Enea AZS górą w wycieńczającym rewanżu z Landerneau. Wicemistrzynie Polski miały nerwy ze stali!

1 godzina temu

Enea AZS zagrała odważny basket. Poznanianki zaimponowały w defensywie

Enea AZS Politechnika zaczęła rywalizację z Francuzkami dość nieśmiało - jakby akademiczki nieco bały się konfrontacji z rosłymi rywalkami, których fizyczność robiła duże wrażenie w "pomalowanym" pod własnym koszem. Kiedy jednak kolejne próby oddawania trójek przestały się sprawdzać, Poznanianki w końcu zaczęły się odważać na agresywne, indywidualne rajdy i zaczęło im się to spłacać. Wicemistrzynie Polski dawały radę przebijać się przez mur swoim szybkim rozegraniem lub często wymuszały rzuty osobiste, które pozwoliły im toczyć wyrównany bój.

Landerneau Basket w pierwszej części meczu także miało problem z rzutami trzypunktowymi, które wyjątkowo mocno im dziś nie siedziały. Piłki odbijały się od obręczy w losowych kierunkach, padając łatwym łupem najwyższych koszykarek Enei AZS Politechniki. W ten sposób wicemistrzynie Polski przejęły kontrolę nad meczem i po siedmiu minutach gry prowadziły choćby 14:8. Był to zasłużony sukces, ponieważ gościnie grały bezkompromisowo, dynamicznie i inteligentnie. Świetnie uzupełniały się w ataku, nie tracąc łatwo piłek, a dodatkowo prezentowały też bardzo dobrą, zwartą obronę, która nie dawała Francuzkom się rozpędzić.

Enea AZS Politechnika wchodziła w drugą kwartę prowadząc 18:12 i naprawdę mogła się podobać podczas pojedynków o piłki na tablicach po obu stronach parkietu. Znów kapitalnie zastawiały drogę przeciwniczkom, zgarniajac wszystko co się dało i nie pozwalając im na łatwe punkty z ponownień. Francuzki miały duże problemy ze znalezieniem konkretnej taktyki w ataku, a Enea AZS wyciskała maksimum ze swoich akcji. Zawsze znajdowały adekwatnie ustawione partnerki lub w dalszym ciągu punktowały po rzutach osobistych

Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy wicemistrzynie Polski prowadziły 31:23, a kłopoty Landerneau Basket się nawarstwiały. Obrona prezentowana przez akademiczki była godna podziwu pod względem nieustępliwości, konsekwencji i fizyczności. Podopieczne Wojciecha Szawarskiego wręcz przyklejały się do przeciwniczek nie dając im tlenu pod koszem i wysoko wyskakując do prób rzutów za trzy. Zespół Francuzek nie potrafił się w żaden sposób wstrzelić w przeciwieństwie do gościń, które z dziecinną łatwością wymuszały kolejne przewinienia. Tym samym ciężką pracą prowadziły do przerwy 41:28.

Szalona pogoń Harmoni Turner. Amerykanka całkowicie odwróciła losy meczu

Po powrocie na parkiet drużyna Landerneau Bretagne Basket wzięła się ostro do roboty po obu stronach parkietu. Enea AZS Politechnika nie miała już tak łatwego życia przeciwko swoim rywalkom, które stawiły o wiele mocniejszy opór niż wcześniej, wypychając akademiczki za obwód w obronie. Jakby tego było mało, ożywiły się również w walce na zbiórkach i przy wysokich wyjściach do przeciwniczek. Wciągały je w mini-gry, gdzie zamiast pojedynków dochodziło do sytuacji 3vs1.

Właśnie takimi krokami zbliżyły się w połowie trzeciej kwarty do rywalek na dziesięć oczek. Na nieszczęście akademiczek w zespole gospodyń "odpaliła" wreszcie także Harmoni Turner, która zaczęła grać jak prawdziwa liderka. Amerykanka wyglądała na parkiecie tak jakby była gotowa w pojedynkę przepchnąć zespół do zwycięstwa. Była dosłownie wszędzie: zbierała, rozgrywała piłki na czyste pozycje, punktowała spod kosza i za trzy. Cała odpowiedzialność przeszła na jej barki, a ona potrafiła ją udźwignąć bez większych problemów, zbijając różnicę w punktach do wyniku 49:54.

