Dlaczego w Polsce nikt nie chce być sygnalistą? Kulisy badań, o których nie przeczytacie w dziennikach ustaw

1 godzina temu

Kiedy w połowie 2024 roku, po latach politycznych przepychanek i pod groźbą wielomilionowych kar z Brukseli, polski parlament wreszcie uchwalił ustawę o ochronie sygnalistów, w kuluarach administracji i korporacji dało się słyszeć głośne westchnienie ulgi. Skreślone z listy, wdrożone, możemy zapomnieć.

Prawo weszło w życie, w urzędach i firmach powołano pełnomocników, wdrożono regulaminy, powieszono tabliczki. Teoretycznie staliśmy się częścią nowoczesnej, transparentnej Europy. Ale prawda jest taka, iż Polska jest dopiero na samym początku tej drogi. Proces „krzepnięcia” przepisów o sygnalistach w naszym porządku prawnym ledwie się rozpoczął. To fascynujący, przejściowy czas, w którym świeży atrament na ustawie po raz pierwszy zderza się z surową organizacyjną rzeczywistością.

Jako osoba, która od lat przygląda się stykowi prawa i praktyki, wiedziałem, iż muszę uchwycić ten unikalny moment – sam początek działania ustawy w naszym kraju, zanim instytucje zdążą okrzepnąć w nowych, biurokratycznych rutynach.

Postanowiłem wyjść zza biurka, zostawić opasłe tomy prawniczych komentarzy i „pójść w teren”.

W pierwszej fali badań, która stała się fundamentem oddawanego właśnie w Wasze ręce raportu, wziąłem pod lupę twardą, ściśle proceduralną stronę wdrożeń. Chciałem porozmawiać z ludźmi na pierwszej linii frontu – audytorami, członkami rad pracowników, świeżo upieczonymi pełnomocnikami – i zapytać ich o jedno: „jak te wasze nowe kanały i regulaminy działają w pierwszych miesiącach praktyki?”.

To, z czym się zderzyłem, całkowicie przerosło moje oczekiwania. Zamiast opowieści o nowoczesnym compliance, uderzyłem w mur.

Fasada i „głucha cisza” – moje pierwsze zderzenie z rzeczywistością

Proces rekrutacji do moich wywiadów był prawdopodobnie najtrudniejszym etapem całego projektu. Pukając do wirtualnych drzwi wielu instytucji publicznych i firm, byłem zbywany. Słyszałem ciągle tę samą śpiewkę: „Proszę pana, my nie mamy o czym rozmawiać. U nas nie ma żadnych zgłoszeń”. Co nakazywałoby sądzić, iż system działa perfekcyjnie, a moi rozmówcy po prostu nie doświadczają patologii. Dla wielu organizacji sam fakt, iż w ich nowiutkich skrzynkach dla sygnalistów hula wiatr, był dowodem na sukces.

Zajęło mi chwilę, zanim zrozumiałem, iż ta „głucha cisza” nie jest brakiem wyników badawczych. Ona jest najważniejszym wynikiem mojego raportu.

Puste skrzynki to nie dowód na brak nadużyć, korupcji czy mobbingu w Polsce. To dowód na brak zaufania do procedur, które właśnie stworzyliśmy.

Powrót do XIX wieku, czyli strach przed własnym IT

Jednym z najbardziej surrealistycznych momentów podczas moich badań było odkrycie, jak polskie organizacje – zwłaszcza publiczne – podchodzą w tych pierwszych miesiącach do kwestii anonimowości i technologii.

Unia Europejska wyobrażała sobie bezpieczne, szyfrowane kanały IT. Co znalazłem w polskim terenie? Szafy pancerne, systemy podwójnych kopert i papierowe rejestry. Nazwałem to zjawisko w raporcie „regresem technologicznym”.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy wprost przyznawali, iż boją się własnych informatyków.

„Przecież pan z IT bez problemu sprawdzi po numerze IP, kto wysłał formularz ze skargą” – usłyszałem. Zaufanie do procedur cyfrowych jest tak niskie, iż w dobie sztucznej inteligencji urzędy i uczelnie cofają się do sprawdzonych, analogowych metod. Koperta zaklejona taśmą, wrzucona do fizycznej urny omijającej główną kancelarię, wydaje się Polakom bezpieczniejsza niż oprogramowanie za setki tysięcy złotych.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Prawo, które nie leczy ran

Z moich rozmów jasno wynika, iż ludzie po prostu nie wierzą w skuteczność państwowej machiny. Ustawa daje sygnaliście wspaniałą, papierową tarczę – np. odwrócony ciężar dowodu w sądzie. Pracodawca zwalnia Cię po zgłoszeniu nieprawidłowości? To on musi udowodnić, iż to nie był odwet. Brzmi pięknie. Tyle iż w świecie realnym oznacza to konieczność pójścia do polskiego sądu pracy. A te są tragicznie niewydolne. Sprawy ciągną się latami. Pracownik zostaje z łatką awanturnika, bez pensji, z kredytem do spłacenia, walcząc z prawnikami pracodawcy. Do tego dochodzi odwet miękki – nagle omijają Cię szkolenia, dostajesz gorsze biurko, a szef przestaje Cię zauważać. Tego żadna, choćby najlepiej napisana proceduralnie ustawa nie wyłapie. Dlatego wcale nie dziwi mnie, iż kiedy ludzie już decydują się pisać zgłoszenia, mylą procedury. Traktują nowe kanały jak tradycyjną książkę skarg i zażaleń, żaląc się na klimatyzację czy błędy w grafiku, zupełnie rozmijając się z celem ustawy.

Zaproszenie za kulisy… i zapowiedź ciągu dalszego

Zaczynałem te badania z zamiarem chłodnej oceny skuteczności przepisów. Kończyłem je z głębokim przekonaniem, iż napisałem raport o polskiej mentalności i braku zaufania, w który nowa ustawa wpadła jak kamień w wodę. Zrozumiałem też, iż nowo powołane procedury to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Oddaję w Wasze ręce materiał demaskujący to, co kryje się za proceduralną fasadą w tym pierwszym, kluczowym etapie wdrożenia ustawy w Polsce. Ale to dopiero pierwszy akt.

Podczas moich rozmów otworzyła się prawdziwa puszka Pandory z napisem „percepcja i stygmatyzacja”. Kwestia tego, jak w Polsce postrzegamy słowo „sygnalista” – z jego historycznym obciążeniem i łatką „donosiciela” – to temat na osobną analizę. Mam już w zanadrzu materiał z kolejnych jedenastu pogłębionych wywiadów, w całości poświęconych temu, jak Polacy postrzegają samo zjawisko sygnalistyki. Ten drugi materiał, który poszerzy spektrum badań o ludzkie lęki i motywacje, ujrzy światło dzienne już niebawem.

Tymczasem, jeżeli interesuje Was, co tak naprawdę dzieje się dziś za zamkniętymi drzwiami działów HR, gabinetów dyrektorów i pokojów nowo powołanych pełnomocników ds. zgłoszeń – zapraszam do lektury Raportu Krajowego projektu WAKE-UP (Whistleblower Advocacy for Knowledge, Empowerment, Unity, and Protection). To lustro, w którym odbija się nasza organizacyjna codzienność okresu „krzepnięcia” nowego prawa. I gwarantuję Wam, iż to odbicie daje mocno do myślenia.

Idź do oryginalnego materiału