na myśli to, iż sędziowie dość prosty przepis dotyczą
Idź do oryginalnego materiału