Praca Turner natchnęła drużynę do wytężonego wysiłku i imponującego comebacku. Za jej sprawą w szeregi Landerneau wstąpił nowy duch i nowe siły, a Amerykanka wyprowadziła Francuzki po trzech minutach czwartej kwarty na upragnione prowadzenie 57:56. Enea AZS Politechnika wyglądała jakby zupełnie nie była przygotowana na taki przebieg zdarzeń. Równowaga w przebiegu meczu została zupełnie zachwiana i to Poznaniankom zaczęło brakować atutów w ataku. Harmoni Turner grała jak w transie, stając się mastermindem swojej drużyny.

Wicemistrzynie Polski walczyły jednak bardzo dzielnie, stawiając opór rozkręcającym się zawodniczkom Landerneau Bretagne Basket. Podopieczne Wojciecha Szawarskiego krok po kroku ciężką pracą wspinały się na górę, gdzie czekało zwycięstwo. Widać było jak wiele wysiłku fizycznego i psychicznego kosztuje je ten mecz. Szczególnie, iż każde podanie do Harmony Turner wiązało się z gigantycznymi kłopotami - nie wiadomo było czy ona sama skończy akcje w kapitalny sposób, czy może raczej wybierze jeszcze lepszą opcję dla swojej drużyny.

Ostatnie dwie minuty podstawowego czasu gry były niesamowicie nerwowe, bowiem choć Enea AZS Politechnika prowadziła w meczu, to Landerneau Bretagne Basket non stop deptało po piętach przy maksymalnie dwupunktowych różnicach. Każdy choćby najmniejszy błąd przy rzucie, przechwycie, zbiórce czy podaniu mógł kompletnie odwrócić przebieg spotkania. Na minutę przed końcem był remis 66:66 i choć Feyonda Fitzgerald zdołała chwilowo wyprowadzić swój zespół z opresji, to na sześć sekund przed końcem Susannah Rafiu doprowadziła do dogrywki po zbiórce i późniejszej asyście... Harmoni Turner.

Pojedynek strzelczyń wyborowych w dogrywce. Fitzgerald miała jednak więcej wsparcia

Enea AZS Politechnika tym razem nie zamęczyła swoich przeciwniczek. W dogrywce oglądaliśmy kolejną odsłonę wielkiego pojedynku strzeleckiego między Harmoni Turner, a Feyondą Fitzgerald. Walka wciąż była niesamowicie wyrównana w dużej mierze dzięki znakomitej postawie obrończyń po obu stronach parkietu. Nikt nie miał łatwych okazji do rzutów, a zbawienne okazywały się tylko rzuty osobiste. Ostatecznie to obrona Enei AZS Politechniki okazała się czujniejsza i gościnie wygrały mecz 76:71, awansując do fazy pucharowej EuroCupu.

Zawodniczki Wojciecha Szawarskiego w dwóch ostatnich akcjach popisały się znakomitymi, bezbłędnymi interwencjami w bardzo trudnych sytuacjach pod własnym koszem. Po tym, gdy udało im się uratować z opersji mecz zwieńczyły swoimi trafionymi wolnymi Feyonda Fitgerald i G'mrice Davis - dwie główne bohaterki dzisiejszego spotkania w EuroCupie. Kto wie, jakby jednak potoczyło się wszystko, gdyby nie obłędna praca w powietrzu akademiczek przy rzutach rywalek.

Landernau Bretagne Basket - Enea AZS Politechnika Poznań (18:12, 16:21, 21:13. 19:14, d: 3:8)

Landernau: Rafiu (22 punkty, 8 zbiórek, 2 asysty), Kaba (7 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty), Heriaud (12 punktów, 3 zbiórki, 8 asyst), Mabrey (2 zbiórki), Turner (22 punkty, 11 zbiórek 7 asyst), Yerbe (6 punktów, 3 zbiórki, 1 asysta), Komara (2 punkty, 2 zbiórki).

Enea AZS: Fitzgerald (28 punktów, 3 zbiórki, 6 asyst), Davis (18 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta), Pszczolarska (3 punkty, 9 zbiórek), Miskiniene (8 punktów, 10 zbiórek, 4 asysty), Jakubiuk (12 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty), Popović (7 punktów, 3 zbiórki), Piasecka (1 zbiórka), Główczak (3 zbiórki, 2 asysty).

Źródło: sportowy-poznan.pl

Idź do oryginalnego materiału